0 obserwujących
154 notki
166k odsłon
  84   0

Pomiędzy raszyzmem a europeizmem

Piątkowa narada NATO w Ramstein po raz kolejny dowodzi, że nie ma dziś alternatywy dla atlantyzmu.

Podczas spotkania grupy kontaktowej NATO ds. obrony Ukrainy w bazie lotniczej Ramstein nie podjęto decyzji o przekazaniu czołgów Leopard Ukrainie. Głównym hamulcowym okazały się Niemcy, czyli kraj producenta tych czołgów, ale nieuczciwie byłoby mówić, że Niemcy są w Europie w swoim stanowisku samotni. Przywódcy Austrii (nie jest członkiem NATO) z pewnością myślą podobnie, nie zdziwiłoby mnie też, gdyby podobny pogląd przyjmowały Węgry. Jednocześnie pamiętajmy że prezydent Francji Macron regularnie nawiązuje w swoich wypowiedziach do konieczności udzielenia Rosji „gwarancji bezpieczeństwa”.

Potwierdza to po raz kolejny rozdźwięk pomiędzy europeistami a atlantystami. Od ładnych kilku, jak nie kilkunastu lat na zapleczu UE kiełkuje pomysł „europejskiej autonomii strategicznej”. Koncepcja ta polega, w skrócie, na uniezależnieniu Europy, w strategicznie ważnych aspektach (militarnym, energetycznym, gospodarczym) od innych globalnych imperiów, a zwłaszcza od USA. Tymczasem nawet Michał Szułdrzyński wice-redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” zauważył, że „kraje naszego regionu widzą, że ich bezpieczeństwo zależy od USA, a nie od Niemiec, a francusko-niemieckie marzenia o strategicznej autonomii Europy i uniezależnieniu się od USA należy uznać nie tylko za bajki, ale wręcz niebezpieczne dla stabilności regionu majaki”. Jest tak dlatego, że dla tych niebezpiecznych majaków, głównym punktem odniesienie nie jest Rosja, tylko USA. Nie rzecz w tym, by być wstanie samodzielnie obronić się przed Rosją, ale by „uwolnić” się od USA. Nie trzeba nawet jechać na lotnisko do Jasionki by zauważyć czym skończyłoby się „uwolnienie” nas od USA w sytuacji wojny ukraińsko-rosyjskiej. Gdy kończy się polityka słów i gestów, a zaczyna wybuchów i nalotów, państwa zachodnioeuropejskie zachowują się jak dzieci we mgle, a to Stany Zjednoczone kontrolują sytuację.

A przecież istotą raszyzmu jest marzenie o nazwie „Russkij mir”, czyli rosyjski pokój. Chciałoby się powiedzieć za Markiem Budziszem, że ten rosyjski pokój to taki świat, w którym wszystko jest wojną. Gdzie nie liczy się zwykły człowiek, a jakieś zupełnie abstrakcyjne marzenie o rosyjskiej potędze. Etyka rosyjska jest tak odległa od zwykłego humanizmu, nie mówiąc już od liberalnego indywidualizmu, że raszyzmowi bliżej jednak do jakiegoś rodzaju pogańskiej religii, gdzie bogiem jest po prostu kolektywny rosyjski imperializm. Problem w tym, że ani Niemcy ani Francja, tak naprawdę, nie boją się owego „Russkiego miru”. Można mieć wrażenie, że ich zaangażowanie w wojnę wynika z nacisku amerykańskiego oraz presji wewnątrzspołecznej, motywowanej rodzajem humanitarnego obowiązki, a nie z kalkulacji geostrategicznej. Nie wiem, może, wspólnie z innymi krajami Europy Środkowo-Wschodniej, warto byłoby zrobić jakąś kampanię informacyjną, w której przypomniane zostałoby, że NRD to też był swego czasu Russkij mir? Ponoć większość Niemców uważa, że ich przodkowie byli ofiarami Hitlera i nazistów, nie przyswajając, że liczebność samego Wermachtu podchodziła pod 10 mln ludzi, a wyborców NSDAP jeszcze w marcu 1933 było ponad 17 mln (z czasem poparcie rosło). Może nie przyswajają też, że rosyjskie wojsko już stało w Brandenburgii i to całkiem niedawno.

Wygląda na to, że nie jesteśmy już pomiędzy Wschodem i Zachodem. W sytuacji, gdy niemiecko-francuskie serce UE stara się porzucić atlantyzm na rzecz skłonnego do kompromisu z Rosją europeizmu, to Polska i większość Europy Środkowo-Wschodniej, a także Wielka Brytania i Państwa skandynawskie staną się rzecznikiem atlantyzmu w starciu z raszyzmem. Europeiści niech nie przeszkadzają.


Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale