Palące kabulskie słońce 15 sierpnia 2021 roku nie mogło dorównać gorączce, której fala ogarnęła miasto. Wojska NATO opuszczały Kabul nieomal w panice, a wielu Afgańczyków robiło, co mogło, żeby tylko odjechać wraz z nimi.
Pamiętam, co czułam w tamten dzień i jak z wypiekami na twarzy śledziłam wydarzenia na X. Do dziś czuję w sobie tamto rozgoryczenie – największe światowe mocarstwo wycofuje się z Kabulu ot tak, w pośpiechu, bezładnie, bez sensu, w ten jeden tylko dzień kreując bezmiar nieszczęść. A tak wielu Afgańczyków łudziło się, że ich ojczyzna powoli ewoluuje w kraj ludzi wolnych.
Dzień, w którym padł Kabul
– Tak, to było wielkie rozczarowanie – przyznaje Daud (imię zmienione), podpułkownik Afgańskich Sił Powietrznych w okresie wojny Ameryki i NATO z terrorystami. – Ewakuacja chaotyczna, pośpieszna i haniebna.
Sytuacja zaskoczyła nie tylko wielu obserwatorów na całym świecie, ale również afgańskich wojskowych, którzy ściśle współpracowali z Amerykanami i wojskami NATO.
– Z ręką na sercu, nigdy bym nie przypuszczał, że USA odda cały Afganistan. Osobiście przewidywałem, że zostanie wdrożone jakiegoś rodzaju porozumienie pokojowe – dodaje Daud.

Daud to jeden z wielu afgańskich oficerów, którzy współpracowali z siłami zachodnimi podczas wojny z terrorystami, lecz nagle zostali pozostawieni na łasce losu. Dlaczego Daud nie wyjechał tamtego dnia, 15 sierpnia cztery lata temu?
– Decyzje o procesie ewakuacji leżały w rękach Amerykanów i skorumpowanych Afgańczyków. Wiele osób opuściło Afganistan na fałszywych papierach. 80% spośród ewakuowanych przez Amerykanów miało sfałszowane dokumenty, dlatego zresztą Trump zamroził ten proces – mówi Daud.
Gdy jego żona i ośmioletni synek znajdowali się w bezpiecznym miejscu daleko od Kabulu, Daud był w samym środku wydarzeń, pomagał tym, którzy usiłowali uciec przed nadciągającym reżimem.
– Zawsze byłem i nadal jestem szczerym patriotą i nigdy nawet nie brałem pod uwagę możliwości uchodźstwa. W dniu, w którym padł Kabul, znajdowałem się na lotnisku, z którego afgańscy piloci uciekali swoimi samolotami do Tadżykistanu i Uzbekistanu, sam jednak postanowiłem nie wyjeżdżać. Z jeszcze innym oficerem, który obecnie jest już w USA, zabezpieczaliśmy okolicę, ponieważ żołnierze już pouciekali. Przed rokiem 2021 nawet na myśl mi nie przyszło staranie się o wyjazd, nigdy nie planowałem opuszczać kraju. Lecz okoliczności ułożyły się inaczej i teraz nie mam innego wyboru, jak tylko wyjechać – mówi.
Gdy obserwowałam tragiczne wydarzenia 15 sierpnia 2021 roku, zdawałam sobie sprawę z tego, że to administracja amerykańska pod koniec lat siedemdziesiątych przyczyniła się do rozwoju grup dżihadystycznych w Afganistanie, najpierw wspierając ugrupowania islamistyczne w Iranie, następnie patrząc, jak przenikają one do Afganistanu, by wreszcie wykorzystać je w swoim pojedynku z Sowietami1. Klęska Sowietów w Afganistanie stanowiła istotny czynnik w demontowaniu komunistycznego imperium, co przyniosło wolność wielu narodom, z największym trudem egzystującym pod sowieckim jarzmem. Lecz cenę za to zapłacił Afganistan.
Modernizowanie Afganistanu
U progu XX wieku w tym środkowoazjatyckim narodzie, składającym się z ponad trzydziestu etnosów2, rozpoczął się proces modernizacji. Emir Habibullah Chan, rządzący w latach 1901 – 1919, dołożył starań, aby sprowadzić do swojego kraju nowoczesną medycynę i technologię, zainicjował też pewne postępowe reformy, a także powołał do istnienia Liceum Habibia (Hababiya High School), którego absolwenci mieli stanowić od tamtej pory elity rządzące Afganistanu, oraz akademię wojskową.

