Oburzające i odrażające jest to, co stało się w Jedwabnem. Równie oburzające i odrażające, jak dewastacje pomników smoleńskich i gaszenie niedopalonych zniczy na Krakowskim Przedmieściu. Ale trwa kampania wyborcza, emocje są napięte i w żadnym razie nie można wykluczyć prowokacji.
Odwiedzający w środę miejsce mordu Żydów ludzie, m.in. jeden z odznaczonych tytułem "Sprawiedliwy wśród narodów świata" Wincenty Dobkowski z Ełku, który ocalił od zagłady rodzinę Lewinów z Wizny, powiedział, że należy ostrożnie traktować ten fakt, bo może być to prowokacja. W takim duchu wypowiadają się też inni.
Tak. Tak było w 2002 roku, kiedy jakiś wandal niezdarnie wydrapał jakieś napisy na pomniku w Jedwabnem.
Ale dzisiaj w mediach rządzi histeria. Trzeba na wyścigi potępiać, zanim dowiemy się czegokolwiek o sprawcach tego przestępstwa i motywach ich działań, a przy okazji, jeśli się uda, można dołożyć tym, którym się nie lubi, jak redaktor Wroński oskarżający Jarosława Kaczyńskiego o bierność w tej sprawie.
Szkoda, że nawet prawicowi publicyści tak łatwo poddają się tej histerii...


Komentarze
Pokaż komentarze (5)