Sejm VI kadencji różni się od Sejmu V kadencji głównie tym, że w ławach poselskich nie zasiadają żadni przedstawiciele nuworyszów politycznych, a wyłącznie reprezentanci ugrupowań oligarchicznych. Ponieważ nie należy się spodziewać w tym względzie radykalnej zmiany w Sejmie VII kadencji, należy sobie zadać proste pytanie: która z dwóch partii o rodowodzie postsolidarnościowym skuma się na dobre z postkomunistami?
Wielu komentatorów o różnych poglądach politycznych zgadza się ostatnio co do jednej kwestii: w wyniku ostatnich wydarzeń (afery hazardowa, stoczniowa i odgrzewanie sprawy agenta Tomka oraz zawirowania wokół CBA), poparcie polityczne nie wzrasta prawicy, a lewicy. Wyobrazić sobie nietrudno, że po wyborach w 2011 r., a może wcześniej, siły polityczne w Sejmie będą rozkładały się następująco (biorąc pod uwagę procentowy udział mandatów):
PO - 40% +/- 2%
PIS - 35% +/- 2%
SLD - 20% +/- 2%
PSL - 5% lub nieco powyżej 5%
W takiej sytuacji, pomijając wegetowanie rządu mniejszościowego, któreś z ugrupowań postsolidarnościowych musiałoby się zdecydować na utworzenie koalicji z SLD. Badanie możliwości koalicyjnych z jednej i drugiej strony (tj. ze strony PiS oraz Po, jak i ze strony SLD) trwa już od jakiegoś czasu i dlatego słyszymy raz o kandydaturach Cimoszewicza na to czy inne stanowisko z teoretycznych poparciem PO, innym razem o małej koalicji PiS-SLD we władzach TVP. Te kroczki to jednak zaledwie nieśmiałe badanie gruntu przed skokiem na skażoną glebę.
Pytanie o to, kto skuma się po wyborach parlamentarnych z SLD jest jak najbardziej aktualne.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)