Polskie Radio tłumaczy się jak doszło do ocenzurowania tekstu na stronie internetowej nadawcy publicznego.
Kilka dni temu w tekście opublikowanym na stronach www PR autor czynił zarzut rzecznikowi jednej z opozycyjnych partii, że jest gejem. A dowodem na to miał być jego specyficzny chód. (mam pytanie do autora tego wybitnego dzieła czy może konkretnie wyjaśnić jak chodzą geje?)
Na miejscu poszkodowanego nie zgodziłbym się na takie zakończenie sprawy. Na stronie Polskiego Radia nadal wisi tekst, w którym autor twierdzi, że rzecznik SLD wyznacza dziennikarzy mogących zadać pytanie posłom Sojuszu. I do tego "zatwierdza" wcześniej pytania. Przy okazji autor nazywa rzecznika cenzorem. Swoją drogą, czytając wyjaśnienie, zastanawiam się jak coś co zostało "przypadkiem" wpuszczone na stronę mogło wisieć tam co najmniej dwie doby? I jakim prawem dziennikarz mógł samowolnie coś opublikować? Jeśli wyjaśnienie jest prawdziwe to oznacza, iż w redakcji internetowej Polskiego Radia panuje najdelikatniej mówiąc niezły bałagan.
Zaznaczam od razu, że SLD nie jest partia z mojej bajki. Zastanawiam się jednak dlaczego autor tekstu tak bezczelnie kłamie. Każdy, kto choć raz był w Sejmie, wie że to wszystko jest stekiem bzdur wyssanych z brudnego palca. Nie chce mi się wierzyć, że takie rzeczy pisze się dla pieniędzy. A więc dlaczego? Dla ideałów? Na polecenie służbowe? Bo po prostu jest tak bezdennie głupim?
I na koniec ogłaszam konkurs. Kim jest tajemniczy Józef Pleśniak. Bo jestem w 100 procentach przekonany, że jest to pseudonim. Bawiąc się googlem w poszukiwaniu tajemniczego Pleśniaka można trafić tylko na stronę Polskiego Radia oraz stronę niejakiego Bartka Kalinowskiego - obecnie młodego pracownika Polskiego Radia.
Pleśniak ze strony Kalinowskiego to bohater opowiadania - dziennikarz stażysta w regionalnej gazecie. A także recenzent opisujący płytę autora strony.
Oczywiście nawet nie śmiem sugerować, że Pleśniak i Kalinowski to jedna i ta sama osoba. Być może ktoś wyciągnął z archiwum jego strony (bo obecnie nie ma ani opowiadania ani recenzji na stronie) to imię nazwisko.
Wracając do konkursu. Pierwszej osobie, która (wraz z twardym dowodem) wskaże, kim jest autor tekstu: „Dziennikarze-bulteriery, dzicz czy reporterzy?" stawiam obiad w sejmowej restauracji :) Natomiast autor wspomnianego dzieła otrzyma butelkę najtańszej ciepłej wódki ;)





Komentarze
Pokaż komentarze (18)