22 obserwujących
321 notek
175k odsłon
  309   0

Ucieczka z Polski

Andrzej Owsiński

Ucieczka z Polski

Poza Polską ma przebywać 4,5 mln Polaków, z czego 1,5 mln to jeszcze uciekinierzy z PRL. Ta informacja stoi jednak w sprzeczności z ostatnimi danymi GUS, szacującymi liczbę naszych emigrantów na 2,5 mln. Podane liczby odnoszą się chyba do obywateli PRL i “IIIRP”, a nie wszystkich Polaków na emigracji, których liczba szacunkowa waha się od 9 do 20 mln, w zależności od sposobu liczenia. Nie ma to większego znaczenia, poza liczbą utrzymujących kontakt z Macierzą i akcentujących swoją polskość. Natomiast istotne jest ilu Polaków zamieszkałych w Polsce przebywa za granicą i ilu traktuje ten pobyt jako tymczasowy.

Nie wiemy jaka liczba formalnych mieszkańców Polski przebywa obecnie w Polsce? Z informacji na temat wszelkiego rodzaju emigracji wynika, że nie może być nas 38,4 mln gdyż przyrost naturalny i imigracja na stałe nie pokrywają ubytku emigracyjnego na skalę podaną przez GUS. Ostatnio policzyli się Ukraińcy i okazało się, że jest ich 37 mln, a nie 45 mln, jak podawały dotychczas oficjalne statystyki.

Wprawdzie w Polsce jest obecnie okazja do obliczenia rzeczywistego stanu zaludnienia, ale ze względu na stałe wędrówki Polaków po całym świecie nie należy spodziewać się uzyskania wiarygodnych informacji. Z danych GUS wiemy, że w ubiegłym roku ubyło nas 122,6 tys. na skutek nadwyżki zgonów nad urodzeniami, mają to być skutki pandemii, ale mając na uwadze zaledwie 354,7 tys. urodzeń należy stwierdzić, że to zjawisko ma decydujący wpływ na wymieranie narodu. W sumie wpływ ubytku naturalnego, skutki pandemii, bilans ruchu ludności, możemy szacować, że w Polsce mieszka nie więcej niż 36 mln osób, oczywiście nie licząc chwilowo przebywających cudzoziemców. Z prognoz demograficznych wynika, że ta liczba będzie się jeszcze zmniejszać, co można potraktować jako istotną przyczynę uznania za celowe hamowania rozwoju budownictwa mieszkaniowego.

Jeżeli jednak chcemy nie tylko powstrzymać ucieczkę z Polski, ale też i wpłynąć na powrót znacznej części emigrantów, to musimy mieć zarówno odpowiednią substancję mieszkaniową z całym niezbędnym otoczeniem, jak i możliwości zatrudnienia. To ostatnie musi być połączone z zapewnieniem godziwych zarobków. I z tym problemem mamy największy kłopot, statystyki wykazują że w procesie wytwarzania dóbr liczonych w PKB jesteśmy w tyle za Europą, w której wynagrodzenia za pracę sięgają 55% wytworzonego PKB, podczas gdy w Polsce 48%. Wystarczy zatem podnieść płace o 15% i już jesteśmy w Europie. Tymczasem nominalnie mamy 1/3 średnich płac unijnych, zaś przy waloryzacji dokonanej przez GUS rośniemy niemal dwukrotnie i mamy 2/3. Ta waloryzacja nie jest jednak zbyt wiarygodna, gdyż oznacza to, że w Polsce jest dwa razy taniej niż przeciętnie w UE. A przecież to nie PRL, ludzie jeżdżą po całej Europie i mają możliwość porównania. Ostatecznie mógłbym się zgodzić na 1/3, ale i to nie jest łatwe do wyliczenia.

Jakie zatem powinny być zarobki w Polsce?

Trzeba mieć na względzie fakt, że nie można bezkarnie płac zadekretować, zrobili to Grecy i państwo zbankrutowało, podobnie zresztą jak w Polsce za Gierka. Narzucającym się czynnikiem odniesienia jest PKB w przeliczeniu na mieszkańca. Nominalnie w Polsce wynosi to 15,5 tys. dolarów rocznie, co przy średniej unijnej w granicach 37 tys. dolarów nie daje nawet połowy. Na całe szczęście waloryzacja podnosi tę liczbę dla Polski do przeszło 30 tys. dolarów, co przy zwaloryzowanej średniej unijnej sięgającej w przybliżeniu 40 tys. dolarów daje nam już ¾. Pozostają tylko podniesione wyżej zastrzeżenia w odniesieniu do rzeczywistej różnicy w poziomie cen. Ostatecznie można przyjąć z niezbyt wielkim ryzykiem że jest to 60%, a może nawet 2/3. Wówczas mielibyśmy podstawy do ustanowienia zarobków na tym poziomie.

Trzeba się jednak liczyć z tym, że wywoła to protest inwestorów zagranicznych połączony z groźbą wycofania z Polski swoich zakładów. Nie jest to sprawa bagatelna, mając na uwadze fakt, że większość przemysłu w Polsce znajduje się w obcych rękach. Można wprawdzie uznać, że są to “strachy na Lachy”, ale przecież z takim zjawiskiem mamy ciągle do czynienia w światowej gospodarce. Warto więc ten problem rozwiązywać stopniowo, umożliwiając działania niezależne od interwencji rządowej. W określonych okolicznościach sami właściciele są zmuszeni do podwyższania płac, jest to najbardziej bezpieczny sposób działania, ale wymaga stałego wzrostu miejsc pracy dającej realny przyrost produkcji, a szczególnie w polskich warunkach – eksportu.

Do jakiego poziomu zarobków w Polsce dojrzeliśmy w tej chwili?

Nasuwa się uwaga, związana z faktem rosnącej inflacji, że może spowodowały ją ostanie podwyżki płac i świadczeń. Nie mamy jeszcze pełnego obrazu poziomu sprzedaży detalicznej w tym roku, ale porównanie wyników z lat poprzednich wskazuje, że w 2019 roku wyniosła ona 23,9 tys. zł na mieszkańca, a w 2020 roku 23.2 tys. zł. Obecnie odrabia się ubytki z poprzedniego roku, nie notujemy jednak na tyle zwiększonego nacisku nabywczego, żeby wywoływać podwyższoną inflację. Istotny wpływ mogą mieć jedynie podwyżki cen nośników energii.

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale