W listopadzie 2010 w Rosji został pobity dziennikarz śledczy Oleg Kaszin. O pobicie oskarżano kontestatorów, o których pisywał. Zdarzało mu się również poruszać w swoich artykułach tematykę gospodarczą, dlatego nie można wykluczyć, że to z powodu przeszkody w biznesie został pobity tak, aby nie móc wykonywać zawodu dziennikarza w przyszłości. Gdyby przeżył. Do zdarzenia doszło w godzinach wieczornych na podwórzu kamienicy, w której dziennikarz mieszkał, sfilmowała je kamera przemysłowa, jest dostępne w necie.
Pobicie Olega Kaszina jest według niezależnych, to jest zagranicznych dziennikarzy, piętnastą brutalną napaścią na dziennikarza w Rosji w ciągu ostatnich lat.
Wszystkie akty przemocy wobec dziennikarzy w Rosji łączy to, że dochodziło do nich z powodu poglądów, jakie prezentowali, artykułów, jakie pisali, a celem było "danie nauczki" środowisku dziennikarskiemu, zastraszenie go, aby nie wystepowało przeciwko ... zleceniodawcom pobić oraz zabójstw.
Wydaje się - piszę na podstawie szeroko dostępnej literatury - że zleceniodawcą bywały władze na Kremlu, choć nie zdarzyło się, aby sprawstwo udowodniono. Chyba najbliżej dowiedzenia, że bulwersujące zdarzenie stało się na polecenie władz Rosji były wysadzenia domów mieszkalnych w trakcie kampanii wyborczej Putina na prezydenta, o które wówczas posądzono bodaj Czeczenów.
A u nas w biały dzień władze oficjalnie pobiły dziennikarza w centrum stolicy kraju. Dziennikarz nazywa się Michał Stróżyk.
Został pobity i znalazł się w szpitalu z podejrzeniem uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego, bo nie chciał opuścić miejsca, w którym miał pozwolenie na demonstrację.
Kiedy media doniosły o pobiciu Kaszina, prezydent Rosji Miedwiediew wyraził swoje oburzenie dla tego aktu przemocy, choć miał miejsce gdzieś na moskiewskim osiedlu mieszkaniowym i trudno by przypisać je bezpośrednio władzy, jaka reprezentuje.
U nas do pobicia doszło przed Pałacem Prezydenckim, bo władzy już po dobie przestali się podobać demonstrujący tam legalnie dziennikarze, zatem okazała to - w brutalny sposób. Pobicie dziennikarza nie skłoniło do zabrania głosu prezydenta, nie zbulwersowało premiera; problemu nie zobaczyła w nim prezydent miasta Hanna Gronkewicz - Waltz. I to jest nawet logiczne, bo jakże mogliby bulwersować się własnym poleceniem!
Sprawa jak to u nas wchodzi w zwyczaj, rozmyje się, zostanie zapomniana. - Bo ostatecznie Stróżyka nie zabito, więc w czym problem? - mógłby powiedziec "złotousty" i szczery do wiadomo, czego Bronisław Komorowski. Ale już zginął pracownik biura PiS w Łodzi zabity przez tak zwanego C. Ten były funkcjonariusz też się nie wstydził ani specjalnie nie ukrywał.
Problem jest ogromny, bo w krajach demokratycznych demonstrujących się nie "przegania", nie przesuwa, nie zakazuje mówić. A co dopiero mówić o pobiciu! Reakcja Straży Miejskiej w połączeniu z brakiem zajęcia stanowiska przez władze miejskie i państwowe pokazuje, jakiej reakcji władz może spodziewać się obywatel - zwykły, nie dziennikarz, który ma większe możliwości nagłośnienia sprawy - jeśli zechce skorzystać z praw przysługujących mu w demokracji. I co to by mogło być, gdyby ktoś u nas odważył się na artykuł jednoznacznie krytyczny wobec naszej władzy?!
Post scriptum: przedstawione porównanie nie jest manipulacją "na wyrost" - proponuję każdemu wpisać do dowolnej wyszukiwarki hasło "pobicie dziennikarza": pojawiają się obok siebie artykuły o dziennikarzach rosyjskich i o Michale Stróżyku...




Komentarze
Pokaż komentarze (8)