W taki sposób można oto skomentować jednozdaniowo to, co się działo na ostatnich egzaminach na prawnicze aplikacje. Sprawa nie jest tak oczywista, jakby się mogło wydawać. Stąd moje trzy grosze.
Pomysły Zbigniewa Ziobry, aby całkowicie otworzyć dostęp do zawodów prawniczych jest chybiony. Jakość usług zostałaby drastycznie obniżona, to powinien wiedzieć każdy, kto legitymuje się co najmniej podstawowym wykształceniem. Ceny co prawda by spadły, ale wraz z nimi skuteczność. Życie. Zeszłoroczne pseudootwarcie (mam na myśli żenująco niski poziom egzaminów, a co za tym idzie ogromną ilość aplikantów) jest na to doskonałym dowodem. Kolokwia zaliczeniowe po pierwszym roku zaliczyła w czerwcu zdecydowana mniejszość. Po prostu dostali się słabi. Polski system prawny nie może sobie pozwolić na obniżenie lotów. W żadnym wypadku.
Z drugiej jednak strony nie można też całkowicie dostępu do wszystkich zawodów zamykać. Tegoroczny egzamin, który w opinii zdających był ekstremalnie trudny, jest przegięciem w drugą stronę. Przy układaniu pytań w ministerstwie zadziałał chyba podobny efekt, jak u niedoświadczonego kierowcy, który wpada w poślizg. Odbija kierownicę mocno w jedną stronę, potem w drugą, by ostatecznie wylądować na drzewie. Nie tędy droga.
Kiedy się przyjrzeć na spokojnie wszystkim prawniczym specjalizacjom, to wynika z tego dość prosty wniosek. Kancelarie notarialne i radcowskie, to po prostu świetnie prosperujące firmy, które mają na celu zysk. Tylko i wyłącznie. Klienta traktuje się tam przedmiotowo, przede wszystkim liczy się pieniądz. Z kolei zawód sędziego i prokuratora nie jest nastawiony na zarobek, ale na służbę państwu. Sędzia i prokurator nie dorobią sobie przecież na boku. A i zadanie jest cokolwiek niewdzięczne.
Mając to na uwadze, gdybym był ministrem sprawiedliwości, wprowadziłbym nowe zasady. Na aplikację radcowską i notarialną nie byłoby żadnych egzaminów, jedynie standardowe wymogi formalne. Dzięki otwartemu dostępowi do tych zawodów kształcilibyśmy masy radców i notariuszy, dzięki czemu ceny byłyby zdecydowanie niższe, niż teraz. Pisałem na początku, że wtedy mógłby obniżyć się także poziom świadczonych usług, ale przyznacie, że w przypadku np. notariuszy za bardzo nie ma się co obniżać. To po prostu pewien kanon i schemat.
Jeśli chodzi zaś o aplikacje sędziowskie i prokuratorskie wprowadziłbym jak największe ograniczenia, ale nie takie jak z przeszłości, korporacyjne, tylko egzaminacyjne. Trudne egzaminy, które odsiewałyby miernoty, wszak sędzia i prokurator to osoby, które muszą być wybitnie zdolne i mądre. Decydują często o całym życiu człowieka.
Co bystrzejsi zwrócą pewnie uwagę na to, że pominąłem adwokatów. Zaiste, nie mam pojęcia co z nimi począć, bo to połączenie jednej i drugiej grupy. Jakieś pomysły?


Komentarze
Pokaż komentarze (11)