Na skazańców
W zgiełku przedmieścia, na skwerku chłodnym
(wtenczas dzień dłuższy był i trudne dni)
spotkała wtem się w mieście poślednim
panna nietknięta z panem przygodnym
Wyrok ich złączył znać czy czytanie,
gruchnęło ptactwo pomnąc czas dawny
(urząd sądowny, wyrok nieprawny)
Że było niegdyś pośród nich znanie
Jak było, nie wie oko i ucho
kto by spamiętał te stare dzieje
nietknięta nadal gromko się śmieje
przygodny strzela do ptaków głucho.
Na wyznawców Błasika
Było ich wielu, a każdy żwawy
Złączonych pośród prawd prawdą taką
Chociaż po prawdzie dość byle jaką
Że Tupolewa zdjął Błasik z Wawy
- On był nietrzeźwy! - jeden zawoła
(sącząc, co sączył wciąż, choć haust był to)
- Poza tym cisnął, smagał i bił do
nieprzytomności, kadecka szkoła!
Nagle posłyszą: "Nie siedział wcale
w środku kabiny; nie ninie i nie!"
jeden ku drugim okiem popłynie
- A gdzie znaleźli go we finale?



Komentarze
Pokaż komentarze (8)