Akcja któregoś z filmów W. Allena toczy się w przyszłości: odmrożeniec z naszych czasów trafia do przyszłościowej kliniki i ze zdziwieniem gapi się na lekarza, który zaciąga się papierochem. - To niezdrowe... - mówi, a lekarz na to, że zdrowe, zdrowe jak najbardziej, tylko nauka myliła się kilka dekad temu. I też niech-se zajara.
Przypomniała mi się ta scenka, bo właśnie rządowa irlandzka RTE puszcza „Hiroshimę”, film paradokumentalny o bombach zrzuconych przez Trumana na Japonię, bo akurat rocznica. I zaraz też przypomniały mi się zmagania naukowców przeróżnych, którzy za grzebanie w radioaktywności się zabrali z różnymi zresztą skutkami.
Ludzie mieli świra na tym punkcie. Radioaktywne pierwiastki przez lata święciły sukcesy – radioaktywnym torem (nr 90 u Mendelejewa) szpikowano przez lata pastę do zębów na całym świecie oraz... hm, środki na przeczyszczenie. W Stanach, w bezpośredniej okolicy NYC czyli w Finger Lakes hotelarze w latach dwudziestych XX wieku reklamowali pobliskie źródła jako zdrowotne radioaktywne źródła mineralne.
Nic zatem dziwnego, że nasza Maria Curie Skłodowska w 1934 roku zmarła na białaczkę. Ciekawostką może być to, że dokumenty, notatniki, przybory i w ogóle wyposażenie Marii Curie Skłodowskiej do dziś trzymane są w zabezpieczonych ołowiem skrzyniach gdzieś w katakumbach paryskich, a student chcący zapoznać się z oryginałami w celach napisania magisterki czy tam czego może to uczynić, owszem, ale w stosownym pancerzu.
Na koniec dodam, że koleś, który połapał się nieco w jednak może nie do końca zbawiennym wpływie radioaktywności na ludzki żywot czyli Hans Geiger i skonstruował licznik promieniowania skończył średnio. Pracował na uniwerku w Berlinie, przystał do hitlerowców i bez większych oporów wydawał im swoich żydowskich kumpli. Zmarł jesienią 1945 roku w Poczdamie. Ale to już inna historia.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)