Mówienie jest dla mnie realizacją wolności słowa, ale nie dla samego mówienia. Mówienie o sprawach publicznych po to, żeby usłyszeć swój głos, jest dla mnie perwesją. Mówienie o sprawach publicznych po to, by bawić sie blyskotliwym argumentem, jest niegodne dojrzałego człowieka. Mówiąc o sprawach publicznych, myślimy (a w każdym razie powinniśmy myśleć) o konsekwencjach naszych słów, gdyby nasze słowa stały się cialem. Bo, jak powiedział pewien wielki sędzia amerykanskiego Sądu Najwyższego na początku XX wieku, „Każda wypowiedź jest nakłanianiem do czegoś”.
Innymi słowy – mówienie tylko po to, by wydawać z siebie dźwięki lub widzieć swe słowa na ekranie – jest niegodne dorosłych ludzi. A wolność słowa, która umożliwia nam tę praktykę, służy poważniejszym celom, niż tylko zaspokojenie ludzkiej potrzeby paplania.
Dlatego gdy już dojrzeje we mnie decyzja, by owo logos wypowiedzieć - zaś proces kiełkowania, potem mozolnego wzrostu, który nie obywa się bez troskliwego podlewania, nagrzewania częstokroć światłem sztucznym, gdy pora roku determinuje plantatora, nie przebiega, co zrozumiałe, pośpiesznie - z początku rozważam jeszcze, co stanie się ze światem, jeśli myśl weń ubrana pozostanie w ukryciu, nieujawniona, rzec by można: niejawna, choć po co, przecież wszystko niech będzie jawne, ale o czym to ja... a prawda, co ze światem? Czyli jeśli z rzetelnych rozważań wyniknie, że przetrwa bez niego, milczę! Jak grób, to znaczy jak urna chciałem powiedzieć, choć osobiście niech moje prochy rozsypią - tu uwaga spdakobiorcy (miało być - biercy, ale jako naukowiec wybrałem formę ścisłą, a przy tym prekursorską, ktoś musi w końcu przecierać te szlaki!) !!! - na ... wszystkie strony nota bene świata.
Czyli milczę, jeśli uznam, ze świat przetrwa. Mało, że milczę, ja nawet pisemną formą ani pisnę, nawet do szuflady, a co mówić o nosniku internetowym, jaki stanowi ta tutaj platforma SALON24.
Otóż punktem wyjścia jest to, że ja ten Salon traktuję najzupełniej poważnie. Niech nikogo nie zmyli ironiczna i prześmiewcza czasem forma (przyznaję, nie zawsze najlepszego sortu) – to jest, dla mnie w każdym razie, miejsce, gdzie dzieją się rzeczy bardzo ważne. Bo w ogóle dla mnie mówienie o sprawach zbiorowych, publicznych – jest zapewne najistotniejszą rzeczą, jaką uprawiają dorośli ludzie. Może jest w tym jakieś skrzywienie zawodowe, nie wiem, ale ja to traktuję jako jedną z najważniejszych rzeczy, jeśli w ogóle nie najważniejszą.
Po namyśle dopisuję: tak, najważniejszą.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)