Lecz dopiero jego następca, król Amanullah Chan, przyśpieszył proces radykalnych reform. Wprowadzana przez niego modernizacja podążała za wzorcami zachodnimi, obejmując szeroki zakres obszarów, od polityki przez prawo, oświatę i administrację aż po kulturę. Utworzył wiele szkół w całym kraju wprowadził obowiązkowe kształcenie podstawowe (w szkołach zatrudniano francuskich nauczycieli) i utorował drogę dla edukacji kobiet. Wysyłał nawet młodych Afgańczyków na uczelnie zagraniczne, jak na przykład grupa dziewcząt wysłana na studia medyczne do Iranu. Jego radykalne reformy (w tym zmiana tradycjonalistycznych zasad dotyczących ubioru i zniesienie obowiązku zasłaniania twarzy przez kobiety) wywołały gwałtowne reakcje wśród konserwatywnie nastawionego społeczeństwa. Kolejni rządzący znieśli wiele spośród tych reform, część była jednak kontynuowana. W roku 1931 utworzono Uniwersytet w Kabulu.
Po pierwszej wojnie światowej Afganistan stał się obszarem Wielkiej Gry pomiędzy Wielką Brytanią a Związkiem Sowieckim, a wpływy tych dwóch rywalizujących potęg sprzyjały dalszej modernizacji, która ponownie przyśpieszyła w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych3 i była w pewnym stopniu kontynuowana pomimo zaciekłych konfliktów wewnętrznych.



Lata pięćdziesiąte. Źródło: Domena publiczna

Lata pięćdziesiąte. Źródło: Domena publiczna

Zajęcia na Uniwersytecie w Kabulu w latach sześćdziesiątych, kadr z materiału filmowego do obejrzenia na X

Powyżej kadr z filmiku, jaki można obejrzeć na YouTube, obrazującego proces modernizacji i westernizacji Afganistanu.
Na początku lat osiemdziesiątych premier Babrak Karmal zapoczątkował szereg dalszych reform demokratycznych, takich jak świeckie państwo, wolność słowa czy równouprawnienie kobiet. Ponieważ jednak cieszył się poparciem Związku Sowieckiego, Ameryka postanowiła wesprzeć tradycjonalistycznie nastawionych mudżahedinów. I choć wielu z nich walczyło później przeciwko konserwatywnym talibom, którzy zajęli Kabul w 1996 roku, reformy zostały wstrzymane, a wkrótce potem unieważnione.
Przyszedł 11 września, a następnie polowanie wojsk NATO na terrorystów w ich afgańskich kryjówkach. Talibowie musieli się wycofać przed kolejną falą reform w stylu zachodnim. Moja znajoma Agnieszka Wójcik (obecnie nosi już inne nazwisko, po mężu, i znów jest gdzieś daleko), artysta plastyk, odwiedziła wówczas Afganistan – organizowała warsztaty dla Afganek zainteresowanych pracą twórczą, samej też się od nich ucząc. Pamiętam, jak opowiadała o ich lęku przed częstymi zamachami terrorystycznymi i przed powrotem talibów, którzy zaszyli się w Kandaharze na południu kraju.

