29 obserwujących
167 notek
284k odsłony
959 odsłon

Nie wolno zburzyć Pałacu Kultury

Wykop Skomentuj31

Nie możemy zburzyć Pałacu Kultury, symbolu sowieckiej niewoli i systemu który niszczył Polaków. Nie dlatego, ponieważ nie jest to prawdą, ale właśnie dlatego, że jest.

Biblia może nauczyć wielu rzeczy, to otwarta księga opisująca przeżycia, mądrości w formie metafor, wniosków, poezji od tysięcy lat. Można zarzucać jej wiele, w tym niespójność, ale jeśli spojrzy się na nią jak na spis historii a nie prawd historycznych, to można zobaczyć jakie motywy przewijają się przez nią, łącząc wszystkie opowieści. Jednym z nich jest motyw pychy, zaślepienia potęga i władzą, która objawia się w zapomnieniu o tych, których dotknął los. Zapomina się o cierpieniu, gardzi się nim. To nie o nas. To nie do nas. Pycha zaś zawsze kroczy przed upadkiem. Dlaczego? Właśnie dlatego: bo pycha powoduje zapomnienie prawdy o konstrukcji świata: niedola w końcu dopada każdego.

 Żydzi przez cały Stary Testament powtarzają tą sama historię-pną się na szczyt, do góry, wbrew wszystkiemu, wygrywają, budują królestwo, by zaraz potem stać się ofiarą innych ludów. Popadają w niewolę, są zabijani, tracą ziemię, są upokarzani. A potem podnoszą się znowu, odbijają to co stracili, odzyskują swoją przyszłość. I wtedy ponownie spadają w dół. Cykl powtarza się nieustannie. Próbują na wiele sposobów się z niego wydostać. Wybierzmy wodza-nie działa. To może zbudujmy państwo. Nie działa. Może kolaborujmy. Nie działa. Upadek wciąż się powtarza.

Za każdym jednak razem pojawia się głos-w postaci jednego z Proroków-który stwierdza: to nie wina żadnego Babilonu czy Rzymian, żeśmy upadli. Nie dlatego biorą nas w niewolę, bo są źli. Upadliśmy, bo to my zbłądziliśmy. Wina jest po naszej stronie.

Nie robiliśmy tego, co trzeba. Nie postępowaliśmy jak należy. Wtedy, gdy posiedliśmy potęgę również kładliśmy fundament pod nasz upadek, bo zapominaliśmy, że aby zyskać cokolwiek - należy się poświęcić. Kiedy osiągaliśmy to, co chcieliśmy wpadaliśmy w iluzję, ze jest to nam dane już na zawsze, że tak musi i ma być i nikt nie może nam tego odebrać. Zapominaliśmy więc, jak ciężko było to zdobyć i że wymagało to wyrzeczeń. I by to utrzymać potrzebne są kolejne wyrzeczenia. Że nie można spocząć na laurach i należy „bać się Boga” - czyli być nieustannie świadomym możliwości nagłej odmiany losu. Należy być zawsze gotowym, zawsze czujnym, nigdy nie popuszczać. Inaczej zaprasza się katastrofę do własnego domu. Jeśli zapomni się o tym, że istnieje niedola-zapomina się że może ona i nas spotkać, a gdy zapomina się o tym to przestaje się temu przeciwdziałać. I wtedy niedola nas dopada, miażdży i wypluwa-bo nie jesteśmy już na nią gotowi, przestaliśmy ją odpychać. Ryba psuje się od głowy - za każdym razem odwracaliśmy się od tego, co uczyniło nasz lud wielkim. Gnuśnieliśmy i tym właśnie sprowadziliśmy na siebie porażkę. Bo myśleliśmy, że już nie trzeba. Że już nam wolno. Ale prawda jest taka, że nigdy nam nie wolno. Wniosek więc na wszystkie przyszłe wieki jest taki, że nigdy nie można przestać być czujnym, nigdy nie można przestać być zwartym, nigdy nie jest czas na podarowanie sobie poświęceń. Zawsze należy robić to, co trzeba, to co niezbędne. Nie ma wytchnienia. Taki jest tragizm ludzkiej egzystencji.

Stary Testament w tym ujęciu jawi się jako tragiczna historia żydowskiego narodu, który nieustannie podnosi się po to, by upaść. Upada po to, by wstać. Upada dlatego, bo zapomina co go wyniosło na szczyt. Podnosi się, gdyż sobie to przypomina. Zostaje w pognębieniu dopóty, dopóki obwinia wszystko i wszystkich naokoło - tylko nie siebie. Bo to oznacza kapitulację wobec nieszczęścia, zgodę na swój los. Cierpiętnicze oskarżanie konstrukcji świata - jest wygodne. To walka jest trudna. Cierpiętniczość nie wymaga poświęceń. Walka-tak. Cierpiętniczość nie wymaga ryzyka. Walka - tak. A walczy się nie z światem, ale z samym sobą, swoją nieudolnością, swoimi wątpliwościami, strachami, marnością. Z wadami. Nie sztuką jest obwiniać okoliczności. Sztuką jest wyciągnąć z niej wnioski. A te zawsze nieuchronnie prowadzą do tej samej, nieprzyjemnej konkluzji: nasza wina. Nasza bardzo wielka wina.

Łączy się to z jedną z pierwszych historii biblijnych Kaina i Abla. Dwoje braci żyje po swojemu. Każdy z nich składa ofiary Bogu. To metafora. Jeśli chcemy cokolwiek osiągnąć w życiu - musimy coś poświęcić. Nie włożysz - nie wyjmiesz. Im większa ofiara, tym większa nagroda. To podstawowa prawda życia ludzkiego. Abel dokonuje właściwych poświęceń - jego ofiary przynoszą mu nagrodę. Ale Kain nagrody nie otrzymuje. Zamiast szukać winy po swojej stronie - w niewłaściwej ofierze, niechęci do większego poświęcenia - szuka jej u brata. Staje się zawistny. To nie jego wina, to wina Abla. To wina świata, Boga. Ale nie jego. Zabija brata z zazdrości o to, jak mu się powodzi. Nagrody jednak żadnej nie otrzymuje. Otrzymuje jeszcze większą karę niż dotychczas. Staje się żałosną egzystencją, która służy za przestrogę dla innych ludzi.

Wykop Skomentuj31
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka