Nie wiem, co Irlandia Platformie zawiniła ani gdzie leżą źródła tej nieustającej fascynacji Wyspą, ale wiem, że porównanie z U2 jest dość karkołomne. Czytam w „Polska” wywiad ze Schetyną zafascynowanym modelem działania irlandzkiej grupy U2. I że teraz rząd będzie jak Bono i spółka; spotykamy się przed koncertem, gramy i rozjeżdżamy się po świecie. Sama skuteczność.
Wszystko pięknie, ale nasz nadodrzański The Edge nie dostrzega, że przedsiębiorstwo U2 uznaje się w Irlandii za krańcowych hipokrytów, którzy z jednej strony wspierają charytatywne akcje, a z drugiej – rżną na kasie irlandzkiego fiskusa aż miło.

O sprawie wypowiadał się już na początku roku minister irlandzkich finansów Brian Lenihan, który otwartym tekstem poinformował, że 95% dochodów U2 opodatkowana jest poza Irlandią (a konkretnie w Holandii, gdzie działa headoffice grupy). Minister wyliczył nawet, że skarb Republiki potencjalnie stracił na tym ileś tam milionów euro i… i właściwie na tym się skończyło, bo rzecznik rządu…, tfu…, rzecznik U2 stwierdził, że wypchajcie się, gramy na całym świecie i płacimy na całym świecie.
- Nie ma nic nielegalnego w korzystaniu z zagranicznych przepisów podatkowych, ale kłóci się to z postawą Bono walczącego z ubóstwem… - dodał jeszcze Lenihan, zaznaczając, że Republika z podatkków finansuje tak cenną dla Bono pomoc dla ubogich..

Nie wiem, czy te właśnie konotacje miał na myśli Schetyna, ale może już teraz warto sprawdzić ilu członków rządu postanowiło korzystać z rajów podatkowych wzorem swoich idoli z Irlandii.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)