0 obserwujących
170 notek
165k odsłon
  1216   0

Akcja Burza była błędem, ale mówienie o tym, to za mało

„Obłęd ‘44” Piotra Zychowicza jest książką ważną. Jest zbiorem faktów i opinii wskazujących na to, że decyzja o wywołaniu Powstania Warszawskiego była tragiczną pomyłką. Równie ważna jak sama książka jest debata nad nią. Niniejszym okazuje się, że nad kwestią samobójczej (jak się później okazało) współpracy z Rosją Sowiecką w ’43 roku dyskutują liczne rzesze Polaków. To bardzo dobrze, wszak siła państwa bierze się także, a być może przede wszystkim, ze świadomości narodowej ludzi.
 
Legenda
 
Książka Zychowicza uderza w legendę dowódców Armii Krajowej. Autor dowodzi, że byli oni słabymi dowódcami i politykami. Piotr Zaremba jest jednym z tych, którzy odrzucają tezy Zychowicza z całą mocą. Uważa między innymi, że brak aktywności AK byłby „postawieniem się poza narodem”. Rodzi to pytania o rozsądek i zależność, skoro wg Zaremby naród dążył do konfrontacji z Niemcami (co jest dyskusyjne, wydaje się, że większość przede wszystkim chciała przeżyć wojnę i liczyła, że skończy się dobrze), to nie chodziło mu o konfrontacje "bylejaką", ale o konfrontację zwycięską!
 
Ten dojmujący brak zwycięstwa prowokuje do rezygnacji. Tyle ofiar, tyle trudów i efektem jest klęska, jakich w polskich dziejach nie było chyba nigdy wcześniej. Jak w takim razie uniemożliwić powszechną narodową apostazję (a istotnie należy uniemożliwić), która – po takiej klęsce – potencjalnie gdzieś tam majaczy na horyzoncie? Wydaje się, że albo blokując dostęp do prawdy, nie wnikając w szczegóły, trzymając się na poziomie ogólników, czy mitów, albo rozpoczynając zwyczajną walkę z faktami, tak jak choćby red. Piotr Gursztyn, który zdaje się wykrzykiwać, że „wcale nie przegraliśmy!” i że tak naprawdę, to „Powstanie wygrało!”, bo gdyby nie ono, to Polacy w PRL nie mieliby się do czego odwołać. Jakby nie było 1000 lat historii i jakby nie było innych Polaków obok, którym nie podoba się życie pod Rosyjskim butem.
 
Uczyć się!
 
Tymczasem oczywiste stwierdzenie błędów z lat 1939-1945, oprócz złości i demobilizacji u jednych oraz zakłamywania rzeczywistości u drugich, ma potencjalnie także moc mobilizującą. Jeżeli ktoś dostaje 1 z klasówki – a taką ocenę należy wystawić przywódcom AK oraz rządom na uchodźctwie (nie mylić ze społeczeństwem) – to oczywiście, można siąść i płakać, odejść ze szkoły i popaść w narodową apostazję, można też zaprzeczać, wziąć klasówkę i próbować tłumaczyć nauczycielowi, że wcale nie, że w czwartym pytaniu prawidłową odpowiedzią było jednak D, a nie B. Można, ale będzie to tylko kolejna porażka. Najlepszym rozwiązaniem jest po prostu nauka do kolejnego sprawdzianu!
 
Dlatego warto zdać sobie sprawę, że o ile książka Zychowicza jest rzeczywiście publicystyką historyczną, o tyle już wnioski w niej sformułowane są jednoznacznie polityczne. Jest to manifest przeciwko egzotycznym sojuszom, przeciwko prowadzeniu polityki w oparciu o potężnego, ale odległego sojusznika. Wskazuje nam ona też na fakt, że istotą polityki polskiej są jej stosunki z Rosją i Niemcami (dziś dodalibyśmy do tego Ukrainę), a wszystkie inne państwa są w tej grze bohaterami drugoplanowymi.
 
Lider
 
Zychowicz wystawiając (zasadnie) ocenę niedostateczną dowództwu AK i Rządom na uchodźctwie prowokuje nas wszystkich do nauki. Abyśmy – gdy przyjdzie taki moment – byli gotowi do podejmowania lepszych decyzji. Nikt jednak nie jest wstanie sam siebie nauczyć, potrzebny jest ktoś, kto najpierw przekona o popełnionym błędzie, a następnie życzliwie wytłumaczy bardziej skomplikowane kwestie.
 
Tymczasem autor od razu, w zasadzie samym tytułem swojego dzieła, abdykuje z tej roli. Choć tezy „Obłędu ‘44” są w większości dobrze uargumentowane i przekonujące, to książka ta nikogo, z „obozu egzotycznych sojuszników”, nie przekona. Wynika to z faktu jej ostrości, wojowniczości i tego, że autor – jakby był wszechwiedzący – niemal wyłącznie stawia tezy, a nie zadaje pytań. Jasnym dla mnie jest, że młotkowanie inaczej myślących głów zasadniczo nic nie daje. Zychowicz żąda podległości, wpatrywania się jak w obrazek i czerpania z jego mądrości, tymczasem, gdy chce się kogoś przekonać robi się to w inny sposób, bardziej spokojny i wyważony, a przede wszystkim życzliwy.
 
Mądrzy słabeusze
 
Styl książki wskazuje nam, że Piotr Zychowicz wpada w pułapkę, w którą wpadli Ci, na których się powołuje. I Józef Mackiewicz i Władysław Studnicki i niemal wszyscy inni, którzy krytycznie patrzyli na politykę Sikorskiego, Mikołajczyka i Komorowskiego, mieli rację, ale byli bezsilni. Nie znaleźli się nawzajem, nie zorganizowali i nie stworzyli żadnej realnie wpływającej na otoczenie siły. Hrabia Adam Ronikier, gdy próbował zapobiec ukraińskiej rzezi na kresach poprzez utworzenie polskiej samoobrony prosił o zgodę Delegaturę Rządu, a gdy ta mu tej zgody odmówiła, skończyła się i jego próba.
 
Nawet gen. Kazimierz Sosnkowski, który został – po śmierci Sikorskiego – Wodzem Naczelnym, znany jest głównie z krytyki decyzji podjętych przez swoich podwładnych, co dowodzi tylko, proszę wybaczyć, że mieli go gdzieś. Przecież fakt, że gen. Tatar był zastępcą właśnie Naczelnego Wodza i fakt, że to Sosnkowski wysłał do Warszawy Okulickiego ociera się o groteskę.
 
Zgadzam się z Piotrem Zychowiczem, że Akcja Burza i Powstanie Warszawskie wystawiają nienajlepsze świadectwo przywódcom Państwa Podziemnego, niemniej równie bolesny jest fakt, że „ci, którzy mieli rację” nieustannie występowali w roli petentów i krytyków, a nie realizatorów własnych koncepcji. A niebyli takimi realizatorami, ponieważ byli SAMI, a co za tym idzie byli SŁABI. Nie mieli zasobów, ludzi, pieniędzy. Nie mogli nic zrobić, oprócz gadania, pisania i umierania z poczuciem, że byliby lepsi. Nie warto iść tą drogą.
Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura