Gdy politykę robi się na poziomie gminnym, to stawką jest zwykle ludzki los. Od decyzji wójta, burmistrza, czy sołtysa zależy często w ogromnej mierze los kilkuset osób w jednej wiosce, czasem kilku lub kilkunastu tysięcy w danej gminie.
Jest to zatem zupełnie inna filozofia uprawiania polityki i podejmowania decyzji. Złe decyzje premiera czy posłów zawsze zdąży oprotestować prezydent, Trybunał Konstytucyjny, Senat, organizacje pozarządowe i dziesiątki innych instytucji oraz podmiotów prawnych. W przypadku błędnej decyzji na szczeblu lokalnym ludzie zdani są często tylko na siebie. W takim wypadku jednynie determinacja mieszkańców (wioski, sołectwa, gminy) może coś zmienić.
Z taką sytuacją zetknęli się mieszkańcy Dobkowa, gdy dowiedzieli się, że burmistrz miasta i gminy Świerzawa, Józef Kołcz, wydał wstępne zezwolenie na budowę fermy norek w odległości kilkuset metrów od zabudowań mieszkalnych. Sprawa została dokładnie opisana już półtora miesiąca temu, a obecnie została włączona w ogólnopolską akcję Eko-logiczna Polska, koordynowaną przez "Polska The Times".
Planowana inwestycja jest obca - większość przemysłowych ferm norek zakładana była w Polsce przez Holendrów, którzy u siebie w kraju mają wyjątkowo zniechęcające utrudnienia. Jest też wroga, bo stwarza niebezpieczeństwo zakłócenia równowagi ekologicznej regionu i obniżenia walorów krajobrazowych Gór Kaczawskich. Przez to może uderzyć w interesy i podstawy bytowe mieszkańców Dobkowa, choćby nawet początkowo przyczyniła się do zmniejszenia bezrobocia. Większość dobkowian jest przeciwna lokalizacji fermy w ich wiosce.
Kiedy doczekamy się świadomych polityków na poziomie lokalnym?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)