W XX wieku byliśmy świadkami niespotykanych dotąd zmian demograficznych. Po raz pierwszy w historii, liczba ludności świata w ciągu jednego wieku wzrosła niemal czterokrotnie: z około 1,5 miliarda w 1901 roku, do około 6 miliardów w chwili obecnej. (...) W szerszej perspektywie wydawać się może, że człowiekowi udaje się pokonywać śmierć i biedę, które nieustannie towarzyszyły jego przodkom. Wskaźniki umieralności dzieci spadły, spodziewana długość życia podwoiła się lub potroiła i w rezultacie więcej ludzi niż kiedykolwiek wcześniej może się cieszyć ziemskim życiem.Tymczasem nie widać prawie żadnych oznak radości.
To zdumiewające, że takie osiągnięcie przechodzi zupełnie niezauważone. Zamiast tego słyszymy tylko, że planeta jest na skraju katastrofy, a przyczyną takiego stanu rzeczy jest wciąż rosnąca liczba ludności. Na ironię zakrawa fakt, że wielu działaczy na rzecz ochrony środowiska za wskaźnik o wiele bardziej pozytywny uważa wzrost liczby chronionych gatunków zwierząt, aniżeli tak ogromny wzrost liczby ludności, będący - ich zdaniem - zwiastunem katastrofy ekologicznej. Także wielu ekonomistów zazwyczaj postrzega wzrost produkcji stali lub narodziny dodatkowego cielaka, jako pozytywny wkład do Produktu Krajowego Brutto, ale za to narodziny kolejnego człowieka mają ich zdaniem negatywny wpływ na wzrost PKB.
104
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze