ossad ossad
48
BLOG

Droga słowa

ossad ossad Polityka Obserwuj notkę 2

Pisanie przypomina sztukę walki. Po okresie zmagania się ze słabością własnego warsztatu przychodzi moment, w którym ciosy wymagają minimum wysiłku, lecz są maksymalnie skuteczne.

W karate są uderzenia, w których wystarczą dwa palce, żeby zabić człowieka. Na karatece spoczywa więc wielka odpowiedzialność – musi być świadomy swojej siły w kontakcie z przeciwnikiem. Musi być ostrożny, żeby kogoś nie zabić.

Nie inaczej jest z dziennikarstwem. Żadna to tajemnica, że słowem pisanym można zabić człowieka. No, może nie tyle fizycznie go wyeliminować, co sprawnie zastosować niedozwolony chwyt poniżej pasa, a następnie odwinąć w podbródek. Tak potraktowany delikwent nie podniesie się przez dobrych kilkanaście sekund, a to wystarczy, żeby publiczność – w tym wypadku tak zwana opinia publiczna zdążyła skierować w dół swoje kciuki. 

Tradycyjne media dokonują dekapitacji za pomocą różnych metod, stosując miecz, szablę, piłę mechaniczną, topór i inne rodzaje narzędzi tnących. Zależnie od opcji może to być oskarżenie (często pomówienie) o współpracę z SB, związki z tak zwaną skrajną prawicą, gromadzenie pornografii dziecięcej, czy wreszcie absolutnie uniwersalna broń: korupcja. Zaatakowany, zanim się obroni, w sensie publicznym jest już często trupem.

Dziennikarstwo obywatelskie, a ogólniej Web 2.0 (to tylko hasło, ale chyba intuicyjnie obejmujemy cały zakres pojęciowy tego zjawiska) rządzi się podobnymi mechanizmami, choć są one bardziej skomplikowane. Wynika to stąd, że – przynajmniej w Polsce – serwisy dziennikarstwa obywatelskiego są jednocześnie serwisami społecznościowymi. Z moich własnych obserwacji wynika, że im bardziej rozbudowany serwis, tym bardziej równowaga między tymi dwoma formami aktywności (wkład w tworzenie serwisu kontra forumowanie, komentatorstwo i trollowanie) ulega zaburzeniu na niekorzyść, niestety, tego pierwszego. Powstają napięcia, które czasem kończą się wyeliminowaniem tego, czy innego użytkownika.

I tu pojawiają się w zasadzie trzy możliwości. Pierwsza jest taka, że społeczność eliminuje osobnika, który ma na nią destrukcyjny wpływ. Druga jest taka, że społeczność wyklucza ze swego kręgu użytkownika, który spełnia definicję dziennikarza obywatelskiego, lub pełni ogólnie rzecz biorąc jakąś konstruktywną rolę, ale jest w jakiś sposób nie na rękę wielu innym członkom społeczności. Wreszcie może dojść do tego, że trolle wypychają w swojej masie dostarczycieli cennych treści – możemy nazwać to „onetyzacją”. Pierwsze zjawisko jest oznaką wewnętrznego zdrowia społeczności, a „egzekucja” dokonuje się na osobie w mniejszym lub większym stopniu anonimowej (często jest to „hydra”, czyli użytkownik posiadający wiele zarejestrowanych kont). Dwa ostatnie zjawiska są oznaką odpowiednio kryzysu i upadku idei społecznościowej, a także obywatelskiej (w przypadku dziennikarstwa obywatelskiego). 

A to wszystko toczy się tak naprawdę w naszych umysłach. Jak w każdej sztuce walki...

ossad
O mnie ossad

Dawniej zwolennik PO-PiS-u. Teraz sympatyk PiS-u. Sygnatariusz Wrocławskiego Społecznego Komitetu Poparcia Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich 2010 r.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka