23 obserwujących
415 notek
218k odsłon
  163   0

Czego wymaga troska o przyszłość Polski?

Andrzej Owsiński

Czego wymaga troska o przyszłość Polski?

Sprawa polskiej konstytucji jest istotnym, ale przecież nie jedynym, problemem naszej teraźniejszości i przyszłości. Zostaliśmy, chcąc czy nie chcąc, zaprzężeni do trzech pojazdów z których każdy ma swoje cele i stosuje swój reżym. Pierwszym jest UE, zmierzająca już bez obsłonek w kierunku stworzenia państwa europejskiego, a nawet wbrew własnemu prawu stosująca wymyślone dla tego celu metody postępowania. Ze względu na fakt, że narodowi polskiemu szczególnie nie odpowiada ta koncepcja, podlegamy specjalnemu trybowi prześladowań. Wprawdzie władze warszawskie usiłują robić uniki przed ciosami zadawanymi nie tylko że brutalnie, ale też i nieprawidłowo, niewiele to jednak pomaga, gdyż chodzi o wymuszenie całkowitej kapitulacji.

Następnym pojazdem jest NATO, gwarantujące w słowie pomoc w razie agresji zewnętrznej na nasz kraj, ale z zapisaną możliwością dowolnego wyboru formy tej pomocy. Mając w naszej historii odnotowane fakty oczywistego wiarołomstwa sojuszników, wykorzystujących cynicznie naszą gotowość do poświęceń, nie możemy dawać bezwzględnej wiary wszelkiego rodzaju obietnicom. Nie mamy bowiem gwarancji zaangażowania się militarnego ze strony sojuszników w przypadku zbrojnej napaści na nas.

Wbrew naszej woli, a częściowo i świadomości, zostaliśmy wprzęgnięci do niemiecko rosyjskiego układu jako składnik buforowej strefy między oboma mocarstwami. Najwyraźniej jesteśmy traktowani jako jej część, podlegająca nadzorowi niemieckiemu, w odróżnieniu od Ukrainy i Białorusi znajdujących się po stronie rosyjskiej.

W tej chwili odbywa się akcja karna w stosunku do buntującej się Ukrainy, Niemcy uruchomiły wprawdzie dość szeroki wachlarz szykan w stosunku do polskich prób uwolnienia się z tej narzuconej roli, ale jak dotąd nie sięgają aż tak drastycznych metod.

Wciągnięty w nie został przede wszystkim dyspozycyjny aparat UE, ale głównie wykorzystano niemiecką przewagę gospodarczą i zależność polskiej gospodarki od kooperacji z niemieckim przemysłem. W tym świetle specyficznego wyrazu nabiera proces likwidacji polskiego autonomicznego przemysłu, w którym osobiście uczestniczyła „promotorka” spraw polskich w UE Angela Merkel.

W rezultacie nasza zależność od Niemiec to nie tylko blisko 1/3 obrotów handlowych, ale też i dominująca obecność w Polsce niemieckich, lub sterowanych z Niemiec przedsiębiorstw. Nie jesteśmy wprawdzie jedynym takim krajem w Europie, niewielka to jednak pociecha, tym bardziej, że nie widać zdecydowanych działań w kierunku uwolnienia się od tej zależności.

Niemcy są jednym z trzech największych eksporterów na świecie, legitymujących się rocznym eksportem na poziomie powyżej 1,5 bln dolarów czy euro, tylko że pozostali: USA ma 23 bln PKB, a Chiny 17,5 bln. Niemcy osiągają ten poziom eksportu przy zaledwie 4,2 bln PKB.

Oznacza to tylko jedno: na niemiecki eksport pracuje wiele krajów, po to żeby Niemcy miały paręset mld dolarów czy euro nadwyżki i mogły sterować Europą nie tylko gospodarczo. I to osiąga kraj o zaledwie 360 tys. km/2 powierzchni i nieco ponad 80 mln ludności.

Nie kwestionując wysokiego poziomu technicznego wielu niemieckich produktów, główną przyczyną niemieckiej dominacji na światowym rynku jest organizacja handlu. Pamiętam, że przed wielu laty w płd. Ameryce Polak z Polski, właściciel bodajże największej fabryki tekstylnej demonstrował wyposażenie swego zakładu. Kiedy zwróciłem mu uwagę, że eksploatuje niemieckie maszyny niemal dwukrotnie droższe od nie ustępujących im polskich, odpowiedział, że oczywiście o tym wie.

Tylko, że za polskie maszyny musi natychmiast zapłacić, a na niemieckie ma w niemieckim banku dogodny kredyt, a ponadto bieżący serwis bez potrzeby czekania na sprowadzenie części. Wygrywa organizacja i zespolone działanie różnych elementów i to od razu na dużą skalę.

Próby uwolnienia się od niemieckiej dominacji są niestety odosobnione i angażują zbyt wątłe siły. Gdyby sąsiednie kraje obsługujące Niemcy połączyły się w obronie wspólnych interesów, to wówczas można by liczyć na zredukowanie niemieckiej hegemonii.

Jest ku temu znakomita okazja z racji wojny i obnażenia prawdziwego oblicza niemieckiej polityki, ale też i wyjątkowo słabej pozycji rządu w Berlinie.

Brakuje tylko solidarności ze strony podporządkowanych krajów, a do tego doszedł jeszcze błąd brytyjski wycofania się z UE zamiast próby stworzenia niezależnego od Niemiec układu.

Czołowe kraje europejskie, mające wielkie tradycje samodzielnej, a nawet mocarstwowej pozycji, jak Francja, pokornie poddały się niemieckiej hegemonii.

Wprawdzie przypominam sobie, że na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku Andreotti oświadczył, że dopóki przewodzi włoskiej chadecji to nie dopuści do niemieckiej dyktatury, ale już nawet śladu nie ma po wiodącej w Europie roli tej partii.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka