Musimy być jak ze stali. Odporni na przykre dowcipy, okrutne słowa skierowane nie bezpośrednio do nas, ale do osób słabszych, osobiście dotkniętych nieszczęściem. Nie możemy powiedzieć o przykrościach, jakie wyrządzają, większości mediów, bo one przekażą w zniekształconej formie czystą informację. Działając, niezależnie od stopnia dbałości o sterylność obrazu wiemy, że zostanie wykrzywiony albo pominięty. Funkcjonujemy w kraju uznawanym za demokratyczny, w totalitaryzmie medialnym, ale jesteśmy przyzwyczajeni do roli opozycji. Dlatego nie dolega nam zbytnio pogarda, niechęć czy lekceważenie.
Unosimy się ponad pretensje sprawującej rządy władzy do traktowania właśniej jej jak ciągle nękaną formację opozycyjną. Wystarcza nam, że widząc bzdurność stajemy po stronie rozsądku, widząc kłamstwo nazywamy je kłamstwem. Ale kiedy spadają na nas nieszczęścia, to rzeczywiście sprawiają, że stajemy się silniejsi. Kiedy ten czy ów stosuje prymitywne socjotechniczne zabiegi, za którymi nie kryje się treść, tylko czysta walka o władzę, ale stosując je wywołuje agresję u swoich zwolenników przeciwko konkurencji, we mnie umacnia się spokój. Spokój tym bardziej kamienny, nie do ruszenia, im głośniej rozbrzmiewają histeryczne krzyki.
Ale ostatnio zrobiło się trochę ciszej. Media nie pokazują od rana do wieczora kolejnego z wystąpień Jarosława Kaczyńskiego albo osób jakkolwiek z nim związanych. Nie oznacza to bynajmniej, że zajęły się jakąkolwiek inna partią nie mówiąc o rządzącej Platformie. Cisza w mediach to zawładnięcie całości topików wiadomości w portalu onet przez tsunami i Kaddafiego, ale przeciez choć na przedostatnim miejscu Kaczyński pojawić się musiał - jako podobno nękający PJN czy coś w tym rodzaju...
Zastanawiam się, jak to jest być zwolennikiem Platformy Obywatelskiej. Co się wtedy czuje, co myśli. Nie potrafię sobie wyobrazić siebie mówiącej "popieram Platformę Obywatelską", choc zdarzyło mi się na nich zagłosować. Aby się nauczyć, wystarczył raz: tego błędu już więcej nie popełnię.
To stało się już, nie chodzi o bzdurne wajdowskie wojny polsko - polskie. Nie przepadam za prawdziwymi entuzjastami Platformy w najbliższym, bezpośrednim otoczeniu. Wcześniej entuzjaści Platformy nie lubili zwolenników Prawa i Sprawiedliwości.
Przeproście i Spadajcie - tak w ramach jednego z całej masy dowcipów określano PiS. Myślę, że zwolennicy PO powinni przeprosić i to po wielokroć. Za swoją ... głupotę polegającą również na bezrefleksyjnym powtarzaniu żarcików podobnych do tych o Chucku Norrisie, który sam z siebie zbytnio śmieszny nie jest. Za głupotę, jaką zaprezentowała ich frakcja radykalna wybierając się wczoraj aby czcić rocznicę urodzin Norrisa...
Skojarzenie, jakie przywiodło ich do wplecenia wątku Norrisa do obchodów tragedii smoleńskiej pokazuje, jak bezdenny prymitywizm leży u podłoża "poglądów" tych entuzjastów PO. Norris jest przedmiotem żartów jako "czerstwy", "wieśniacki" bohater z Dzikiego Zachodu. Ale przecież ów Norris w istocie uosabia swoją postawą podstawowy ideał Amerykanina - twardziela. Ideał teraz niemodny, bo pochodzący z zamierzchłych czasów. Nieprawdopodobne scenariusze, na które powołują się dowcipnisie nie są mniej realne od Star Treka, na którego moda też już przeminęła, ale również od Harry Pottera. Szkoda nawet wspominać, że utożsamiają aktora z rolą rozpisaną w scenariuszu.
Prymitywne dowcipy o Chucku cieszą, bo dają poczucie wspolnoty, grupa śmiejąca się z tego samego cementuje się bardzo silnie, a równocześnie śmiać się z tych dowcipów łatwo, kiedy postawić się w pozycji "młodych nowoczesnych".
Bo Chuck jest staromodny i dość wiekowy. Prymitywne, aż przykro - przykro z żalu nad upadkiem kondycji jednostki ludzkiej. W okresie dojrzewania ma prawo do takich wahnięć, gorzej, jeśli przydarzy się to jej po uzyskaniu świadectwa dojrzałości.
Na takim własnie poziomie plasują się ...
Rzecz jasna dowcipy mają cechy wspólne z dykteryjkami sprzed pół wieku o Sztyrlicu. Niemniej Sztyrlic uosabiał totalitaryzm Rosji... Norris doprawdy miałby symbolizować sprzeciwAmerykanów wobec polityki Busha? I, nawet gdyby, również próby i usiłowania stołowników "Zakąsek" szłyby bardziej albo mniej świadomie w kierunku protestu przeciwko trendom narodowym, a za internacjonalizmem?
Skoro już wybrałam się w trasę wśród luźnych wnioskowań, warto by sprawdzić rodowód żartów o Norrisie. Ostatecznie pacyfistów w Europie sponsorowało kiedyś KGB: rzecz nie tylko w "brudnym pieniądzu", ale też w krzewieniu idei. Przecież nie wszystkich spośród nich; tylko niektórych.
Uważam się za pacyfistkę, daleko mi do Chucka Norrisa, ale nie akceptuję dowcipów raniących ofiary nieszczęścia.





Komentarze
Pokaż komentarze (5)