Jeszcze kilka lat temu kobietom i dziewczynkom w Afganistanie wolno było nie tylko normalnie się odzywać, ale i śpiewać (na zdjęciu kadr z występu orkiestry i chóru Narodowego Instytutu Muzyki w Afganistanie, Z chwilą przejęcia władzy przez talibów ewakuował się on do Portugalii). Dziś nie tylko nie wolno im się odzywać, ale i chodzić do szkoły.
Fiasko
Dwadzieścia lat bezpośredniej obecności Zachodu w Afganistanie – i nic z tego nie wyszło. Dlaczego?
– Przez całe trzysta lat naszej historii żadna istotna zmiana – czy to pozytywna, czy negatywna – nie nastąpiła niezależnie od wpływów zewnętrznych – zauważa Daud.
Wykształcony, inteligentny podpułkownik może się poszczycić wyjątkowo analitycznym umysłem.
– Wśród społeczeństwa przeważa nastawienie, które upoważnia rządzących do dyktowania obywatelom, jak mają żyć, co obejmuje również sprawy tak prywatne jak ubiór małżonki. Aby można mówić o przemianach w stronę autentycznej demokracji, społeczeństwo musiałoby zacząć kultywować świadomość i krytyczne spojrzenie. Tymczasem nadal dominują głęboko zakorzenione wpływy religijne i dopóki społeczeństwo nie wyzwoli się z ich uścisku, reżimy autorytarne będą nadal sprawować kontrolę.
Mimo to dwadzieścia lat – całe jedno pokolenie – wydaje się czasem dostatecznie długim, aby zmienić to nastawienie, a przynajmniej wykreować elity, które kontynuowałyby proces zainicjowany przed ponad stu laty.
Daud ma własną teorię: Amerykanie postawili na złego konia, lekceważąc sympatie Afgańczyków.
– Zdecydowanie uważam, że USA powinny były zbudować silniejszy system rządowy i umożliwić przejęcie rządów samym Afgańczykom – tym, którzy dorastali w tym kraju i posiadają odpowiednie zdolności. Tymczasem USA konsekwentnie stawiały na osoby skorumpowane, na ludzi, którzy nie cieszą się zaufaniem i nie mają żadnego poważania w społeczeństwie.
Dobrym przykładem może być pewien młody człowiek – Hamdullah Mohib.
– Skończył jakiś uniwersytet w Wielkiej Brytanii, później przez dwa lata był sekretarzem u wysokiej rangi urzędnika, następnie mianowano go ambasadorem Afganistanu w USA, potem zaś został doradcą do spraw bezpieczeństwa narodowego. Awansując w tak szybkim tempie, bez żadnej konkretnej wiedzy ani doświadczenia, wtrącał się w zasadzie w sprawy każdego z ministerstw odpowiedzialnych za bezpieczeństwo kraju i nieomal rozmontował całą strukturę militarną. To tylko jeden skromny przykład błędów, które popełniono – mówi Daud,
Według globalnego wskaźnika szczęścia dzisiejsi mieszkańcy Afganistanu są najbardziej nieszczęśliwymi ludźmi na świecie.

Podpułkownik Daud wysoko ceni uczciwość i etyczne postępowanie, starając się żyć zgodnie z tymi wartościami.
– Za poprzedniego, mocno skorumpowanego rządu afgańskiego piastowałem wysokie stanowisko, wymagające szczególnych kwalifikacji, lecz nigdy nie pozwoliłem sobie na korupcję, ponieważ swoje człowieczeństwo cenię wyżej niż pieniądze.
Jest żonaty od dwunastu lat i ma jednego syna, co jest ewenementem w Afganistanie, w którego kulturze posiadanie licznego potomstwa jest przedmiotem podziwu i dumy.
– Uważam, że szczodrobliwe serce może odczuwać radość rodzicielstwa dzięki każdemu dziecku na świecie, a zamiast samemu mieć wiele dzieci, możemy pomagać dzieciom osieroconym czy w trudnej sytuacji.
Przez cały okres swojej służby wojskowej Daud regularnie przeznaczał część zarobków na wsparcie dla pracujących dzieci i jak mówi, dawało mu to głęboką satysfakcję.
Pracujące dzieci Afganistanu
– Tak, praca dzieci jest w Afganistanie niestety czymś powszechnym, co zawsze mnie głęboko poruszało – mówi Daud. – Dzieci pracują na budowach, w cegielniach, transportują wózkami ciężkie ładunki, pracują nawet w kopalniach. Na przestrzeni lat ukazało się też kilka raportów dokumentujących seksualne wykorzystywanie pracujących dzieci.
Pracę dzieci Daud zna też z autopsji, za pierwszego okresu talibów, gdy był jeszcze dzieckiem, musiał pracować.
– Mój ojciec znalazł się na celowniku, a jego historia powtarza się teraz w moim życiu. W tamtym więc okresie również pracowałem. Dlatego zawsze odczuwam głęboką empatię dla pracujących dzieci.
Konieczność utrzymywania własnych rodzin to nie jedyne brzemię na barkach afgańskich dzieci. Aż 3,2 miliona spośród nich cierpi skrajne niedożywienie, zbyt wiele umiera z głodu. Widmo głodu zawisło nad Afganistanem. Afgańskie kobiety żebrzą na ulicach, by ocalić swoje dzieci przed śmiercią głodową4.
– Są skazane na żebranie o żywność, tymczasem z nieba nie spadają żadne ładunki z pomocą humanitarną z Chin czy krajów arabskich, a tu na dole ich wołania o pomoc nikt nie słucha. Świat patrzy, milcząco i obojętnie, co jest jaskrawą oznaką globalnej hipokryzji, gdy w tym samym czasie rozbrzmiewają głosy oburzenia z powodu głodu w Gazie, wynikające niekoniecznie z ludzkich odruchów czy z troski o dzieci, ale z wrogości do Izraela – uważa Daud.
Jako siedmioletni chłopiec Daud musiał utrzymywać całą rodzinę. Każdego ranka szedł na piechotę siedem kilometrów do swojego sklepiku, w którym sprzedawał części samochodowe i benzynę. Choć w okolicy znajdowało się wiele podobnych sklepików, jego przychód bywał zazwyczaj wyższy.
Mam nadzieję, że pewnego dnia będziemy mieli okazję o tym przeczytać – Daud zaczął pisać książkę o swoich dziecięcych doświadczeniach, jeszcze jej jednak nie skończył.
– Mój umysł nie jest w tej chwili spokojny.
Poczekajmy więc na dokończenie jego książki, kiedy już wraz z rodziną znajdzie się w bezpiecznym miejscu.
Niebezpieczeństwo
Położenie Dauda jest niewesołe. Jest ścigany.
– Oni nie żartują. Codziennie słyszymy o kolejnych zabitych oficerach – mówi Daud.
Bezpieczna kryjówka to więc sprawa z gatunku być albo nie być. Daud mieszka w ukryciu wraz z żoną i synem oraz z rodzicami, którym odebrano ich dom, z dwiema siostrami i z dwoma braćmi wraz z rodzinami. Obydwaj jego bracia też służyli w wojsku i ich sytuacja jest również nie do pozazdroszczenia.
– Jednego z moich braci uwięzili i torturowali przez pół roku.
Daud jest w jeszcze większym niebezpieczeństwie niż bracia.
– Należałem do kluczowego grona planującego ataki powietrzne na terrorystów.
Jego odważny brat zbiegł do Iranu pod fałszywym nazwiskiem, z paszportem, o który postarał się ich ojciec, lecz wydalono go z Iranu.
– Nie ma szans na azyl, ponieważ nigdy nie służył razem z zagranicznymi wojskami. Ale gdyby choć jeden z nas był w bezpieczniejszym położeniu, nie znajdowalibyśmy się dziś w tak katastrofalnej sytuacji.
Poczynając od tamtego pamiętnego sierpnia 2021 roku, w oczekiwaniu na rozpatrzenie swoich wniosków azylowych w USA i w Wielkiej Brytanii, Daud żyje z dnia na dzień. W styczniu 2025 roku ich nadzieje przekreśliła decyzja Trumpa o zawieszeniu programu azylowego. Daud ją rozumie, zdaje sobie sprawę, ilu Afgańczyków wjechało do USA na fałszywych papierach. Jednak rozczarowanie jest wielkie, ponieważ sprawa przenosin do Stanów Zjednoczonych była już bliska finalizacji. Teraz wskutek wysokich kosztów wynajmu rodzinie grozi utrata bezpiecznej kryjówki.
– Bezdomność wystawiłaby mnie bezpośrednio na łup. Od miesięcy nie mogę opuszczać kryjówki, a syn od czterech lat nie chodzi do szkoły.
Kosztowna kryjówka to nie jedyny problem. Muszą coś jeść, płacić za wodę i prąd, kupować leki i artykuły niezbędne do życia. Bywają dni, gdy w domu nie ma złamanego grosza. Emeryci i weterani zostali pozbawieni swoich comiesięcznych wypłat, ojciec Dauda od czterech lat nie otrzymuje należnej emerytury. W Afganistanie, gdzie wiele osób cierpi głód, ceny nie są zbyt niskie i nie ma pracy. Zresztą nie mogąc opuszczać kryjówki, Daud nie jest w stanie zarabiać na utrzymanie.
Rodzina
Dwunastoletni syn Dauda tęskni za szkołą.
– Chciałby wychodzić na dwór i bawić się z kolegami, ale nie może. Pomagam mu więc w domu w nauce angielskiego, matematyki i umiejętności komputerowych. Sam zresztą już od 2021 roku też uczę się angielskiego w domu na zasadzie samokształcenia.
Pracując ramię w ramię z pilotami i personelem wojskowym z USA, Wielkiej Brytanii i Australii, Daud nie znał angielskiego.
– Korzystaliśmy z pomocy tłumaczy.
Uczenie się i nauczanie, matematyka i języki – to jakby rodzinne dziedzictwo. Ojciec Dauda jest emerytowanym nauczycielem, a w zasadzie – ideałem nauczyciela, z pięćdziesięcioletnim doświadczeniem pracy na pełnym etacie w afgańskich szkołach. Dziś starszy pan nawet nie ma gdzie mieszkać, nowa władza odebrała mu dom.
– W czasach, gdy pracował, potajemnie utworzył domową szkołę dla dziewcząt, ponieważ nie wolno im było wtedy uczęszczać do zwykłych szkół. Był za to ścigany, musiał uciekać i ukrywać się – wspomina Daud.
To właśnie wtedy siedmioletni Daud jako najstarszy syn musiał podjąć się roli żywiciela rodziny.
– Dziś ojciec ma osiemdziesiąt trzy lata i wciąż nie może pogodzić się z tym, że dziewczętom znów odebrano prawo do edukacji. To człowiek honoru, o wyjątkowych, humanistycznych zasadach i wiele się od niego nauczyłem. Zawsze wpajał mi uczciwość i to, że muszę pozostawać człowiekiem nawet wtedy, gdy świat pogrąża się w chaosie.
Poza dwoma braćmi Daud ma też cztery siostry. Niedawno najstarsza z nich5, pracująca jako krawcowa i naprawdę biedna, zapłaciła za badania lekarskie dziewczynki cierpiącej ogromny ból. Przeznaczyła na to pieniądze zarobione za kilka tygodni pracy.
Mama Dauda nigdy nie pracowała poza domem.
– To życzliwa kobieta, która dzień i noc się za mnie modli i płacze nad sytuacją, w jakiej utknąłem.
Żona Dauda zawdzięcza swoje wykształcenie… własnemu mężowi.
– Uczęszczała do szkoły przez cztery lata, nie nauczyła się tam jednak czytać i w końcu porzuciła szkołę. Później zacząłem uczyć ją w domu i dziś potrafi czytać i pisać w naszym języku paszto.
Dla Dauda jego obecne położenie jest szczególnie nie do zniesienia ze względu na niedole, jakie musi cierpieć jego żona.
– Ona też wiedzie wraz ze mną życie niczym więzień polityczny, jak w areszcie domowym. Ta sytuacja bez wątpienia nie przysparza jej radości.
Daud
Parę dni temu, gdy próbowałam skontaktować się z Daudem, przysłał mi zdjęcia swojego… EKG oraz jakichś recept lekarskich.
– Po całych dniach starań w końcu zdołałem sobie zrobić dzisiaj EKG – tłumaczy. – Od kilku dni odczuwam mocny ból w klatce piersiowej, ostry, przeszywający. Nie byłem pewien, czy ma on związek z sercem, czy wynika z jakichś problemów trawiennych.
Na EKG widać pewną arytmię, ale też wykres wydaje się potwierdzać, że nie wynika ona z żadnego poważniejszego problemu kardiologicznego. Lekarz zasugerował, że ból w klatce piersiowej wynika prawdopodobnie ze stresu i niepokoju. Dodał, że potrzebne są dalsze badania, ale nie można wykonać ich na miejscu.
– Ten jeden elektrokardiogram zdołałem uzyskać jedynie dzięki drobiazgowemu planowaniu i dużemu wysiłkowi. Sytuacja z zakwaterowaniem naprawdę źle wpływa na mój stan umysłowy i emocjonalny. Sam wytrzymałbym jeszcze bardziej piekielne warunki, ale nie mogę znieść tego, że moja rodzina znalazła się w takim położeniu.
Myślenie o tym, jak przetrwać jeszcze jeden dzień i jak zapewnić rodzinie codzienny wikt i leki, to niekoniecznie idealne zajęcie dla podpułkownika lotnictwa, prawnika, eksperta z dziedziny stosunków międzynarodowych i charyzmatycznego lidera. Daud, urodzony w okresie władzy mudżahedinów, w latach misji NATO uzyskał licencjat z prawa na Narodowej Akademii Wojskowej w Afganistanie oraz stopień magistra stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Afganistanu, uczelni prywatnej. Następnie pracował na część etatu jako wykładowca nauk politycznych na prywatnym Uniwersytecie Khana-e-Noor w Kabulu, jeżdżąc tam codziennie prosto z pracy, po wykonaniu swoich obowiązków w Afgańskich Siłach Powietrznych.

