Blog
Piotr Skwieciński
32 obserwujących 34 notki 84968 odsłon
Piotr Skwieciński, 1 września 2011 r.

Ariadny Rokossowskiej przypadki rodzinne

10161 6 0 A A A

Wyjątkowo, po odczekaniu dłuższego czasu, udostępniam tu dwa teksty pisane gdzie indziej - pochodzące z zamknietych (płatnych) wydań - z "UważamRze" i z "Plusa-Minusa". 

 

Ariadny Rokossowskiej przypadki rodzinne

 

 

Latem 1944 roku przez zajętą przez Armię Czerwoną Polskę jechało na front dwóch młodych podporuczników. Starszy Wil Kubasow (imię Wil to skrót od „Władimir Ilicz Lenin”) i młodszy Lew (o tym w latach 40. w rodzinie się nie mówiło, ale nazwany tak na cześć Trockiego) byli braćmi. Jechali z ojcem – generałem. Obaj właśnie ukończyli szkołę oficerską, obaj mieli przydział na 2 Front Białoruski.

W jakiejś wiosce zatrzymał ich polski posterunek. O sytuacji na wyzwolonych terenach ani bracia, ani ich ojciec nie wiedzieli nic, spokojnie więc zatrzymali się i wysiedli z samochodu.

Co okazało się błędem, bo Polacy byli nie berlingowcami, tylko partyzantami AK. Rozbroili i zatrzymali oficerów. Lew próbował uciekać, dostał w nogę. Generała i podporuczników akowcy związali i zamknęli w piwnicy, zapowiadając że rano ich rozstrzelają.

Nocą uwolnili ich miejscowi chłopi. Nie z miłości do ojczyzny proletariatu – po prostu bali się represji, które spadłyby na wioskę, gdyby Rosjanie dowiedzieli się że zabito w niej radzieckiego generała. Wil z ojcem przez całą noc nieśli rannego Lowkę na ramionach, aż w końcu trafili na radziecki oddział.

Polscy chłopi, którzy uratowali oficerów, nieświadomie uratowali przed przecięciem zdumiewający, wielopokoleniowy łańcuch rosyjsko-polski.

 

Rob Roy

 

Grubo przed I wojną z Łodzi lub Piotrkowa do Petersburga przyjechał młody szewc, Roman Bugajski. Przyjechał do Rosji, tak jak wielu Polaków z Priwislenija, za robotą. Zamieszkał w pensjonacie, prowadzonym przez Polkę.

Właścicielka była wdową. Miała kilka córek.

Bugajski zakochał się w jednej z nich. I tak jak nakazywał obyczaj, napisał do matki w Łodzi czy w Warszawie list. Że kocha rosyjską Polkę, i prosi o błogosławieństwo.

„Rosyjska Polka to nie jest prawdziwa Polka. Przyjedź do domu, znajdź sobie tutaj prawdziwą Polkę. A jak nie, to nie pokazuj mi się już nigdy na oczy” – odpowiedziała matka. A w dawnym świecie takie słowa nie bywały metaforą. Ludzie byli konsekwentni.

Roman Bugajski wiedział o tym. I już nigdy w życiu nie zobaczył matki. Bo bez jej błogosławieństwa ożenił się z piękną Polką z Pitra.

Mniej więcej w tym samym czasie w Warszawie, w mieszanej polsko-rosyjskiej rodzinie, szlacheckiej z obu stron, urodził się Konstanty Rokossowski. Skądinąd prawnuk ułana księcia Józefa, który w 1812 roku zdobywał Moskwę.

W 1914 roku, z przyczyn do dziś niejasnych (czy dało o sobie znać rosyjskie pochodzenie matki? Czy dominujące wtedy wśród Polaków nastroje antyniemieckie? Czy wreszcie – tak uważa rodzina – zadecydowała po prostu młodzieńcza chęć przygody?) wstąpił ochotniczo do 5 Kargopolskiego Pułku Dragonów.

W jego składzie walczył przez całą, przegraną przez Rosję wojnę. Dwukrotnie ranny, trzy razy odznaczony Krzyżem Świętego Jerzego, awansowany. W czasie rewolucji staje po stronie bolszewików.

A przez cały czas nosił z sobą książeczkę, którą zabrał z sobą z domu w 1914 roku – bijącą wtedy rekordy popularności wśród nastoletnich chłopców przygodową powieść „Rob Roy” Waltera Scotta. Po polsku. Ta książka do dziś pozostaje w posiadaniu jego potomków.

Zdolny oficer robi w latach 20. karierę. Na granicy z Mongolią poznaje Julię Barminę – córkę rodziny syberyjskich kupców. Jej brat walczył po stronie białych, najpierw u Kołczaka, potem w kozackich oddziałach atamana Siemionowa.

Julia jest piękna i wykształcona, zna kilka języków. Chce wyjść za Konstantego i wychodzi, mimo motywowanego politycznie sprzeciwu rodziny. Pracuje jako nauczycielka gimnazjalna. Kocha mity greckie, i kiedy urodzi jej się córka, nazwie ją Ariadna.

W tychże latach 20. Bugajscy przeprowadzają się z Petersburga, który jest już Leningradem, do Moskwy. Pan Roman dobrze daje sobie radę, żyją jak na ówczesną radziecką miarę w dostatku. Nie ukrywają polskości, co więcej – regularnie chodzą do kościoła. Rodzi im się córka - Helena.

 

Straszne czasy pokoju

 

Carski generał Paweł Michajłowicz Okuniew już dawno stracił pierwszą żonę – Polkę z Litwy, Eugenię Niesiołowską. Miał z nią dwóch synów, a teraz jest żonaty powtórnie, tym razem ze szlachcianką rosyjską.

Okuniewowie to stary ród. Syn generała Igor jest uzdolniony plastycznie, chciałby zostać malarzem. Ale akademia nie dla niego. Okuniewowie są liszeńcami – czyli jako przedstawiciele „klas wyzyskujących” są pozbawieni szeregu praw, w tym do wyższego wykształcenia. Igor zostaje szoferem, jego młodszy brat – kierowcą trolejbusu.

Może być jeszcze gorzej. W 1937 roku generał Okuniew, jego brat i kuzyni zostają aresztowani i rozstrzelani. Jego druga żona ma szczęście – zostaje tylko wyrzucona z Moskwy, nie może mieszkać bliżej niż 100 kilometrów od stolicy. Ale żyje.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @Autor Zapomniałem napisać - to jest oczywiście mój tekst z "Plusa-Minusa"...
  • @BUFON To racja. Rosjanie rzeczywiście pogrążają się w spiskowym widzeniu świata. Rosja...
  • Nic dziwnego Nikt, kto trochę zna Rosję, nie zdziwi się tymi wynikami. Polska naprawdę...

Tematy w dziale Kultura