„Sztuka pisania polega na tym, żeby treść i forma były nieoddzielne.” – to własna opinia pana Krzysztofa.
Ostatnio w Salonie przykład takiego stylu à rebours daje właśnie on sam.
Jego wydumane spekulacje pozbawione są logiki. Jezus na podstawie pana Krzysztofa, własnego widzimisię jest miotany od prawa do lewa. Służy do uzasadniania karkołomnych tez, często wywodzonych ze stereotypów i nieuprawnionych, wycinkowych interpretacji tekstów całkowicie wyjętych z pełnego kontekstu.
Pan Krzysztof, który specyficzną formę obliczoną na z góry założoną pointę wypełnia lawiną absolutnie bezsensownych konstatacji, twierdzeń, analogii i wniosków, wiodących w kierunku zawczasu ustalonym, wydaje się niczym ewangelista gnostycki ukrywać przed czytelnikiem samo sedno. Jądro wokół którego wiruje on sam z wariantowym Jezusem, buddyzmem, gnostykami, Kuźnica Kołłątajowską, paradą gejowską i bóg jeden jeszcze wie z czym.
Pan Krzysztof wesoło i beztrosko pomyka, wmieszany w paradę gejowską, z płonącym krzyżem w dłoni, zdjęciem Jezusa na odwrocie jarmarcznego lusterka, zwieńczywszy beretem towarzysza Che swoją, wprawdzie łysą, ale mądrą dotychczas głowę.
Ciekawe z czego wynika efekciarstwo pana Krzysztofa, jaką swoją skazę ukrywa? Co chce zasłonić Jezusem, z którego w ostatnich swoich wątkach zrobił pajaca. Jak sam mówi lubi interpretacje psychologiczne. Ciekawe jak mógłby wyjaśnić do czego potrzebny mu Jezus, skoro w wątku o nudnej prawicy subtelnie, ale już bardzo zdecydowanie w tym, w którym zastanawia się, czy Jezus należy do prawicy, czy lewicy - kończy w ramionach gejów?
W wątku „Lewica jest ciekawsza” pan Krzysztof pisze:
Trzeba mieć w jakimś przetrwalniku radykalne pomysły obyczajowe Krytyki Politycznej - bo mogą się okazać przyszłością rodzaju ludzkiego. To też o pedałach?
Czy mistrz przyjął strategię olśniewania ludzi sprawnością języka, który imponująco funkcjonuje bez ujawnienia zbyt głębokich treści? Czy może w kolejnym wątku powie prosto z mostu o co mu chodzi i zostawi Jezusa w spokoju. Po co mu ta święta proteza?
Pan Krzysztof uważa się za pisarza. Słusznie. Sądzi, że „kalectwo to skarb dla pisarza, ale pod warunkiem, że je wykorzysta trudniej - w rozwijaniu współczucia aby pozyskać większą wiedzę o człowieku. Wszyscy jesteśmy skazani na zagładę, ból, na rozczarowania. Kto cierpi bardziej ten więcej wie o ludzkim losie. Jest to także pogląd Tomasza Manna: sztuka wyrasta z choroby.”
Jakie tematy trudne, pełne bólu, wymagające współczucia za pomocą skarbu kalectwa (jakiego) pan Krzysztof chce nam przekazać?
Dziś napisał kolejny tekst. Ten zaczyna się od razu od parady gejów, i nosi tytuł: „Ucieczka z okopów św. Trójcy". Blogerka Venissa podsumowuje watek tak oto:
---
„Bardzo ciekawy tekst Pan napisał, a szczególnie intrygująco brzmi tytuł: "Ucieczka z okopów św. Trójcy":)
Uruchamiając myślenie psychoanalityczne można by to przetłumaczyć następująco:
Ucieczka od Boga, ucieczka od ojca (biologicznego), ucieczka od integracji (jedności), ucieczka od harmonii, ucieczka od tożsamości (w przypadku mężczyzn - ucieczka od tożsamości męskiej, czyli negacja swojej płci). To jest moje rozumienie liczby "3", oparte nie na przeintelektualizowanym subiektywizmie, tylko na podstawie doświadczeń zawodowych:)
Czytelnik może sobie teraz dopowiedzieć, do czego Pan namawia:)Do ucieczki od czego?:)”
---
Wygląda na to, że pan Krzysztof znalazł się w granicznym punkcie swojego życia.
Nie jestem psychoanalitykiem ale spodziewam się niedługo ważnej, osobistej deklaracji pana Krzysztofa.
„ To zrozumiałe, bo ze słów Jezusa można wyprowadzić program całkowitego wyzwolenia jednostki przez odrzucenie tłumienia popędów i tłumionej wiedzy o sobie.”
Czy to Jezus wskaże mu drogę? Który z powołanych przez niego ostatnio do życia?
Panie Krzysztofie – trzymam za pana kciuki.
2009-06-29 23:24



Komentarze
Pokaż komentarze (7)