Zapowiedź wyborów może być blefem. Najbliższe posiedzenie Sejmu będzie testem dla PiS czy uda się złożyć jakakolwiek koalicje.
Obietnice wcześniejszych wyborów, która otrzymał Donald Tusk od Prezydenta. Można porównać tylko do propozycja podarowania Inflant składanej przez imć pana Zagłobę wysłannikom króla szwedzkiego.
Bo z czym tak naprawdę wrócił Tusk z pałacu prezydenckiego? Z tylko mglistą propozycją jesiennych wyborów. Żadnych faktów. W czasie trwająca wczoraj kwadrans konferencji Tuska nie padł żaden konkret. Jest niemal więcej niż pewne, że za prezydenckim pomysłem kryje się kolejna próba ustawienia do pionu „przystawek".
Bo po co inaczej nie zarządzić skrócenia kadencji od razu? Przecież poza ustawami dotyczącymi przystąpienia Polski do strefy Schengen jest wiele innych ważnych projektów (choćby ostatni etap reformy emerytalnej czyli sposób wypłaty - to jest dla milionów Polaków o wiele ważniejsze niż likwidacja punktów granicznych na przejściach z naszymi sąsiadami z UE)
W Sejmie też jakieś zbyt małe podniecenie na zapowiedź wyborów. Korytarze puste. Żaden z polityków nie biega nerwowo. A do tego Jarosław Kaczyński wymownie milczy. I czeka. Czeka zapewne na propozycję ugody od przystawek, które zaczynają się obawiać wyborów. Kaczyński zapewne, nie uwierzy w cudowną przemianę i uspokojenie kolegów z LiS. Ale zawsze będzie mógł dłużej porządzić. Bo jak mówią pół żartem a pół serio politycy PiS „raz zdobytej z takim trudem władzy partia nie odda"





Komentarze
Pokaż komentarze (12)