Fot. Uroczystość rozdania dyplomów na zakończenie studiów Dauda

Fot. Potwierdzenie pracy Dauda jako wykładowcy na wyższej uczelni
Jako członek Narodowej Armii Afganistanu dzięki swojej erudycji i wiedzy szybko zyskiwał na znaczeniu.
– Bez trudu przychodziła mi obrona tego czy innego oficera przed niesprawiedliwym traktowaniem. Ocaliłem też dziesiątki moich kolegów i towarzyszy broni przed śmiertelnymi pułapkami. Możliwości instytucjonalne w Narodowej Armii Afganistanu były ograniczone, a ja dzięki samodzielnej nauce miałem silną podbudowę. Powierzono mi zadanie przygotowywania przemówień dla szefa sztabu i ministra obrony, dzięki czemu zyskałem spore wpływy w tej instytucji. Odzwierciedleniem tego wpływu stał się mój szybki awans na podpułkownika i gdyby nie upadek rządu, byłem na najlepszej drodze, aby stać się młodym generałem.

Pomimo korupcji trawiącej system nigdy jej nie uległ.
– Nigdy nie angażowałem się w nic podejrzanego, zawsze kochałem mój kraj i jego armię.
Podczas wojny z terrorystami Daud służył w afgańskiej armii w dywizji planowania ataków powietrznych, było to w okresie operacji Resolute Support, prowadzonej w Afganistanie przez państwa NATO. Blisko współpracował z pilotami i oficerami z USA, Wielkiej Brytanii i Australii, zatwierdzał tysiące pakietów ataków powietrznych. Lecz od tamtej pamiętnej skwarnej niedzieli 15 sierpnia 2021 roku razem z rodziną musi się ukrywać.
– Odebrano mi dom, a wszystkie zarobione wcześniej pieniądze wydałem na bezpieczne kryjówki i na jedzenie – mówi Daud.
W tej chwili są rozpatrywane jego wnioski o azyl w trzech krajach anglosaskich, lecz procedury biurokratyczne przebiegają powoli i cały proces może zająć jeszcze rok, a nawet dwa lata. Jeden z jego amerykańskich znajomych, którego poznał za pośrednictwem swoich zachodnich znajomych z okresu służby wojskowej w Afganistanie, uruchomił zbiórkę pieniędzy na GiveSendGo, jednak pomimo publikowania jej w mediach społecznościowych nie wzbudziła większego zainteresowania i jak dotąd wsparli go tylko ci, którzy poznali go osobiście.



