Temat, jaki chcę poruszyć, nie jest obiektywnie najwyższej wagi. Zastrzegam to od razu: nikt nikogo nie zabił, nikt tym razem nie zawarł niekorzystnych umów gazowych ani nie zgodził się na Nord Streem po wcześniejszej blokadzie tarczy antyrakietowej.
Chodzi o wywiad posłanki Pomaski dla onet.pl. Umieszczony na najbardziej w tym portalu eksponowanym miejscu, nawet nie usiłuje stwarzać wrażenia, że chodzi w nim o coś innego, niż - może tylko chwilową - zamianę frontwoman po "wpadce" posłanki Muchy z jej propozycją traktowania chorób osób w podeszłym wieku przez instytucje ochrony zdrowia.
Wieść "bulwarowa" niesie, że panie Mucha i Pomaska konkurują ze sobą o pozycję damskiej "wizytówki partii". Jednak wywołana do tablicy Pomaska określiła wypowedź Muchy mianem tylko nieeleganckiej, a później, mówiąc o planach PO wobec Ochrony Zdrowia wpomniała o wsparciu, jakiego udziela Platforma minister Kopacz w zatwierdzaniu pakietu przedstawionych przez nią ustaw zdrowotnych nie dodając już, że w sejmowej komisji zdrowia, do której pakiet trafił obecnie do rozpatrzenia zasiada m.in. właśnie posłanka Mucha i nikomu nie wiadomo, aby posłanka Mucha miała poglądy na Ochronę Zdrowia rozbieżne z Ewą Kopacz.
Czy też poglądy rozbieżne ze stanowiskiem partii, bo całość wypowiedzi Pomaski na temat "wpadki" Joanny Muchy brzmi tak: "Pani poseł poruszyła ważny problem korzystania i dostępu do pomocy medycznej przez osoby starsze. Niestety wyraziła się w sposób nieelegancki, chociaż wiem, że nie chciała nikogo obrazić i dyskryminować. (...) ale wyszło inaczej. To jest nauczka dla pani poseł. Politycy nawet jak mają dobre intencje, to muszą bardzo uważać na to, co mówią."
A co dokładnie powiedziała posłanka Mucha? "Tylko, jaki jest sens wykonywania takiej operacji (biodra - red.) u 85-latka, który nie chodzi i nie będzie chodzić, bo się nie zrehabilituje" - to o te słowa poszło; to z ich powodu ta koniecznośc poprawienia nadwątlonego wizerunku PO między innymi za pomocą wywiadu z posłanką Pomaską. Posłanka Mucha nie jest lekarzem ortopedą kwalifikującym do operacji, nie mówi więc z własnego doświadczenia. A opinii publicznej rzeczywiście trudno dociec, czy zabiegi tego rodzaju u leżących 85 - latków są powszechną metodą wyłudzania funduszy z NFZ, niemniej gdyby tak było, posłanka Mucha powinna przedstawić na to jakieś dowody, choćby zestawienia z właśnie NFZ. Skoro ich nie przedstawiłą, to nie tylko sprawiła wrazenie lekceważenia schorzeń osób w wieku podeszłym, ale również sformułowała bezpodstawny zarzut godzący w dobre imię lekarzy kwalifikujących do tych zabiegów. To jakby powiedzieć o prawnikach, że błędnie rozpoznają sprawy brane na wokandę: zamiast odrzucać nieuzasadnione pozwy, zakładają sprawy, bo dzięki temu mają co robić. Z elegancją czy jej brakiem cała sprawa nie ma niczego wspólnego, przedstawiciele NFZ powinni poinformować, czy rzeczywiście takie nadużycia mają miejsce, a jeśli, to jaka jest ich skala, bo nie ma w populacji wielu 85- latków, a spośród nich chyba niewielu zgodzi się na zabieg operacji biodra, jesli rzeczywiście są osobami leżącymi. Zwłaszcza, że szczególnie osoby starsze obawiają się przecież znieczuleń do operacji i żadnym operacjom nie poddają się chętnie.
Zatem nie brak elegancji, a lekceważenie pacjentów starszych wiekiem i pomówienie. Zaś "dobrą intencją" w tym wypadku ma być oszczędność w Ochronie Zdrowia, bo przeciez do tego sprowadza się wypowiedź posłanki Muchy. Ale nawoływanie do nierozważnego oszczędzania akurat na tym sektorze rzeczywiście wiele dobra nie przyniesie niezależnie od oceny intencji. Zresztą to określenie ma znaczenie inne dla lekarza, pielegniarki, inne dla potrzebującego leczenia pacjenta i jego rodziny i odmienne dla ekonomisty służby zdrowia czy dla budżetu kraju. Jeszcze całkiem niedawno PO ustami Ewy Kopacz opowiadała o mitycznej już "dziurze" - dziurawym sicie, jakim zdaniem tej partii przeciekały środki wpłacane przez podatników na Ochronę Zdrowia. Potem Donald Tusk potępiał nieprofesjonalnych dyrektorów placówek medycznych nie zgadzając się na podwyższenie składki zdrowotnej. Słowa posłanki Muchy i sposób ich obrony w wykonaniu poslanki Pomaski dowodzą, że chyba partia dotarła do etapu, na którym stało się jasne, że ewentualna oszczędność może przebiec jedynie drogą ograniczenia dostępu do świadczeń obywatelom.
Jednak nie tego tematu dotyczy przeważająca część wywiadu, a ... usankcjonowania partnerskich związków homoseksualnych. I również tu Posłanka tłumaczy się za słowa kolegi, w tym wypadku posła Wegrzyna.
Natomiast - i tu dopiero czytelnik może poczuć się zaskoczony - tytuł artykułu zawierającego ten własnie wywiad brzmi: "PiS wykorzystuje wszystko, co się da do politycznej rozgrywki". I to już bez najmniejszej wątpliwości dowodzi, że istotą wywiadu jest promocja posłanki, czyli skupienie na niej uwagi opinii publicznej po wpadkach polityków, którzy mieli mniej szczęścia; na marginesie jednak można przypuścić, że walka o miano gwiazdy w PO staje się zacięta.




Komentarze
Pokaż komentarze (24)