A już myślałem, że Donald Tusk podał swój rząd do dymisji. W radyjku usłyszałem bowiem jego słowa: „Nie będzie litości dla tych, którzy życie młodych obiecujących ludzi chcą zamienić w piekło uzależnienia”. Ale potem okazało się, że nie o bezrobociu to było, nie o poniżającym, wieloletnim, finansowym uzależnieniu młodych ludzi od własnych rodziców, nie o braku perspektyw, ale o – dopalaczach. Zawsze coś.
Kilka dni temu pan ekspert zusowy w publicznym radiu przekonywał (nazwiska nie pamiętam, musicie uwierzyć na słowo), że odpowiedzialność w Polsce polega dzisiaj na tym, by już teraz – jeśli ma się jakąś pracę – odkładać i odkładać, bo wiadomo, że czas leci szybko, a dzieci dorosną, studia skończą i trzeba przecież będzie im pomóc na starcie kupując im mieszkanie na rozpęd. Słowo honoru, tak się wyraził.
Zakładał zatem (przy pełnej akceptacji prowadzącego program człowieka), że następne pokolenia młodych wykształconych nie dość, że nie będą miały pracy, to i zdolności kredytowej mieć nie będą. I jak matka-ojciec nie da kasy, jeśli nie podżyruje majątkiem pokoleń, to kicha i w ogóle: do boru! Jeśli to nie jest poniżające i upokarzające uzależnienie, to ja nie wiem, co nim jest.
Wróćmy do premiera: PAP podaje, że grzmiał na tych sprzedawców dopalaczy, że zapowiedział „brutalne rozstrzygnięcia” (ciekawym, ciekawym tego majstrowania śrubokrętem) i na koniec, w związku z tymi dopalaczami, zwracając się do Bogu ducha winnych szczecińskich studentów rzekł: "Potraktujcie ten komunikat także jako swój komunikat, bo wasz wybór waszej drogi życiowej jest największym, najmocniejszym i najmądrzejszym uzasadnieniem takich decyzji, jakie my podejmujemy, kiedy trzeba walczyć ze złem".
Hm. Czyli co? „To, że postanowiliście studiować w Akademii Sztuki w Szczecinie uprawnia mnie w waszym imieniu do działań brutalnych na rynku dopalaczy”? Tak mam to rozumieć? Co to w ogóle za bełkot? Potrafi może ktoś te słowa przetłumaczyć na język polski?
Zresztą - jaki on premier rządu jest, jeśli szuka kumpli na wakacje? Jeśli wspiera się niewyrażonym poparciem nieistniejących, bo inaugurujących działalność tej Akademii Sztuki, studentów-artystów? A dlaczego żaden z nich się nie wypowiedział? Poparli gromkimi apłodismientami?
Pomijając już stosunek 19-letnich studentów Akademii Sztuki do dopalaczy rzecz śmieszy mnie swoją groteską: prezes rady ministrów powołuje w nocy jakąś tajemną radę ekspertów, by brutalnie walczyć z kolesiami, sprzedającymi jak Polska długa i szeroka, narkotyczny syf.
Czekam na te brutalne rozwiązania. Czekam na pokaz rządowego prężenia muskułów. Czekam na sukces rządu Donalda Tuska. Radzę jednak rzecz głęboko w gronie eksperckim przemyśleć, żeby się przypadkowo nie okazało, że tamci mają lepszych prawników.
A studenci? Normalnie. Do nauki i do popierania słusznej linii. Proste. I dbajcie o mamę-tatę, bo sąsiadka wam nie da tego, na co sami i tak nie będziecie mieli możliwości w takiej jak obecna Polsce - zapracować.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)