Nie mam wprawdzie czasu, ponieważ mam zajęcia, które kończę późno, nie powinnam też po ich zakończeniu zajmować się czymkolwiek poza czytaniem, ale dziś pomyślałam sobie, że podjadę pod Pałac, a nuż się głowa państwa trafi albo jeśli nie, zobaczę, czy jest ktoś z małym choćby obrazkiem, krzyżykiem czy … jak to tam teraz wygląda przed Pałacem mówiąc krótko. Rozochocona łatwością produkowania fotek z mojej komórki, nie troszcząc się o jakość kontrastów czy kompozycję wyruszyłam zatem z planem degustacji zakąski w wiadomym barze.

Po czym natrafiłam na sejm, a kiedy po krótkich oględzinach opustoszałego placyku, zacienionego biura przepustek itp., po wymianie uśmiechów z panem stróżem przy bramie i nie niepokojona przez jedynego obecnego w okolicy pana ochroniarza – nic dziwnego, niewiele po 20.00 nawet w oknach hotelu było całkiem ciemno – wykonałam fotke tablicy i zamierzałam następnie zająć się poszukiwaniami dobrego miejsca na parking przy Pałacu, mój sposób manewrowania na drodze zwrócił uwagę panów policjantów. Wobec tego zbiegłam, choć panowie byc może nie upieraliby sie przy pościgu, ale było, jak ostatnio co dzień w stolicy wyjątkowo zimno; wyjątkowo nawet jak na tę pore roku.

Następnie udałam się do McDonalda, niestety bez lapka, bo gdyby, wrzuciłabym fotki, a tak kiepskim łączem może przepuści sieć tekst. A może nie przepuści.
I tak to właśnie jak w tym sejmie, jest z zainteresowaniem parlamentarzystów krajem. Opustoszały ośrodek wczasowy. Byle przymrozek blokuje prace parlamentu, jakiś zabłąkany ochroniarz zerka kątem oka na spacerowiczkę przechadzającą się po całym terenie szczegółowo poszukując ciekawych widoczków. Powinniśmy byli rozpalić tam ognisko.





Komentarze
Pokaż komentarze (2)