Kraje, kultury prezentowały niegdyś i prezentują dziś odmienne, różnorodne modele zarządzania państwem, ale jedna ich cecha zwykle pozostaje wspólna: władza chce utrzymać władzę. Utrzymanie władzy bywa priorytetem, jednym z priorytetów, często nie jest celem samym w sobie, ale środkiem do celu: rezultatów uzyskanych dzięki sprawowaniu władzy. Często, ale nie zawsze, czego przykładem nasza Ojczyzna, w której obecnie rządzący nie tylko stawiają na pierwszym miejscu utrzymanie władzy, ale jeszcze są z tego, iż ją utrzymują, dumni.
Utrzymywanie władzy wymaga umiejętności radzenia sobie z zagrożeniami dla jej stabilności, przede wszystkim z ruchami społecznymi. W związku ze zdarzeniem, iż miała miejsce katastrofa która zdziesiątkowała konkurencję, władza poradziła sobie z ewentualnymi zamieszkami na tym tle. Jak wcześniej poradziła sobie z palącymi opony stoczniowcami.
Władza odnotowała wiele sukcesów na froncie radzenia sobie z ewentualnymi zamieszkami, rozruchami i niepokojami społecznymi skierowanymi przeciwko wladzy. Prawdopodobnie jest szanowana ze względu na skuteczność w radzeniu sobie z zamieszkami skierowanymi na obalenie władzy. Możliwe, ze szczególnie jest ceniona przez kolegów z inych krajów dlatego, ze sprytnie uniknęła zbyt dużego rozlewu krwi reagując na odcinku utrzymania ładu społecznego.
Przykładem na poparcie tezy, ze władza sukcesów ma na tym polu co niemiara, może być choćby celny manewr z debatą Rostowski - Balcerowicz, którym zniechęciła ewentualnych chętnych do wychodzenia na ulice z tytułu braku publicznych debat; ku zawiści rządów licznych krajów europejskich nie doczekała się też zbiorowych buntów ludzi młodych, srodowisk postępowych, a moze i twórczych - tu znów niepospolity manewr prezesa rady ministrów czyli wystep w TV do spółki z aktorem czy piosenkarzem zablokował chętnych do pochodów.
Ostatnio władza miała lekki stres związany z obchodami tragedii smoleńskiej, ale pamietając o priorytecie - uniknięciu zbiorowych zamieszek i buntów przeciwko władzy - sama zorganizowała liczne, rozrzucone lokalizacyjnie i czasowo obchody aby zdezorientować tłum i uniknać jego gromadzenia się. Na samym Krakowskim Przedmieściu przemyślnym manewrem z podzieleniem terenu na dwie części poprzez zwężenie przejścia przed samym Pałacem rozczłonkowała zgromadzenie poraz kolejny unikając rewolty reakcji i zabezpieczajac się przed ewentualnym zagrozeniem jej obaleniem.
Nieustanne pasmo sukcesów władzy w utrzymywaniu władzy zdaniem władzy mógł przerwać dopiero namiot na Krakowskim Przedmieściu. Podejrzenie, zważywszy na wspomniany już priorytet w sprawowaniu władzy, było całkiem uzasadnione, bowiem grupka, choć nieliczebna, zaproponowała hasła władzoburcze. "Tusk do dymisji" stwierdzały te nieliczne, ale jednak osoby skłaniając zbrojne ramie władzy do kilku pobić, w tym co najmniej jednego ciężkiego.
Zdaje się, że obecne pobicia nie spowodowały skutków śmiertelnych - z informacji przekazywanych przez media wynika, że wszyscy pobici i zatrzymani żyją. Jednak sprawa jest rozwojowa, bo kilka osób, w tym przedstawicielka mediów, pozostaje nadal na świeżym powietrzu sugerując "Tusk do dymisji" za pomocą transparentów. I to pomimo licznych prób usunięcia owych kilku osób w wykonaniu służb.
Zabieranie namiotu mogłoby wydać się groteskowe, lęk przed tulipanami położonymi na chodniku paranoiczny, ale tylko tym, którzy nie wiedzą lub zdarzyło im się zapomnieć, w czym tak naprawdę wladza upatruje problemy czy zagrożenia. Bo władza nasza jest tolerancyjna przypuszczając zaledwie słowne ataki na opozycję, wpierając, przeinaczając i stosując inne jeszcze oraz znane sposoby ekspresji dopóki nie pojawia sie bezpośrednia sugestia obalenia władzy. Groźne są bowiem zamieszki (rzecz jasna "tylko" w kontekście priorytetu: utrzymania władzy), lecz od zamieszek jest jesze groźniejsze coś! To owo, co tak napawa grozą, to te nieszczęsne sugestie obalenia prezesa rady ministrów. Bo to prawie jakby Bastylia, Jakobini albo inny Robespierre czy Joanna d'Arc nawiedzili władzę! W dużej mierze złozoną z historyków, którzy słyszeli o rewolucji.
Nie zazdroszczą już inne władze. Bo jakoś inaczej uformowała się relacja, to już nie z widmem zamieszek stale zwycięski bój toczony; jest już dalej: jakoś pomijając fazę bójek ulicznych uformowały się żądania ustąpienia władzy. Inne władze teraz czekają, patrzą: jak poradzą sobie służby stołeczne z jedną kobietą, mężczyzną przywykłym do dźwigania kamery i kilkoma jakimiś tam osobami, którym wydawało sie, ze mamy demokrację. A takie jedno ciagłe i piękne pasmo sukcesów było.




Komentarze
Pokaż komentarze (10)