Zaczyna mnie męczyć nasza naiwność, że IGNOROWANIE ohydy może zmienić cokolwiek i kiedykolwiek. Ile razy trzeba nam mówić, byśmy zrozumieli, że tego rodzaju strusia polityka jest, w rzeczywistości, wspieraniem chama? Nobilitacją tegoż? Gorliwym inwestowaniem w jego wyśmienite samopoczucie? Dawaniem mu błogosławieństwa na kaprawą drogę?
Mam udawać, że problemu nie ma? Mam się poddać? Schować się pod miotłą i pozwolić, by robactwo zatryumfowało? Niedoczekanie.
Kiedy zrozumiemy, że między normalnym człowiekiem odwiedzającym blogi, a człowiekopodobnym truchłem zasmradzającym internet, istnieje przepaść, że tych pierwszych nikt nie ma zamiaru sekować, a tych drugich, że trzeba? Że dla pierwszych należy stworzyć NETYKIETĘ, a tym drugim pokazać wyjście i zatrzymać ich poza blogami?
Czy w domu mamy drzwi, a w drzwiach - zamek? Czy nie skuteczniej byłoby zignorować złodzieja, lub poprosić go uprzejmie, by raczył sobie pójść do diabła? Przecież dlaczego mamy się zabezpieczać przed nim? Czy aby go nie rozjuszamy w ten sposób? Czy nie lepiej od razu poddać się i zaprosić intruzów do częstszych odwiedzin i jeszcze głupszych komentarzy?
Komentarze
Pokaż komentarze (2)