Fot. Listy polecające Dauda napisane przez zachodnich oficerów i urzędników, z którymi pracował. Imię i nazwisko Dauda oraz instytucje i jednostki, w których pracował, zamazałam ze względu na jego bezpieczeństwo
Pomimo śmiertelnego niebezpieczeństwa analityczny umysł Dauda nie potrafi powstrzymać się przed snuciem refleksji nad złożonymi problemami trapiącymi Afganistan i dzisiejszy świat, nad kwestiami takimi jak głód, który zabija ludzi w wielu krajach, jak ochrona ludności cywilnej podczas wojny, jak obłuda organizacji międzynarodowych czy jak los weteranów w niejednym państwie.
– Chciałbym się dowiedzieć, jaka jest sytuacja weteranów w Polsce – powiedział mi. – W Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii co rok notuje się setki samobójstw wśród weteranów. Dla mnie to bardzo niepokojące, że państwa członkowskie NATO tracą wskutek samobójstw popełnianych już po wojnie tylu weteranów, ilu żołnierzy dyktatorzy tracą podczas wojen.
Przesłał mi krótką, lecz zaskakująco dogłębną analizę statystyczną samobójstw wśród amerykańskich weteranów i podzielił się kilkoma refleksjami na temat podejścia dowódców do żołnierzy.
– Podczas mojej służby w armii afgańskiej zaobserwowałem pewną istotną prawidłowość: Gdy lekceważąco traktuje się weteranów, nowi żołnierze szybko orientują się, że ich przyszłość będzie wyglądała tak jak los dzisiejszych weteranów. Dowództwo wojskowe, szczególnie podczas wojny, często okazuje się niegotowe do pełnego przyjęcia na siebie kosztów ludzkich konfliktu. W późniejszej fazie wojny wielu afgańskich żołnierzy nie paliło się do walki z terrorystami, ponieważ stracili zaufanie do swoich dowódców i czuli się porzuceni. Poza tym przyjrzałem się wielu przypadkom, w których wdowy po poległych żołnierzach padały ofiarą napastowania seksualnego w trakcie przechodzenia przez administracyjne procedury kwalifikujące je do zasiłku. Takie praktyki mają fatalny wpływ na morale armii i na spójność operacyjną.
Umysł Dauda nieustannie myśli nad rozwiązaniami.
– Byłoby wspaniale, gdyby weterani NATO mieli własną organizację ponadnarodową, która mogłaby lobbować na ich rzecz na poziomie NATO. Nie są doceniani w takim stopniu, jak na to zasługują.
Pomóżmy im odzyskać wolność!
– Uważam, że być człowiekiem to piękna rzecz, jednak zachowanie człowieczeństwa w dzisiejszym świecie staje się coraz trudniejsze – zauważa Daud. – Ja nie wiwatowałem ani się nie cieszyłem, kiedy 7 października 2023 roku zabijano żydowskie dzieci. Według mnie człowieka ocenia się nie po religii czy według geografii, lecz po tym, czy ma dobre serce i czy stara się pozostać człowiekiem w tych czasach zamętu. Tacy ludzie są godni szacunku i miłości. Darzę ich przyjaźnią i wdzięcznością.
O sytuacji tysięcy afgańskich sojuszników Zachodu, pozostawionych przez ich zachodnich partnerów na łasce reżimu, pisano już i mówiono w wielu światowych mediach, między innymi w artykule w „San Francisco Chronicle".
Jak możemy pomóc Daudowi i jego rodzinie?
Daud mierzy się nie tylko z niebezpieczeństwem, wysokimi kosztami kryjówki i potrzebą przedostania się do Pakistanu, ale i z problemami dnia codziennego: wyżywieniem ośmiorga osób [tak było w sierpniu 2025 roku, jednak wkrótce potem pod wspólny dach powrócił drugi brat Dauda wraz z rodziną oraz zamieszkała z nimi żona drugiego brata, która zgodnie z plemiennymi zwyczajami nie mogła już pozostawać u rodziców. W kryjówce mieszka obecnie więc 12 osób, w tym dwie ciężarne panie), kosztami konsultacji lekarskich, zwłaszcza jeśli chodzi o jego wiekowych rodziców, pozbawionych przez nową władzę wszystkiego, co mieli.
– W najlepszym przypadku, jeśli wszystko pójdzie dobrze, moja procedura azylowa potrwa jeszcze rok – mówi Daud.
Sprawy jednak mogą ułożyć się gorzej i cały proces może zająć jeszcze nawet dwa lata. Naraża go to na wielkie niebezpieczeństwo.
– Dosłownie nie znam dnia ani godziny. Powiedziano mi właśnie, że musimy opuścić tę kryjówkę, ale nie mam środków na załatwienie kolejnej. Z największym trudem mogę też sobie pozwolić na jedzenie i leki. Gdyby trafiła się jakakolwiek możliwość czasowego przeniesienia się do Pakistanu, mógłbym tam zaczekać dłużej i w bezpieczniejszych warunkach, do czasu, aż rozstrzygnie się sprawa mojego azylu.
Mark, amerykański kolega Dauda, z którym zapoznali go jego zachodni koledzy z Afganistanu, uruchomił zbiórkę na GiveSendGo, aby zgromadzić fundusze na kryjówkę i na przenosiny do sąsiedniego kraju. Zbiórkę na stronie Pomagam.pl utworzyłam też ja. Mark, który czuwa również nad procedurami wizowymi Dauda, zachęca do comiesięcznego wpłacania nawet drobnych kwot – Daud co miesiąc musi przecież płacić nie tylko za wyżywienie rodziny i leki, ale także za prąd i wodę, opał (zima w Afganistanie jest ostra), a przede wszystkim za kryjówkę. Ten ostatni koszt nie jest niski, wynajmujący korzystają z tego, że afgańscy sojusznicy NATO nie mają innego wyboru i muszą się ukrywać.
W moim przekonaniu zachodnie społeczeństwo jest winne pomoc Daudowi i jego rodzinie. Owszem, walczył o własną ojczyznę, ale ojczyznę wolną – a wolność to wartość, która jest nam droga. Walczył o prawo afgańskich kobiet do wolności, do kształcenia się i kariery zawodowej, do ubioru według własnego uznania. Walczył także za afgańskie dzieci, żeby mogły chodzić do szkoły i nie były wykorzystywane ani zmuszone do pracy na utrzymanie swoich rodzin.
Lecz Daud walczył również za Zachód – walczył z terrorystami, którzy zaatakowali nasz świat. Służył ramię w ramię ze swoimi zachodnimi kolegami z USA, Wielkiej Brytanii, Australii, w tym samym czasie w Afganistanie służyli też żołnierze z Polski, Niemiec, Włoch, Francji i innych europejskich krajów, od Bułgarii po Portugalię. Jest jednym z nas, jest człowiekiem i znajduje się w wielkim niebezpieczeństwie. Kto inny miałby mu pomóc, jeśli nie my, z troski o tego, który jeszcze nie tak dawno z nami współpracował i właśnie z tego powodu zagrożone jest jego życie?
Tutaj, na stronie Pomagam, można wesprzeć Dauda i jego rodzinę w ich śmiertelnie groźnym położeniu, na wagę życia będą nawet drobne comiesięczne kwoty.
Tutaj, na stronie GiveSendGo, zbiórce założonej przez Amerykanina Marka, można zrobić to samo w euro.
Tutaj można posłuchać wywiadu, jaki w styczniu przeprowadziło z Daudem australijskie radio ABC. Dziennikarka prowadząca ten wywiad to doświadczona reporterka międzynarodowa, która spędziła pewien czas również w Afganistanie.
Tutaj inny wywiad z Daudem, prowadzi go dziennikarka „Washingon Examiner" i Fox News, od początku monitorująca sprawę afgańskich sojuszników Zachodu.
„Jeśli odmówisz ratunku prowadzonym na śmierć i tym, którzy idą na stracenie;
Jeśli powiesz: Nie wiedzieliśmy o tym; czy ten, który waży serca, nie rozumie?
A ten, który strzeże twojej duszy, nie pozna?
I czy nie odda człowiekowi według jego uczynków?”
Księga Przysłów 24,11-12 (UBG)
Przypisy:
1 Michael D. Evans, Father of the Iranian Revolution, „Jerusalem Post”, 20.06.2007, https://www.jpost.com/opinion/op-ed-contributors/father-of-the-iranian-revolution
2 Pasztuni są najliczniejszą nacją w Afganistanie (według różnych danych stanowią od 38% do 45% całości społeczeństwa); do dużych społeczności należą też Tadżykowie, Hazarowie i Uzbecy. Religią dominującą w Afganistanie jest obecnie islam, 99% ludności deklaruje się jako muzułmanie, w większości sunnici. Istnieją też niewielkie społeczności sikhów, hindusów, chrześcijan i bahaistów.
3 Więcej zdjęć z okresu modernizacji Afganistanu: https://www.national-geographic.pl/historia/nie-uwierzysz-w-to-co-zobaczysz-tak-wygladal-afganistan-50-lat-temu/. Zob. też: https://www.theatlantic.com/photo/2013/07/afghanistan-in-the-1950s-and-60s/100544/
4 https://www.bbc.com/news/articles/cj35611ngyro
5 Daud napisał o niej artykuł opublikowany przez portal Lazo Magazine (poprosił redakcję, aby nie udostępniano jego imienia): https://lazomagazine.com/what-happened-when-one-woman-tried-to-escape-forced-marriage-in-afghanistan/
Dodatek:
Media o sytuacji afgańskich sojuszników Zachodu
O sytuacji tysięcy afgańskich sojuszników Zachodu, pozostawionych przez ich zachodnich partnerów na łasce reżimu, pisano już i mówiono w wielu światowych mediach. Szczególnie wiele było na ten temat powiedziane na przełomie stycznia i lutego 2025, kiedy to Trump podjął decyzję o wstrzymaniu programu azylowego. Można o tym czytać np. w artykule w „San Francisco Chronicle". Jak zwrócił wówczas uwagę założyciel organizacji #AfghanEvac Shawn VanDiver, i jak zwracało uwagę wiele innych osób zaangażowanych w ratowanie afgańskich sojuszników, powinno się zrobić dla nich wyjątek. W sytuacji podobnej jak Daud lub w zawieszeniu w Pakistanie, Albanii i innych krajach, jest jeszcze 40.000--60.000 takich osób.













