Ewaryst zbliżył się do wysokiego okna i wpatrując się w dziedziniec, na którym drużyna oddawała się ćwiczeniom z fechtunku i zwyczajnym swawolom dla odpoczynku przed dalszą wędrówką, składał przez chwilę słowa, by jak najtrafniej przekazały myśli, po czym rzekł:
- Wiedza ma nie jest wielka, lecz istotnie przytrafia mi się znajdować rozwiązania zagadek tak, jakbym posiadł sztukę widzenia niewidzialnego. I dlatego też przed tobą lęku nie odczuwam wiedząc, ze nie przepadasz za moim królem i wujem.
Mag zaśmiał się.
- Ty nie znasz lęku, Ewaryście, dlatego każdemu będziesz równym, żeby był nie wiedzieć jak możnym lub potężnym, bo nie narodził się drugi mąż, który byłby tak wolny od lęku, jako ty jesteś. Ale co prawda, to prawda, choć powinieneś znać też moją sympatię do potomstwa królewskiej pary, szczególnie do...
- ... Esmeraldy - dokończył Ewaryst, bowiem dziewczynka przy swej wesołości i płochości takich, jak u innych dziatek, od pacholęcia miała szczególny posłuch wśród zwierząt wcale się o to nie troszcząc, a to było przecie jak najbliższe czarom i tajemnym mocom - nie wierzę jednak byś był jej ojcem!
- I słusznie nie dałbyś temu wiary. Ja i twoja Królowa ... Wujenka! - Mag śmiał się teraz wyraźnie i głośno, Ewarystowi też wreszcie udzieliła się wesołość i zawtórował mu. - Wybacz! - naśmiawszy się kontynuował starając się zachować żartobliwość i lekkość słów, jednak nie zmylił Ewarysta - mnie tylko Biała Magia jest bliska...
Ewaryst zmieszanie zauważył, lecz odłożył poszukiwanie przyczyny takiej reakcji Maga na później. By zakończyć temat wprawiający w zakłopotanie gospodarza, z którego gościny z całą drużyną korzystali i którego pomoc była mu niezbędna teraz i w przyszłości, rzekł: - Ale po cóż te słowa wyjaśnień, jesteś przecie zbyt młody by mieć dziecię, a jeszcze tak wyrośnięte! - po czym znów naśmiawszy się poczęli gawędzić przez chwilę na obojętne tematy spoufaleni w komnacie, którą od podsłuchu chroniła wprawdzie specjalna moc promieni, jakich ujrzeć nie sposób.
- Jako przyjaciel powiem ci, że choć nie opieram swych decyzji na sympatiach czy antypatiach do królewskich rodów, to swojego króla mam, który czuwa nad tą tu ziemią, ten wprawdzie z Waldem po polowaniach jeździ, od rozłąki stroni i wzajem sobie co znakomitsze łupy oddają wyprawiając się wespół na ludy barbarzyńskie i niecywilizowane, jako teraz by przykładu nie szukać długo, z Galwedocją. Ale wiem, że zaufania nie ma między nimi, są jak dwaj bracia, z których jeden przecież musi być lepszy albo jak zawodnicy złączeni tym, ze zawsze będzie ich dwóch czy w dobrym, czy w złym: jeden bez drugiego nie będzie miał swiadka triumfu... oni nawet w oddawaniu łupów rywalizują! A od ich szpiegów roi się w królestwach osciennych, bo tylko tam odwazają się przeprowadzać jakiekolwiek transakcje i spotkania mając własne dwory, zamki i pałace już pod pełną, dokładną obserwacją. Jednak nie nastarczą szpiegów obie armie aby obsadzić nimi całych królestw i w dodatku lenników albo państw zaprzyjaźnionych, jako twoje, chciałem rzec twego wuja. Galwedocja zaś była nawet lepsza, ale dla tej przyczyny obaj monarchowie uznali, że zawiązał się w niej spisek, nie pytaj mnie, który pierwszy... moze to zresztą była i prawda, moze zaś nie.
Ewaryst już od jakiegoś czasu spoglądający znów przez okno sprawiajac wrażenie, jakby słuchał nieuważnie, teraz poruszył z nagła palcami prawej dłoni, po czym obrócił się szybko by porozumiewawczo zerknąć na Maga psykając lekko celem zwrócenia jego uwagi. Na konarze drzewa dotykającym niemal misternie ciętych szybek przysiadł bowiem obcy ptak: biały i złoty. Ptak przekrzywił główkę, słuchał.
- A, ten. Spokojnie, to nie to, o czym myslisz. To ... do ciebie. - Ewaryst po namyśle otworzył okno, a gdy synogarlica sfrunęła i przysiadła na parapecie, delikatnie podważył obróżkę i rozwinął zwiniętą wiadomość: "Złe wieści. Baza spalona. Nie idźcie, wracajcie!" - pisał Radamenes. Ewaryst zadumał się. Dlaczego Radamenes pisałby tak czytelnie, dostepnie dla postronnych? Zarazem charakter pisma był jego. Ewaryst nie znajdował tez symptomów użycia żadnych czarów jak płonięcie czy znikanie liter. Również zdrajca, gdyby podszył się pod Radamenesa, zapewne namawiałby go do marszu jak najdalej w głąb obcej krainy, aby następnie zastawić pułapkę, schwytać go i spytać, co robi tak daleko od granic z zastępem zbrojnych nie opowiedziawszy się nikomu.
Mag czekał milcząc tak doskonale, jak gdyby nie było go tu, w tym pomieszczeniu. Spełnił obowiązek wobec swojego władcy. Wiedział też, ze zagadka, choć trudna, Ewarystowi się nie oprze. Raz jeszcze komnata dowiodła swych szczególnych właściwości; gdy tylko zamknęły się drzwi za Ewarystem, który życzył spokojnego wypoczynku, wszystko: synogarlica z jej ubarwieniem białym i złotym, list i obrączka z grawerunkiem, znikło. Ale spoczynek nie był tym, co zaprzątało uwagę maga. Nie poznawszy decyzji Ewarysta zamierzył sprawdzić, czy spodobają mu się tak przyszłe zdarzenia, jak ich kres. Nie był pewny zakończenia, więc wydobył ze zwojów tkanin skryty w nich stale pryzmat i długo weń patrzył jakby chcąc zyskać pewnosc, ze widzi dobrze. Twarz jego odbijała rózne nastroje, jednak na koniec oblicze poczęło rozjaśniać się. Ale musiał jeszcze to i owo posprawdzać, upewnić się...
Noc spuściła juz szczelnie swoje grube, aksamitne zasłony kiedy wreszcie światło w komnacie zgasło i rozległ się dźwięk przekręcanego klucza. Jeszcze szeptanie zaklęć, wreszcie błędny ognik począł oddalać się od głównych zabudowań coraz dalej ścieżką w kierunku boru, do płomieni ognisk na polanie.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)