Paweł Kowal jest podejrzewany przez media o współpracę z WSI. Sam zainteresowany twierdzi, że tylko rozmawiał z oficerami tej specsłużby (jak podkresla nie wiedząc z kim rozmawia), ale żadnych informacji im nie przekazywał. (co nie przeszkodziło mu podpisać zobowiązania o zachowaniu w tajemnicy tych kontaktów).
Ciekawe co teraz powiedzą ci, którzy nie zostawili m.in. na forum Salonu24 suchej nitki np. na Jarosławie J. Szczepańskim, który przywiózł znajomemu wojskowemu (nie wnikam czy wiedział czy nie, iż znajomy pracuje dla WSI. O ile pamięć mnie nie myli jednak żadnego zobowiązania nie podpisywał) mapy dalszych okolic Rosji.
A teraz pytanie za sto punktów: dlaczego nazwisko Kowala nie pojawiło się w „raporcie Macierewicza”. I drugie pytanie jak to się stało, że Kaczyńscy tak walcząc z układem (w jego skład wchodziły specsłużby) pozwolili Kowalowi pracować w MSZ?
To co robi PiS w sprawie Kowala i jego związków z WSI przypomina zachowanie Kalego ze stron powieści Sienkiewicza. Jeśli ktoś inny współpracował z WSI to źle, ale jak nasi współpracowali to dobrze, ew. udamy że sprawy nie było. (zaraz sie pewnie okaże, że Kowal był Konradem Wallenrodem, który miał rozwalić WSI od środka ;)
Nie twierdzę, że współpraca z WSI była czymś nagannym. To była legalnie działająca służba w demokratycznym kraju. Tylko dlaczego PiS stosuje różne standardy moralne dla różnych ludzi?





Komentarze
Pokaż komentarze (86)