Na temat komercyjnej europiłeczki wypowiadać się nie będę. Niech mówią o tym specjaliści (cokolwiek to znaczy). Ale walkę z udziałem Boruca i Austrii, oglądałem z prawdziwą nieprzyjemnością. Przykrość moja polegała na tym, że w trakcie meczu uświadomiłem sobie, jak zmieniły się czasy, gdy sport, to był sport, gdy wiedziało się, o co w nim chodzi.
TERAZ i DAWNIEJ.
Jak ze sportem było niegdyś, można poczytać sobie w podręcznikach ds. nostalgii. Lub w starodawnych bajkach o ferplejach i etyce. Jak jest obecnie, widzimy nie tylko z okazji występów naszej reprezentacji.
Ludzie pamiętający sportową uczciwość, ze zgrozą patrzyli na wyczyny typa nazywanego sędzią. Sędzia stronniczy, to nic szczególnego: wyrzuca z siebie werdykty podyktowane względami pozalogicznymi. Lecz kiedy popełnia błąd na korzyść naszej drużyny (uznaje bramkę strzeloną ze spalonego), nie mamy pretensji.
Sprytnie i bez żenady przemilczamy ten rozchichotany fakt. Pretensje mamy jednak, kiedy popełnia błąd na naszą niekorzyść i dzięki tej pomyłce tracimy to, co udało się nam osiągnąć za pomocą poprzedniego oszustwa.
Komentarze
Pokaż komentarze (1)