To są dyskusje, w których brak ognia rewolucji, zaczynu spraw nowych; tak, jak gadki dwóch wujaszków na temat wyższości pędraka nad innym tam żyjątkiem jako wystepujących w charakterze przynęty rybnej albo znów niekończące się ścieranie tych samych bloków zgodne z trzecią bodaj zasadą dynamiki, która przypomina, że ciało napiera na drugie z siłą równą naporowi drugiego na pierwsze; tu również Archimedes i wypieranie wody z wanny w ilości takiej, jak objętość zanurzonego w niej ciała..
Niekończących się debat , debat "dyżurnych" mamy trochę, tradycyjnie była to aborcja, ostatnio zastapiła ją in vitro. Do tematów chwytliwych, a rozgrywających się z wdziekiem walk w blocie na zwolnionym stop - klatką filmie czy zaskakujących podobnie do Syzyfa, co decyduje się pchnąć po równi pochyłej kamień należą, wobec kształtu naszej demokracji debaty na temat "mamo, a Kaczyński powiedział".
Kaczyński Kaczyńskim, nie tematem moderacji życia społecznego w związku z interpretacjami jego wypowiedzi chciałabym sie zająć. Przecież wolałabym nie nudzić, a o tym, co ciekawe dowiedziałam się z codziennych mediów, które nie zajmują się fenomenem wpływu, jaki wywierają na nie same jego, czyli Kaczyńskiego wypowiedzi. Zajęły się natomiast w ciągu ostatnich kilku dni tematem dyskryminacji ze względu na narodowość i tematem ograniczania swobód obywatelskich.
Tak to jakoś u nas jest, że nie wzbudzi zainteresowania gromadka dzieci Romów żebrzących przy trasach szybkiego ruchu, ale ewentualna dyskryminacja Ślązaka przez porównanie z Niemcem i owszem. Przy tym same dzieci Romów, gdyby spytać, zapewne byłyby zainteresowane pomocą Państwa, społeczeństwa. Przeciwnie mieszkańcy Sląska, w imieniu których chętnie wystapili identyfikujacy się z nimi autochtoni z lubuskiego czy Sądecczyzny, bo oni sami dyskryminowani się nie poczuli .
Podobnie nagle "znikąd" zjawili się apologeci narkotyków miękkich, i to tacy, którym nawet w cieżkim narkotycznym widzie nie możnaby uwierzyć, aby kiedykolwiek cokolwiek sami osobiscie zażywali. Tymczasm walczą o prawo do posiadania, jak to ujmująco określił jeden z nich, "trawki" wyobrazając sobie zapewne, ze oto bronią wartości liberalnych.
Zaskakuje dobór apologetów, bo jakoś bardziej do obrony używek pasowaliby mi celebryci, choćby nasz "Flynt" z Playboya przedstawiłby się wiarygodniej broniąc marihuany, skoro nasz OZ choćby śpiewał o Andzi. Natomiast pan profesor prezentowałby się chyba korzystniej jako obrońca praw do narodowości, skoro każdy, nawet poczatkujący palacz jointów wie, że "marycha wypala dziury w mózgu".
Ale pewnie to ja teraz podążyłam stereotypowym tokiem myślenia.
A chciałam nawiązać nie do słów, ale do czynów pozostających w omawianym obszarze i dokonanych w roku ubiegłym. I to nie przez Kaczyńskiego, a przez rządzącą ekipę z jej przywódcą Tuskiem, którego wymieniam dla równowagi. Mianowicie ci sami, których stawiają sobie za wzór obrońcy demokracji wprowadzili całkowity zakaz palenia tytoniu w budynkach czy obszarach użyteczności publicznej.
Tytoń w porównaniu z choćby marihuaną jest używką bez wpływu na funkcjonowanie, proces myślowy; nie odurza. Jest szkodliwy, ale to temat inny, szkodliwością nie wyprzedza choćby przysłowiowych polskich dróg z iloscią wypadków rocznie.
Zakazano palenia tytoniu i panowie, którzy dziś wystepują w obronie demokracji z powodu wypowiedzi (Kaczyńskiego) popierających wciąz obowiązujący zakaz posiadania narkotyków albo sugestii dotyczących tęsknoty za Niemcami jako zamożniejszym krajem entuzjastów autonomii Śląska, wówczas nie protestowali. A miało przecież miejsce ewidentne ograniczenie prawa do samostanowienia, swobód obywatelskich, dyskryminacja mniejszości palaczy!
Z powodu zakazu palenia papierosów wiele osób całkowicie ich zaniechało. Dzieki temu zaoszczędzą w czasach kryzysu, a rząd być moze skonstatuje poniewczasie, że uzyska w związku z tym mniejsze wpływy z akcyzy.





Komentarze
Pokaż komentarze (9)