Naprawdę nie wiem, w czym najlepiej jest brać kredyt obecnie. Temat ciekawy, bo moją niepewność podziela sporo zagubionych osób i lada chwila przystopuje to inwestycje w stopniu wiekszym nawet, niż ogólne wczesniejsze doniesienia o niewypłacalnosciach i kryzysie gdzieś tam czy dzisiejesze o dokonanym bankructwie Grecji, nawet jeśli nazywa się je jakoś tak eufemistycznie restrukturyzacją długów czy podobnie.
Problem jest ciekawy globalnie, tym bardziej lokalnie, bo w przecież nie tylko w moim przypadku mogłoby to oznaczać akurat kompatybilnie hipotekę lokalową, dla ktorej nieco kredytu jako obciążenie moglabym zaproponować. Waluta polska daje wysokie oprocentowania kredytów, frank jest obecnie trudny w zdobyciu akceptacji banku - paradoksalnie bardzo jest popularny obecnie jako kredytowa waluta, ale może dlatego, że innych możliwości, w rodzaju funta czy dolara prawie nie ma; zostaje jeszcze tylko euro. I z euro ciekawa sprawa, bo pewnie jego wartość zacznie niebawem sztucznie rosnąć, inaczej się nie da; w innym przypadku Unia zbankrutuje. Tylko co stanie sie po jej bankructwie: czy powrót krajów do własnych walut - całkowite zniknięcie euro, czy pozostanie w strefie euro kilku zaledwie, najposażniejszych państw w rodzaju Niemiec i Francji, Belgii i Holandii? Jeśli Unia przetrwa albo jeśli po bankructwie nastąpi druga z wymienionych możliwości, kredyt w Euro sie nie opłaci, lokata natomiast jak najbardziej. Jeśli pierwsza, to ... nie wiem.
Ale co będzie z frankiem? Czy przystopuje w podróży w górę, czy nie? Gdyby wartosc franka spadła, w posadach mogłoby to zatrząść nie całą Europą, ale całym światem! ... tylko ze czy na pewno? Czy nie jest tak, ze miejsce Szwajcarii zajęły przerózne raje podatkowe, Kajmany i Majorki?
Na razie nic jednak na to nie wskazuje. Chyba, że wartość franka winduje się koszmarnie by nagle spaść z hukiem. Wtedy wzniosłoby się euro? Co zrobiłby biedny dolar? Bo nie mitologizujmy z jenem... nie mitologizujmy?



Komentarze
Pokaż komentarze (23)