Ortodoks Ortodoks
183
BLOG

Hiszpanie jednak tworzą historię, a futbol się stacza.

Ortodoks Ortodoks Rozmaitości Obserwuj notkę 42

Głównymi bohaterami finału stali się sędzia Webb oraz piłkarz Iniesta.
Sędzia Webb w skandaliczny sposób prowadził zawody. W pierwszej połowie nie wiedzieć czemu pozwalał Holendrom na bardzo brutalną grę. Kung-fu uprawiane przez Oranje wołało o pomstę do nieba. W dalszej części meczu Webb popełnił jednak błąd, który dość często dotyka sędziów. Mianowicie zdawszy sobie sprawę z tego, że krzywdził Hiszpanów, jął czynić dokładnie odwrotnie. W drugiej połowie Holendrzy dostawali już kartki za byle co. Co więcej w ogóle Hiszpanie kładli się przy każdym podmuchu wiatru co sędzia Webb odczytywał jako grę faul. Jednocześnie faule Hiszpanów albo nie były gwizdane wcale, albo obywało się bez kartek.
Webb po prostu nie zdał egzaminu i zepsuł ten mecz.
 
Skoro było już o kładących się pokotem Hiszpanach, to prym wiódł w tym piłkarz Iniesta. Chłopak to mikry więc może i słabo stąpa po murawie, ale w niemal każdej akcji pod koniec meczu dokładał coś od siebie. To za faul (muśnięcie ręką) na nim Heitinga wyleciał z boiska. Ven der Viel nie wyleciał (tam nawet muśnięcia nie było – czysta gra), bo nie zarobił wcześniej żółtka. Holendrzy bali się chyba w pewnym momencie dotykać rywali. Można powiedzieć "zasłużyli sobie", ale jednak niesmak pozostaje.
Tenże Iniesta niczym rasowy produkt włoskiej myśli szkoleniowej siał popłoch w szeregach przeciwnika. Robił to zarówno nienaganną techniką jak i nienagannym aktorstwem.
Minutę przed golem rzekłem, że jeśli dojdzie do karnych i swojego dostanie Iniesta, to powinien on w ramach boskiej kary spudłować. I tenże Iniesta został za to wszystko nagrodzony zrządzeniem losu. Kary boskiej nie było. Dostał genialne podanie, którego zepsuć nie mógł (potrafił nawet lepsze zepsuć Robben). Zrządzenie losu czy handel z diabłem?
Może Iniesta zrobił dobry interes. Nikt nie będzie mu pamiętał oszustw(Szpakowski z Lubańskim nie muszą nawet ich zapominać, bo ich nie widzieli). Nie on jedyny jako piłkarz oszukuje. Wszyscy zapamiętają tylko złotą bramkę.
 
Hiszpanie moim zdaniem na tytuł nie zasłużyli, choć okazali się jednak najlepsi. Może to zasługa del Bosque, który był w najnowszej historii Realu Madryt jedynym coachem, który podołał trudowi prowadzenie królewskich? Holendrzy zasługiwali na mistrzostwo tylko trochę bardziej.  Finał pokazał jednak, że Holendrzy jednak nie dają rady.
Mimo całego złego wrażenia: chwała zwycięzcom, chwała zwyciężonym.
 
Hiszpania pobiła rekord. W 7 (siedmiu) meczach zdobyła 8! (osiem) bramek. Takiego osiągnięcia nie było w 80-cio letniej historii mistrzostw świata w piłce kopanej. Aby ten wynik poprawić trzeba by zejść do 1 bramki na mecz. Nawet najwięksi fani Hiszpanów muszą czuć niesmak. Nie wierzę, że tak nie jest.
Nikt nigdy nawet nie zbliżył się do osiągniętej dziś tej granicy. Najgorszy historyczny wynik do tej pory to ponad 1/3 goli więcej. Obyśmy więcej czegoś takiego oglądać nie musieli.
Piłka nożna dziadzieje. Rozgrywki ligowe momentami są fascynujące, ale już finały mundiali to od 20 lat beznadzieja. Ostatni wielki mecz finałowy to ten, w którym Argentyna pokonała Niemcy 3:2. Kto oglądał ten wie o czym piszę.
 
Jest to niestety proces nieubłagany. Wczoraj red. Leski pod moim wpisem zostawił uwagę, że teoretycznie można wygrać mundial w ogóle nie strzelając bramek. Mam nadzieję, że nie dożyję.
Od wspomnianego finału ’86 tylko dwa razy para finalistów (łącznie) przekroczyła 3 bramki na mecz, czyli średnio po 1,5 na mistrza i wicemistrza! Mistrzowie naturalnie strzelali nieco częściej. Przed rokiem ’86 była to norma, co więcej normą była średnia 4 i więcej goli.
 
Dziś musimy tworzyć lingwistyczne wygibasy tłumacząc, że piękno futbolu polega na klepce i podaniach. Tylko w jakim celu piłkarze robią te klepki i podania? Dla słabiej zorientowanych podpowiem, że nie bez przyczyny Anglicy (wynalazcy futbolu) nazwali zdobycie bramki nazwali właśnie „goal” czyli „cel”.
Wymiana podań, klepka i inne takie są oczywiście miłe dla oka, ale po co to wszystko bez bramek? Kiedyś było jedno i drugie. Dziś mamy prozac.
Z polemik toczonych nawet na Salonie dostrzegam, że jestem może jednym z ostatnich (obym się mylił), którzy nie podniecają się ładnymi podaniami, a oczekują goli. Piłka bez goli jest po prostu bez sensu i zawsze będą wolał drużyny technicznie słabsze ale prące do przodu (pooglądajcie sobie np. ligę angielską – tam się dzieje!). Atak i cel jakim jest gol powinien być najważniejszy. Coraz rzadziej niestety tak jest.
 
Parafrazując naszego Prezydenta powiem – szkoda piłki.

 

Ortodoks
O mnie Ortodoks

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (42)

Inne tematy w dziale Rozmaitości