Jakoś unikam tematu Marty Kaczyńskiej - Dubienieckiej. Za bardzo mi jej szkoda, abym mogła wchodzić w polemiki z krytykującymi ją za sposób pisania czy cokolwiek z repertuaru zarzutów emitowanych przez media, tradycyjnie (cóż to za tradycja?!) nieistotnych i wydumanych.
Moje stanowisko ulega systematycznemu "usztywnianiu" nie dlatego, abym chciała powtarzać dramat sekty, co nie doczekała sie obiecywanego końca świata oszukana przez przywódców i zaprzeczać własnym obserwacjom, ale w wyniku doświadczenia, które uczy, aby nie popełniać ponownie tego samego błędu. Do niedawna sądziłam, że taki właśnie jest powód utwierdzenia się w decyzji o poparciu w najbliższych wyborach Prawa i Sprawiedliwości, obecnie zmieniam zdanie, bo rzecz nie tylko w tym - w czym jeszcze, napiszę za chwilę.
Czyli potrafiłam dokonać retrospekcji i moglaby szczycić się, że "przejrzałam na oczy", gdyby nie to, że pozycja, z jakiej wychodziłam ja i sytuacja entuzjastów Donalda Tuska - tych, którzy spełnili jego prośbę o zaufanie i wciąż dają mu je na kredyt - nigdy nie były tożsame. Ja poparłam PO nie cierpiąc tego ugrupowania, uznawszy, że jeszcze bardziej irytująca jest konkurencja. Nie było ani jednej chwili fascynacji przemówieniami czy sposobem bycia, ani pyłka nadziei skonotowanej z dojściem do władzy Donalda.
Dlatego nie przeżyłam zawodu, nie musiałam więc radzić sobie z nim ani przegrywać sama ze sobą decydując się na dalsze zaufanie, bo moze wreszcie okaże się go godnym wbrew logice.
Dzięki temu nie musiałam również działać przeciwko sobie wyszukując fikcyjne wady; owszem, tak u PO, jak u PiS. Nie zaciekawiły mnie głębiej kwestie ogólnoobyczajowe związane z gwiazdami tak jednej, jak drugiej z formacji, nie czułam potrzeby płomiennej obrony użytkowników malexa czy jak nazywał się wiadomy wózek golfowy, zarówno jak wytykania niedbałości makijażu Chlebowskiemu. Jeśli zdarzyło mi się skrytykować kurtkę Tuska na "wycieczce" w Berlinie w związku z wypadkiem polskiego autokaru, to ze względów estetycznych. Ale nie przykladałam do krytyki zbyt wielkiej wagi, podobnie postepowali i postepują, co dość znamienne, wyborcy niechętni PO. Krytyki wyglądu, sposobu wypowiadania się: cech o niewielkim rzeczywistym znaczeniu zajmują słynną ze skupienia się na tego rodzaju tematach Platformę Obywatelską.Oraz jej elektorat, o czym przekonałam się choćby czytając swego czasu tysiące komentarzy dotyczących siatki, z którą Pierwsza Dama wsiadła do samolotu. Ta siatka pojawiała się latami stanowiąc powód do uszczypliwych uwag ze strony przeciwników PiS, teraz "gafy" Komorowskiego wzbudzają krytyki (znacznie bardziej uprawnione obiektywnie oceniając) w czasie, kiedy dochodzi do nich; nie są przypominane stale przez przeciwników PO. W tym tkwi różnica, jaka sprawia, ze nie chcę mieć ze szczególnie zapamiętałymi przeciwnikami PiS wiele wspólnego.
Teraz najpewniej te same osoby "jadą" po Marcie Kaczyńskiej - Dubienieckiej. Moje stanowisko "usztywnia się".




Komentarze
Pokaż komentarze (15)