23 obserwujących
415 notek
218k odsłon
  331   0

Imitacja państwa polskiego

Andrzej Owsiński

Imitacja państwa polskiego

Jastrzębski „wycisnął”: „PiS wspiera PO, a PO wspiera PiS”. Nie wiem na ile jest to prezentowane na serio, a na ile jako farsa, lub raczej „tragifarsa”. Konsekwencją takiej oceny staje się definicja obecnego państwa polskiego.

Nie po raz pierwszy w historii stworzona została imitacja suwerennego państwa funkcjonującego w interesie różnych sił, ale nie Polski – pojęcia znacznie szerszego aniżeli tylko organizm państwowy. Sama nazwa tego państwa „IIIRP” (nota bene użyta w stosowanej jego konstytucji) budzi nie tylko zastrzeżenia, ale i sprzeciw, jako że zawiera, wzorem PRL i ZSSR, oczywiste kłamstwo.

Nie było bowiem nigdy „IIRP”, gdyż odrodzone w 1918 roku państwo polskie zarówno w treści obu przedwojennych konstytucji, jak i w użyciu potocznym takiej nazwy nie używało stwierdzając ciągłość w stosunku do państwa przedrozbiorowego. Nazwa „IIRP” została wymyślona przez komunistycznego pseudohistoryka, niejakiego Henryka Jabłońskiego, pełniącego w PRL stanowisko przewodniczącego tzw. „Rady Państwa”. Miało to oczywisty cel polityczny – odcięcia się od polskiej historii, będącej w jaskrawej sprzeczności z sowieckim tworem, mającym zastąpić prawdziwe państwo polskie, którego konstytucja nigdy nie została uchylona.

Imitacja państwa musiała stworzyć imitację życia politycznego, rzekomo reprezentującego naród polski w budowaniu organizmu państwowego.

Pierwszym objawem tego procesu były „Unia Wolności” i jej poprzedniczki oraz podobnie „Sojusz Lewicy Demokratycznej”.

Udawanie walki politycznej, ograniczone praktycznie do rozgrywek personalnych, zawierało jednak zbyt drastyczne powiązania z reżymem PRL i trzeba było zastąpić je inną formułą.

Z cytowanego „wyciśnięcia” wynika, że obecnie ten układ reprezentują PiS i PO, sprawując wymiennie władzę w Polsce i świadcząc sobie różne uprzejmości podtrzymujące stan wspólnej wyłączności.

Nie podano przy tym konkretnych przykładów, ale ja mam w pamięci taki gest ze strony PiS w postaci przedterminowych wyborów w 2007 roku poprzedzonych POPiS’owym rządem Marcinkiewicza. Opublikowałem wówczas ostrzeżenie przed tym „prezentem”, ale najwyraźniej był to wyraz „siły wyższej”.

Nie wiem czy autorzy tej oceny zdawali sobie sprawę z konsekwencji takiego stanowiska, ale przecież nieuchronnie jest nią uznanie, że mamy do czynienia z oszustwem bardziej perfidnym niż powołanie PRL.

Wiele faktów wskazuje na istnienie swego rodzaju umowy na temat obowiązującej konwencji w toczonej walce politycznej.

Z drugiej strony można zaobserwować wyraźnie nierówność stron ze względu na znacznie bezwzględniejsze ataki PO będące w wielu przypadkach bezkarnym naruszeniem prawa.

Mało kto zwrócił uwagę na fakt, zaistniały bodajże w 2008 roku, że wówczas urzędujący premier z PO osobiście znieważył prezydenta wobec uczestników międzynarodowej konferencji i transmisji telewizyjnej, wykazując wyraźną wrogość wobec jego osoby. Nikt nigdy nie wyciągnął z tego konsekwencji, chociaż w tym momencie powinien przynajmniej utracić stanowisko szefa rządu.

Wszystko to można położyć na karb chęci uratowania konwencji, umożliwiającej wymienne sprawowanie władzy.

Jednakże w świetle faktów nie chodzi o zmiany programowe, ale o pozycję Polski w obecnym układzie europejskim.

Wojna na Ukrainie i stosunek do niej Niemiec wskazują wyraźnie że chodzi o absolutne podporządkowanie temu układowi, przy czym wybrane środki świadczą o całkowitym prawdopodobieństwie zamachu smoleńskiego.

Wstrzymywanie się z oskarżeniem o działania przeciwko Polsce z użyciem aktów przestępczych wywołuje obawy o rzetelność głoszonych przez PiS zasad. Najlepszym dowodem to nie tylko wymienione „wyciskanie” prawdy, ale podtrzymywanie fałszywego obrazu stanu wojny politycznej w Polsce.

Ujawnienie tej prawdy to obowiązek wobec wszystkich ufających w dobre intencje PiS, ale też i zacznie więcej: - obowiązek wobec Polski, która nie może być hańbiona udawaniem, że chodzi tylko o, zresztą niezbyt wyraźne, zmiany programowe, ale w znacznie wyższym stopniu o zmiany personalne.

A przecież chodzi o sprawę najważniejszą, o naszą suwerenność i możliwość wolnej pracy nad wszechstronnym rozwojem Polski i obronę jej tożsamości.

Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka