Media bełkocą jak zwykle i to mnie nie dziwi. Dziwi mnie jednak jak zwykle, że bełkot ten powtarzany jest później kompletnie bezrefleksyjnie przez tłumy.
Hiszpania gra pięknie. To stereotypy, który onegdaj miał potwierdzenie w faktach (sam pamiętam takie czasy), ale dziś jest nic nie wart. Hiszpania gra bowiem dziadowsko.
Jeden mecz tragiczny z przeciętniakiem nr 1, jeden spacerek ze outsiderem, jeden taki sobie z przeciętniakiem nr 2. Tak to wyglądało w grupie.
Później wyrównany, ale generalnie beznadziejny (wg mnie najgorszy z puli) w wykonaniu obu zespołów mecz w 1/8.
Ćwierćfinał? Kto widział, ten wie i nie ma prawa mówić niczego o jakimkolwiek pięknie w wykonaniu Hiszpanii. Co najwyżej przeciętny Paragwaj nie miał szczęścia, a Hiszpania zagrała niezłe kilkanaście minut.
Co się dziwić, że po takiej „drodze cierniowej” Hiszpania poradziła sobie z Niemcami, którym los zgotował gehennę w postaci drabinki niespotykanej od dekad? „Poradzili sobie” jest najlepszym tutaj określeniem. Grali niby lepiej (ale żeby zaraz pięknie!?), optycznie piłkę mieli niby non-stop (tylko wredne statystyki nie chciały tego potwierdzić) i wygrali dzięki dobrze wykonanemu stałem fragmentowi gry. Rzuty rożne naturalnie też trzeba potrafić wykorzystywać, ale tego nauczyć można nawet Maorysów.
Hiszpanie dotarli do finału „psim swędem”. Z całego turnieju dałoby radę złożyć może jeden mecz na poziomie, który można by określić „piękną piłką”. Jest to jakiś żałosny chichot historii, że po drodze pokonali oni wymęczonych, ale pięknie grających Niemców. Moim zdaniem niesprawiedliwie, ale taka ta piłka już jest.
Niemcy przechodzili z paroma faworytami męczarnie autentyczne, Holandia nieco mniejsze, ale miała po drodze Brazylię. Hiszpania grała żenujący futbol na dodatek przeciwko przeciętniakom. Sam fakt, że najtrudniejszym rywalem po drodze do meczu z Niemcami była Portugalia wszystko powinien tłumaczyć. Łatwiejszą drogę do medalu miał tylko Urugwaj i w zasadzie – z całym szacunkiem – jest to podstawowy powód, dla którego o ten medal powalczą.
Na koniec. Nigdy (!) dotąd żadna drużyna nie okazała się być na końcu mistrzowską strzelając po drodze do finału tak skandalicznie mało bramek. Nie mówić już o tym, że naprawdę było komu ich nastrzelać. Dotychczas, w ciągu 80 lat, zdarzyły się ledwie dwa zespoły, które miały średnią na mecz minimalnie niższą, ale one zostawały wicemistrzami.
Jeśli Hiszpania zdobędzie tytuł strzelając po drodze do finału 7 bramek w 6 meczach (jeszcze raz – jakim rywalom na dodatek!) to będzie to po prostu skandal. Będzie to zaprzeczenie futbolu. Antyfutbol po prostu. Na dodatek w glorii rzekomo „pięknej piłki”, której to miano na dzień dzisiejszy pasuje do Hiszpanii jak pięść do nosa.
Kibicem Holandii nie jestem, ale zaklinam Holendrów, wygrajcie ten mecz! Pokażcie, że w tej grze o strzelanie bramek chodzi, a nie na „jechaniu na opinii”. Błagam was! Zaklinam!


Komentarze
Pokaż komentarze (27)