Afgańscy sojusznicy Zachodu wciąż wydawani reżimowi
Pisze na łamach „Washington Examiner" Beth Bailey. Wielu schroniło się w Pakistanie. Z zachodnich instytucji wciąż wyciekają wrażliwe dane ukrywających się Afgańczyków, co jeszcze bardziej naraża ich na niebezpieczeństwo, są oni całymi tysiącami naraz wydalani z sąsiednich państwa w ręce reżimu. Jak afgański komandos Walid, przed egzekucją jeszcze tydzień torturowany....

Również Beth Bailey rozmawia z oficerem, nagranie na X i na YT. Na tym kanale jest bardzo wiele materiału poświęconego Afganistanowi i afgańskim weteranom.

„Straciliśmy nadzieję". Artykuł na łamach „National Journal" z 5.09.2025

O losach oficerów afgańskich odpowiedzialnych za planowanie ataków powietrznych na terrorystów
Daud również należy do tej grupy. Wspomniany już wcześniej Shawn VanDiver z #AfghanEvac mówi „AP News": „To jest kwestia, którą można rozwiązać w jednej chwili, i nasze bezpieczeństwo narodowe wymaga jej rozwiązania".
Wersja angielska losów ppłk Dauda: https://panidubito.blogspot.com/2025/08/left-behind.html
Rozmowa z ppłk Daudem o zagrożeniach w dzisiejszym świecie (w języku angielskim): https://panidubito.blogspot.com/2025/12/thats-why-they-failed-they-didnt.html


Komentarze
Pokaż komentarze (2)