Miałem podzielić się poniższymi spostrzeżeniami wiele okrążeń przed tym fatalnym dla Kubicy. Nawet nie wiem czy nie "wykrakałem" - przynajmniej tak się czuję.
Chodzi mi o konstrukcję toru w Montrealu, a w szczególności o róznicę poziomów toru i pobocza.
Po pierwszych okrążeniach, na "pełnej prędkości", widac było jak bolidy podskakują przy najechaniu na biało czerwone poszerzenia na zakrętach. Podobnie było po wyjechaniu na trawę - bolid podskakiwał.
Na ciasnych, jeden po drugim, zakrętach pół biedy - bolid zwalnia. Oczywiście też traci sterownośc, a ułamek sekundy bez kontroli trakcji oznacza bączka (Alonso zakręcił ze cztery razy) lub ocierkę o ściankę. Nie stanowi to jednak tak wielkiego zagrożenia jak "podbicie" przy większej prędkości. Przy ekstremalnie sztywnym zawieszeniu i dużej prędkości takie - niewielkie z pozoru - podskoki zamieniaja bolid w samolot.
Na filmie z wypadku Roberta widac wyraźnie, jak po kontakcie z Trullim jego bolid, podbity przez koło Trulliego, opada na tor, by po chwili odbić się jak od skoczni od krawędzi murawy obok toru. Przy tej prędkości nie było innej możliwości jak oderwanie wszystkich kół od ziemi. Jak to opisał jeden z komentatorów: "Robert w jednej sekundzie stał się pasażerem". Nie mial wpływu na to co się stanie.
No i wykrakałem - dokładnie takie zachowanie bolidu przewidziałem, mając w pamięci jeden z wyścigów w Le Mans - tam bodaj Mercedes dosłownie odleciał po za szybkim pokonaniu szczytu wzniesienia. wystarczy niewielkie oderwanie od toru a resztę robi aerodynamika.
Szczęście od Boga, że na poboczu stał inny samochód i Robert ocierając się o niego delikatnie zmienił tor lotu, tak, że w beton uderzył pod kątem. Drugi "cud" to, widoczne na filmie, rozlanie paliwa w trakcie lotu i koziołków. Po zatrzymaniu nie miało się co zapalić.
Moim zdaniem tor z 78 roku powinien zakończyć karierę w F1 do momentu zlikwidowania wszystkich "pułapek".
W końcu liczba tych, którzy nie ukończyli wyścigu - i to na suchej nawierzchni, mówi sama za siebię.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)