Miasto wojewódzkie, seans sobotni wczesnowieczorny, kino zwyczajne, nie w hipermarkecie czy innej galerii handlowej. Spóźniłam się. Jak zwykle; często się spóźniam.
- Pani siądzie gdziekolwiek.
Było sporo wolnych miejsc; nieregularna grupa obsiadła okolicę projektora, jak najdalej w głąb sali, od ekranu. Liczyła może trzydzieści osób, może nieco więcej. Przysiadłam się do nich.
Scenografia jak na kino polskie taka sobie. Przywiędła, rzadka palma w gabiecie przewodniczącego rady narodowej?! Toż co najmniej filodendron powinien być! Również garnitur, płaszcz przewodniczącego całkowicie nie przystawały do epoki. W całym filmie widać było trudność z doborem strojów, raczej dobrano w większości odzież współczesną stylizowaną, odważnie zaaranżowano czapkę a 'la nutrie dla głównego bohatera. Ale choćby obuwie pań zaproponowano całkowicie inne, niż wówczas noszono, podobnie koszule u panów. Raczej przypadkowo rozsiane gadgety, niż planowy wystrój znany choćby z "Alternatyw 4" czy podobnych, wcześniejszych produkcji - jest za wcześnie aby tworzyć "cepelię" z motywów, można jeszcze odtworzyć wiernie, tymczasem wydaje się, że zebrano ileś tam przedmiotów z różnych lat i eksponowano je, podkreślano, aby nikt nie miał wątpliwości, kiedy rzecz się dzieje.
Sposób mówienia tylko aktor odgrywający Gomułkę miał klimatyczny. Jeszcze pojawiały się "bo ponieważ" i temu podobne w tle z oryginalnych nagrań milicyjnych radiostacji, ale brakowało "zaciągania", akcentu lekko chłopskiego, gwarowego czy kresowego. Jeszcze Fronczewski przekonywał grą, bo nie tylko tekstem roli - "z kontrrewolucją się nie rozmawia, do kontrrewolucji się strzela" - zresztą te teksty miał zbyt anegdotyczne, wydumane, choć jakoś trzymające się stylu betonu partyjnego.
Nie przypuszczałam, że tak otwarcie, bez uprzedzenia zaczęto strzelać do ludzi w ich miejscu pracy, że ostrzelano wagonik kolejki podmiejskiej, w którym zwyczajnie jechali stoczniowcy do pracy. Tak, wiem, widziałam to miejsce, kiedy transmitowano uroczystości rocznicowe, jednak jakoś zakładałam, że pojawiła się tam choćby niewielka grupa protestujących, nie, że to byli po prostu robotnicy zdążający do pracy...
To miała być "akcja" robotników, którą stłumiły Służby. Rzeczywiście, w filmie pokazano później, że Gomułka miał pretensje do wojska, iż zaczęło ostrzał zamiast milicji i strzelało , jak się wyraził, ślepymi nabojami. Naboje nie były slepe, zbyt wielu zginęło i zostało rannych; od razu zresztą widać było smugi ognia podczas strzałów; tak nie wygląda wystrzelenie "ślepaka".
Drobne braki logiki w fabule, "dobrzy" partyjni na początku rozruchów, chętni do negocjacji, zupełny brak ukazania prowokatorów, współpracowników Służb ... wręcz podział na "złych" i "dobrych" partyjnych, dyskusje, napomnienia podczas egzekutyw - tak nie było, na pewno. To wiadomo z innych filmów "z epoki".
Milicję pokazano w barwach jednoznacznie ciemnych, podobnie w większości wojsko. Ale już nie urzędników państwowych róznych szczebli. Cyrankiewicz w jakimś momencie mówi o Gomułce, że ów ostatnio chyba czuje się coraz gorzej; Gomułka niemal wzbudza współczucie widza. Ale już po chwili Gomułka relacjonując dialog z Breżniewem podsumowuje streszczenie obietnicą, że polskie władze poradzą sobie same, nie potrzebują "na razie" wsparcia braci radzieckich i juz wydaje się, że będzie analogia z "bohaterstwem" Jaruzelskiego, ale wypowiedzi na powstrzymaniu inwazji wojsk radzieckich nie kończy.
I tu jest moim zdaniem najbardziej kapitalny tekst tego filmu, trafny w kontekście historii najnowszej. Mianowicie Gomułka pyta zebranych na egzekutywie, kim będą oni sami, kiedy wejda Towarzysze radzieccy! Jaką władzą, skoro sobie nie poradzą? I sam odpowieda, że nie będą nikim. I aby tego właśnie uniknąć - tej degradacji - polska władza ludowa musi poradzić sobie samodzielnie z kontrrewolucją.
Przekonująca scena z przygotowań do pogrzebu i samego pogrzebu; z tego fragmentu możnaby wyodrębnić osobną etiudę filmową, emitować ją jako samodzielną.
Kiedy film się skończył, przez dłuższą chwilę ludzie nie opuszczali miejsc; czekali w bezruchu; potem pojedyncze osoby zaczęły wstawać, ale rozmów nie było wiele. Wszyscy słuchali piosenki Kazika, dopiero kiedy skończył śpiewać, rozległy się dżwięki głosów i harmider opadających siedzeń. W większości publiczność stanowiły osoby, ktore mogłyby pamietać tamte wydarzenia, ale nie była to wiekszośc przytłaczająca. Raczej tylko nieco ponad połowa. Niektórzy wyglądali na uczniów liceum. Wcześniej, podczas emisji, reagowano żywiołowo, nie tylko mnie zaskoczyły sceny historyczne.
Film może nieidealny, ale co miał pokazać, pokazał. Swoją rolę zatem spełnił. Nie mogliśmy opuścić tej sali kinowej, ja miałam łzy w oczach.
PS. A jednak ... przeczytałam wywiad ze Zdrojewskim, twierdzi w nim, że nie rozumiemy konieczności promocji filmu aby mógł stać się kandydatem choćby do Oscara. Czarny Czwartek jest pierwszym od wielu lat filmem, który pomimo tego, co napisałam powyżej, Oscara mógłby dostać.




Komentarze
Pokaż komentarze (5)