Ogłoszenie końca komunizmu przypadło w udziale Joannie Szczepkowskiej, która w dobrej wierze w ten sposób zdiagnozowała wynik wyborów z 1989 roku. Niecałe 30 lat wcześniej William Stewart, w USA ówczesny człowiek nr 1 od zdrowia i chorób rzekł: „Możemy zamknąć rejestr chorób zakaźnych, bo zlikwidowaliśmy infekcje w Stanach Zjednoczonych”.
Ani Szczepkowskiej ani Stewarta nie można winić dziś o krótkowzroczność, gdyż obydwoje mieli swoje podstawy, by rwać się do takich deklaracji. Stewart wychodził z założenia, że skoro penicylina jest skuteczna przeciw wszystkim szczepom gronkowców, to rzecz jest trwale pozamiatana. Szczepkowska zaś uznała, iż samo to, że w październiku '89 Ona Może Taką Rzecz w Telewizji Powiedzieć wyczerpuje znamiona końca tego, co uznawała za komunizm.
Oczywiście w momencie wygłaszania deklaracji wolności od chorób zakaźnych Stewart nie wiedział (bo nie było widać), że prawie wszystkie szczepy cholernych gronkowców wzięły się za mutacje zmierzające do uzyskania odporności na penicylinę. Nie trzeba dodawać, że impas trwał krótko, bo na scenie pojawił się wymutowany i wypasiony gronkowiec złocisty, prawdziwy wojownik, który samym swoim istnieniem skompromitował rewelacje i brak daru dalekowzroczności pana Stewarta.
Nie wiem czy dzisiaj pani Szczepkowska w studiu TV zdołałaby wykrzesać z siebie ówczesny entuzjazm i podtrzymała tezę o końcu komunizmu. Zapewne nagabywano ją o to wielokrotnie, sprawdzać mi się nie chce, ale sądzę, że dyskusja z nią sprowadziłaby się do: „a co my w ogóle rozumiemy przez 'komunizm'?”. I już można byłoby długo i owocnie o tym, że tak naprawdę komunizmu nigdy nie było - debatować. Co zresztą wszystkim byłoby na rękę.
Nie znam się na farmacji, ale wierzę takiemu Jamesowi Surowieckiemu z The New Yorker (tam właśnie przywołano słowa Stewarta) zauważającemu, że dzisiaj bardziej opłaca się firmom farmaceutycznym wpuszczać na rynek antydepresanty do stosowania każdego dnia przez całe życie przez wszystkich Amerykanów niż skupić się na produkcji nowej generacji antybiotyków, które będą stosowane przez 10 dni wyłącznie przez chorych.
Identycznie jest w Bulandzie – łatwiej jest codziennie zająć podatnika „tematami do dyskusji” czyli akcyjkami na każdy dzień roku niż zająć się systemem. Zajmowanie się systemem jest nieopłacalne, a przecież to, że ludzie umierają jest nieuniknione. Cieszmy się życiem, grillujmy. Po co naruszać z takim trudem wypracowaną równowagę?
Bo – jak wiadomo – nie widać, by wirusy mutowały, a komunizm...? Przecież się skończył! W telewizji mówili!


Komentarze
Pokaż komentarze (6)