22 obserwujących
386 notek
204k odsłony
  219   3

Ukraina - gra pozorów

Andrzej Owsiński

Ukraina – gra pozorów

“Wojna na Ukrainie” – najmodniejsze hasło, niezależnie od treści wystąpień, niestety przeważnie bardzo naiwnych, kierujących się tym, co się nazywa “powierzchnią zjawisk”.

Putin podsyca nastroje panikarskie, widząc w tym swój sukces niezależnie od dalszego biegu wypadków. Co najgorsze, jego gra odbywa się na poziomie łobuziaka, wygrażającego pięścią, zaopatrzoną w kamień, i na to daje się nabierać NATO z przyległościami. Jest to typowy strach sybaryty, że mu zabiorą spod tyłka fotel.

Izolowana wojna Rosji z Ukrainą nie stwarza najmniejszych wątpliwości co do rezultatu. Problem polega na tym, że ten konflikt może wywołać zgubną dla Rosji konfrontację z zachodem, nawet bez potrzeby użycia siły militarnej. Rosja nie byłaby w stanie wytrzymać całkowitego odcięcia od wszelkich kontaktów gospodarczych z zachodnimi krajami Europy. Ewentualna próba zastąpienia ich w relacjach z Chinami nie ma szans na powodzenie ze względu na ograniczenia techniczne prowadzenia równoważnych dostaw ropy i gazu, nie mówiąc już o skutkach politycznych uzależnienia od, do niedawna bratniej, komunistycznej partii chińskiej.

Jak to już pisałem poprzednio Putin znajduje się ciągle jeszcze w fazie sondowania opinii do jakiego stopnia zaangażowania jest zdolny “zachód”. Jest to działanie bardzo aktywne korzystające z pomocy niemieckiej, a także i francuskiej. Najzabawniejsze jest to, o ile w ogóle może byś coś zabawnego w tej obustronnie podłej grze, że najwyraźniej wspiera on niemiecką postawę, dostarczając dowodów na wzrost agresywnych działań rosyjskich jako odpowiedź na objawy stanowczości ze strony zachodu.

Mamy zatem do czynienia ze sprzężoną grą rosyjsko-niemiecką, zmierzającą do utrzymania, a raczej, w tej sytuacji, odbudowania mocno nadwyrężonego kondominium między tymi krajami jako podstawy niemieckiego układu europejskiego.

Z rosyjskiego punktu widzenia Putin domaga się jedynie tego, co Rosji się należy, w myśl umowy o SNG, czyli sojuszu “niezawisłych” państw (Sojuz Niezawisimych Gosudarstw), co w praktyce oznaczało uzależnienie tych państw od Rosji. Niestety, słabość Jelcyna ułatwiła niektórym państwom wymknięcie się, lub przynajmniej poluzowanie tej zależności.

Najskuteczniej chyba udało się to Gruzji, jednakże za cenę utraty Abchazji, najważniejsza zaś Ukraina zdobyła, jak dotąd, częściową niezależność, za co została ukarana utratą Krymu i stworzeniem rosyjskich “republik” Donieckiej i Ługańskiej. Ze względu na fakt okazywania w dalszym ciągi niesubordynacji Putin jest zmuszony zastosować, chociażby dla edukacyjnego przykładu, nowe kary. Problem leży w tym jaką formę mają te kary przyjąć: czy to będzie stworzenie następnej “republiki”, np. w Charkowie, mieście zamieszkałym głównie przez Rosjan, czy też może objąć całą Ukrainę.

Istnieje wiele wariantów realizacji tego zamierzenia, najlepszym byłoby obsadzenie urzędu prezydenta w Kijowie wraz z odpowiednim otoczeniem, tak jak to było na samym początku istnienia SNG. Okazuje się, że z tym jest coraz trudniej, szczególnie wobec wyłamania się z ordynku większości ukraińskiej oligarchii, wywodzącej się z tego samego nadania KGB co oligarchia rosyjska.

Nie wszystkich “zbuntowanych” oligarchów udało się dopaść i unieszkodliwić w różny sposób, jak Bierezowskiego czy Chodorkowskiego, niemniej takie możliwości ciągle istnieją i Ukraina całkiem w trybie pokojowym znajdzie się z powrotem w rosyjskim obozie. Temu wariantowi służy pomoc niemiecka i stąd wywodzi się niechęć Niemców do zbrojenia Ukrainy.

Rosyjska Ukraina jest elementem fundamentu niemieckiej Europy, gwarantuje bowiem trwałość układu niemiecko rosyjskiego. Po niemieckiej stronie głównym elementem tego układu jest Polska, stąd taka zawziętość w kierunku odzyskania w niej pełnej kontroli. Te usiłowania przypominają działania rosyjskie w stosunku do Ukrainy, tylko ze względu na okoliczności dokonywane są innymi środkami, Cel jest ten sam: bezwarunkowe podporządkowanie.

Wszystkie te zabiegi stanowią jedynie fragment tworzenia nowego imperium w miejsce obalonych Sowietów, ale już z pełną realizacją marzeń Stalina z jednej strony i Hitlera z drugiej. Obie te połączone idee dają mocarstwo od Gibraltaru po Władywostok z nominalnym awansem Moskwy, lecz jednak pod faktycznym zarządem Berlina.

Jest to o tyle widoczne, że nawet Biden dostrzegł niebezpieczeństwo, obawiam się, że za późno, gdyż walka o stworzenie nowego układu światowego przerosła jego możliwości kontroli. Przewaga militarna Stanów Zjednoczonych może się okazać nieprzydatna, gdyż polem tej walki nie są pola bitewne, lecz starcia w zacisznych gabinetach. Nie stoi to na przeszkodzie w odniesieniu do lokalnych konfliktów zbrojnych, a w tym ewentualnych dalszych prób “ukarania” Ukrainy przez Putina. Nie ma co ukrywać, że jest to w istocie margines walki o panowanie światowe, o tyle jednak istotny, że stanowi przeszkodę w “uporządkowaniu” Europy w ramach nowego układu.

Koncepcję stworzenia niemiecko-rosyjskiego mocarstwa można traktować jako hipotezę, tylko, że postępowanie skierowane przeciwko takiej możliwości jest jedynym racjonalnym rozwiązaniem w obecnej sytuacji. Niestety, Biden wciąż wierzy, że Niemcy są “fundamentem” proamerykańskiego układu europejskiego, czemu dał wyraz w ostatnich wypowiedziach. Niemcom nie wolno wierzyć na słowo, nawet gdyby Scholz w czasie spotkania z prezydentem USA zapewniał o solidarności. Tylko zaangażowanie się w siłę obronną Ukrainy i praktyczne wsparcie polskiej obrony przed ciągnącą się od miesięcy inwazją wschodniej polskiej granicy, stanowiącej również granicę UE i NATO, może przekonać o zmianie prowadzonej przez dziesięciolecia polityki niemieckiej tworzenia własnego imperium.

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale