Ostatnio dyskutowana tu była sprawa Pawła Kukiza i jego mniej lub bardziej świeżej aktywności. Dyskusja ta dała nam, jak się zdaje, powody do pewnej istotnej, szerszej nieco, refleksji. Chodzi mianowicie o kwestię zaangażowania się w polskie sprawy tak zwanych zawodowców, a więc polityków, publicystów oraz różnego rodzaju artystów.
Powszechna opinia jest taka, że ponieważ podziały polityczne wyznaczane są dziś przez podziały moralne, przeciętny człowiek ma do wyboru jedynie opowiedzenie się po stronie tak zwanych „naszych”, lub „tamtych”. A zatem, przez to, że polskie sprawy są najważniejsze, wszystko co wobec tych spraw stanowi wartość podrzędną, automatycznie powinno zostać odsunięte na bok, a naszym głównym zmartwieniem powinna się stać walka o jedność antyludzkiego frontu. I właśnie tu, po stronie, że tak ja nazwę, wolnościowej, ów obowiązek zachowania jedności jest wciąż bardzo szczególnie podkreślany.
To co jednak jest w tym najciekawsze, owe zachęcanie do zwierania szeregów w żaden sposób nie dotyczy przestrzeni popularnej, a więc tak zwanej ulicy. Nie słychać zbyt głośno zachęt do zwiększonej aktywności w życiu publicznym, do liczniejszego uczestnictwa w wyborach, do bardziej samodzielnego myślenia przy ocenianiu tego co się wokół nas dzieje. Nie słychać też apeli o to, by publiczny front sprzeciwu wobec nieudolnej władzy tworzyć wokół jednego lidera, dziś w Polsce lidera oczywistego, a mianowicie Jarosława Kaczyńskiego. Co to, to nie. Podstawowe wezwanie sprowadza się do jednego hasła: „Nie ma wroga na prawicy”.
I w tym momencie pojawia się to, co w tym wszystkim jest najciekawsze. Otóż ponieważ nie ma żadnej możliwości – ani też tak naprawdę politycznej woli – by ów obowiązek jedności praktycznie realizować na poziomie elektoratu, został on zupełnie niepostrzeżenie przesunięty na poziom politycznej owego elektoratu reprezentacji, a więc na poziom opanowany przez wspomnianych wyżej zawodowców.
Jak idzie o tak zwaną prawicę, bo tak naprawdę to ona tu jest naszym problemem, bardzo dobrym przykładem tego dziwnego zjawiska jest tygodnik „Uważam Rze” i pewien moim zdaniem bardzo symboliczny zestaw nazwisk: bracia Karnowscy, Paweł Kukiz, Adam Hofman. Oczywiście, wszyscy wiemy, że zamiast tego tytułu, można by wyznaczyć jakikolwiek inny, choćby „Gazetę Polską”, a wspomniany tercet zastąpić przez jakikolwiek inny, choćby w osobach Tomasza Sakiewicza, Marcina Wolskiego i na przykład Zbigniewa Girzyńskiego, tyle że nie o nazwiska tu chodzi. To co nas interesuje to fakt, że ktokolwiek się tam pojawi i zacznie do nas apelować o jedność prawicy, pojawi się tam wyłącznie jako ktoś, komu jesteśmy potrzebni tylko po to, by wesprzeć jego osobistą, ściśle biznesową, pozycję.
Zastanówmy, się proszę, w jaki sposób to, że ja zrezygnuję z krytykowania Pawła Kukiza jako artysty bez talentu, bez charyzmy i bez ambicji, wzmocni naszą walkę o wolność. I odwrotnie, w jaki sposób to, że ja całkowicie wbrew sobie zacznę głosić Kukiza rzekome talenty, poprawi nasze polskie szanse na upragniony sukces? Ja wiem, że ten mechanizm, a więc mechanizm polegający na lansowaniu fałszywych autorytetów, po to, by całe grupy społeczne wyprowadzić w pole, świetnie zdaje egzamin w przypadku takiego Hołdysa, artysty ledwie minimalnie zdolniejszego od Kukiza, czy Kory Ostrowskiej, a więc kogoś kto stoi już najniżej. To wszystko jednak skierowane jest wyłącznie na podtrzymaniu publicznej nienawiści do jednego człowieka. A to można osiągnąć tylko drogą kłamstwa. Tak zwany elektorat prawicowy kłamstwa nie potrzebuje. Ludzie którzy chcą głosować na Jarosława Kaczyńskiego – a wszyscy wiemy, że tak naprawdę tylko o to chodzi – będą to robić niezależnie od tego, czy najnowsza płyta Kukiza osiągnie największy sukces, czy może jego muzyczną karierę ostatecznie utopi.
Podobnie jest zresztą z politykami i dziennikarzami. Wyborcy Platformy Obywatelskiej, czy może nieco szerzej, ci wszyscy, dla których jedynym sensem życia jest walka z „pisobolszewią”, bez stałej opieki ze strony takiego Tomasza Lisa, czy Janusza Palikota, a więc bez owej jedności w ramach Systemu, stracą sens życia i działania. Oni bez tego kłamstwa są niczym. Dlatego tam owa jedność, właśnie na poziomie organizacyjnym, jest konieczna. Jak idzie o tę naszą prawicę, to czy Rafał Ziemkiewicz będzie przez dobrych ludzi traktowany jako autorytet, czy nie, i czy Jacek Kurski wróci do PiS-u czy pozostanie tam gdzie jest, nie ma najmniejszego znaczenia. Dobrzy ludzie bowiem wszystko świetnie wiedzą bez niczyjej pomocy. Bo dobrzy ludzie są zjednoczeni w sposób naturalny przez to, że są dobrymi ludźmi.
Czy to znaczy, że nam nie potrzebna jest dodatkowa jakość? Oczywiście, że nie. Prawdziwa jakość przydałaby się nam jak – że zacytuje wręcz kultowy niegdyś ustęp – „suchej ziemi kropla deszczu”. Jednak w grę wchodzi wyłącznie jakość prawdziwa. Byłbym pierwszym szczęśliwym, gdyby nagle po naszej stronie owego pola bitwy pojawiło się choćby paru wybitnych polityków, dziennikarzy, artystów, czy w ogóle osób publicznie rozpoznawalnych. Bo oni by właśnie, dając świadectwo swoimi talentami, pokazaliby tym wszystkim, którzy już dawno stracili wszelką nadzieję, że warto wierzyć. Żaden tani uzurpator ich jednak nie zastąpi, i przepraszam bardzo, ale każdy apel z jego strony o to, by go wspierać, bo on jest nasz, ja osobiście będę musiał traktować jako własnie bezczelną uzurpację.
Niedawno parę osób zgłosiło do mnie pretensje, że jestem niedobry dla Pawła Kukiza i że to moje zachowanie jest zwyczajnie niezrozumiale. W tej sytuacji, żeby jakoś zakończyć te refleksje, wyjaśnię, skąd się wziął poniżej wklejony film. Otóż ja do Kukiza mam tylko jedną pretensję, że on jest słaby. Słaby w sposób wręcz modelowy. Jeśli ktoś nie wie, o czym mówię, niech posłucha załączonej piosenki. I niech nikt się nie da nabrać. To naprawdę nic takiego. Tam jest tylko talent i serce. Moze jeszcze inteligencja. Gdybym ja umiał choć trochę grać na gitarze, jestem w stanie sobie wyobrazić, że coś takiego bym wymyślił i zagrał. Dokładnie z tym sercem i z tym nerwem. Tak jak z tym sercem i z tym nerwem piszę swoje teksty. Tym bardziej wiem, że gdyby Paweł Kukiz miał więcej talentu, a jego emocje byłby naprawdę szczere, to on by nagrał całą płytę z takimi piosenkami. I śpiewałby w ten sposób o Bogu, o Polsce i o naszej walce. I za nami szły by tłumy. I nikt by na nas nie podniósł palca. Bo by wiedział, że za nami stoi prawda, a nie jakieś podejrzane niewiadomoco. A Polska na niewiadomoco nie zasługuje. Polska ma swoje wymagania.
Tymczasem będziemy musieli się obejść bez tego wsparcia. I damy radę. Z jednością, która tam gdzie i tak jest, pozostaje nie do ruszenia.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)