Stary kamrat Owsianki, człowieczek niewielki (a ostatnio jeszcze bardziej, niż niewielki), znany z piaskownicy przed blokiem, poczuł się źle, bo nagle, bez uprzedzenia, dowiedział się, że znalazł się na niepunktowanym miejscu wyborczym numer pięć.
Mimo to zapewniono go, że znalazł się w partyjnej czołówce i że ma spore szanse na otrzymanie sejmowych diet
Właściwie nikt nie umiał mu powiedzieć, w jakiej to czołówce się znajdował i co to za znaczenie dla niego miało, ale sam fakt, że była na przedzie, upoważniał go do radości.
Ostatnio nie wiodło mu się na odcinku radochy, więc wiadomość o liście numer 5 narobiła mu nadętego rumoru we wszystkich trzech szarych komórkach naraz.
Dawno nieużywane myśli, jak pstrągi na patelni, jęłu mu kicać po mózgu i raźno podskakiwały mu, w te i we wte oraz tu i tam.
b
Wszystko w nim grzechotało i tłukło się po zdezelowanych wątpiach.
Rzecz oczywista, wolałby się dowiedzieć, że jego nazwisko znalazło się na liście jako numer trzy lub cztery, jednak przygniotła go myśl, że równie dobrze mogła mu się trafić miejsce numer zero.
Tym niemniej po zalaniu się falą szczęścia, poszedł po rozum do głowy, a że rozumu nie miał za wiele i w głowie też mu panował niedostatek,szybko wrócił na ziemię i, jak to astmatyk, sapać począł upojnie.
Gdyż sapiąc i nadymając się okrutnie, porodził mysz.
Komentarze
Pokaż komentarze