24 obserwujących
426 notek
221k odsłon
  1537   7

Kto skorzysta na wojnie?

Andrzej Owsiński

Kto skorzysta na wojnie?

Zaabsorbowanie wojną na Ukrainie znacznie przekracza jej rzeczywiste rozmiary, zamiast energicznie zadziałać w kierunku definitywnego wyperswadowania Rosji jej zaborczych zapędów, straszy się możliwością rozszerzenia konfliktu.

Putin wykorzystuje tchórzostwo zachodnich społeczeństw, perfidnie podsycane przez rozmaite rosyjskie agentury, dla stworzenia kapitulanckiej atmosfery i to w sytuacji ponoszonych przez Rosję porażek na froncie.

Ewentualne użycie broni nuklearnej na Ukrainie może, ale nie musi spowodować rezygnację z ukraińskiego oporu, daje natomiast powód do zastosowania innych aniżeli dotychczasowe sankcje metod karania Rosji, jak choćby cios odwetowy na wybrany punkt, ważny strategicznie.

Hałas, jaki wywołują rosyjskie pogróżki, jest sam w sobie celem, dąży do spotęgowania nastrojów paniki i szukania ratunku w negocjacjach. Ostatecznie zachodowi większy czy mniejszy zasięg rosyjskich wpływów we wschodniej Europie nie wadzi. Wprawdzie ryzyko realnego użycia sił masowej zagłady jest najwyżej pół na pół, ale dla tak małej sprawy nie warto nawet i takiego ryzyka podejmować. I o to tylko chodzi Putinowi, tym bardziej że takim rozumowaniem posługują się jego zachodni sojusznicy, czy wręcz agenci.

Za konfliktem rosyjsko ukraińskim kryją się jednak sprawy znacznie większej skali.

Po pierwsze: dla Niemiec – utrzymanie stanu równowagi w układzie z Rosją, polegającym na podporządkowaniu Kremlowi strefy buforowej złożonej z Ukrainy i Białorusi, zaś Niemcom – Polski, krajów bałtyckich, Rumunii, a nie wykluczone, że i Węgier. Stąd taka zawziętość w zwalczaniu wszelkich przejawów niezależności ze strony tych krajów.

Ten układ to nic nowego, szykowany był jeszcze za PRL, a szczególnie za rządów Rakowskiego z pogróżką „zaorania stoczni” włącznie. I dla Niemiec i dla Rosji była to znakomita okazja do wspólnego odegrania roli w rozgrywce światowej na zasadzie Orwellowskiej „trzeciej siły”. Swoisty bunt krajów szukających większego znaczenia aniżeli przypisane im zmową moskiewsko-berlińską niweczy możliwość zrealizowania tego planu.

Po drugie: jest w tym też i okazja do powrotu amerykańskiej obecności w Europie. Wymaga to jednak znacznie większego wysiłku aniżeli okazywana obecnie pomoc Ukrainie. Trzeba przede wszystkim stworzyć warunki dla uniezależnienia się krajów Europy środkowej od Niemiec, a to wymaga zarówno inwestycji jak i zorganizowania partnerstwa handlowego w miejsce choćby części obrotów z Niemcami.

Zachodzi obawa, że Bidenowi wystarczy porażka Putina i otwarcie możliwości na ewentualne partnerstwo rosyjskie, lub niemieckie, a może obu równocześnie. Należy mieć na uwadze, że partnerstwo rosyjskie dla USA, obok korzyści, niesie też ryzyko włączenia do nieuchronnego konfliktu rosyjsko-chińskiego nie tylko w odniesieniu do stanu posiadania na Syberii. W konsekwencji zarysowuje się powrót na drogę rosyjsko-niemiecką w nieco zmienionej formie.

Jak już o tym pisałem, w USA nie istnieje stały kanon imperialnej polityki, partnerów poszukuje się w zależności od preferencji rządzącej w określonym momencie frakcji. Jednakże dla Europy taki stan rzeczy oznacza kontynuowanie, może nawet z większym natężeniem, redukcji jej znaczenia we wszystkich istotnych elementach międzynarodowych stosunków, a szczególnie gospodarki, siły militarnej i wpływów politycznych.

Niebagatelny wpływ ma na ten stan totalny niewypał z aktualnym formowaniem UE. Podporządkowana Niemcom unijna gospodarka obsługuje głównie ich eksport, stanowiący 40% wartości niemieckiego PKB. Cały ten proces hamuje rozwój autonomicznej wytwórczości w krajach unijnych.

Polska jest tego klasycznym przykładem, ale też i inne kraje europejskie mają duży udział w niemieckim eksporcie. Nietrudno się zorientować kto zgarnia zyski z tego procederu, opisywałem to już na przykładzie polskich dostawców elementów składowych niemieckich produktów eksportowych. A przecież obok profitów finansowych ten stan wywołuje niemiecki dyktat polityczny.

Zadekretowana przez Niemcy jest też słabość militarna UE, mimo, że łączny jej budżet wojskowy przekracza 200 mld euro rocznie, to realnie ustępują Rosji, której budżet wojskowy jest poniżej 1/3 unijnego.

Sytuacja pod tym względem jest po prostu haniebna; związek łączący pół miliarda ludzi z dochodem niemal dziesięciokrotnie większym, trzęsie się ze strachu przed krajem stuczterdziestomilionowym, nie mogącym sobie poradzić z ubożuchną Ukrainą.

Politycznie, szczególnie po wyborach we Włoszech i wcześniejszej ucieczce brytyjskiej, UE jest skompromitowana i nie ma „twarzy” do występowania jako jedność.

Najgorszy z tego wszystkiego jest upadek moralny przez promocję destrukcji tradycyjnej europejskiej kultury, oferując w zamian totalny nihilizm i najprymitywniejszy styl życia dla „użycia”.

Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka