Parakalein Parakalein
88
BLOG

"L" na dachu to pół strachu czyli o hodowcach kierowców

Parakalein Parakalein Polityka Obserwuj notkę 21

Dziś żona powiedziała mi, że dziewczyna, którą uczy, miała w piątek wypadek. Prowadziła auto z  czwórką dzieci na tylnym siedzeniu. Żadne z nich nie było zapięte pasami. Życie straciły dwie dziewczynki (10 i 12 lat ) -  w tym siostra kierującej -  kolejna  walczy o życie, a chłopiec (12 lat) jest na szczęście tylko lekko ranny.  Kierująca jak i jej matka były zapięte pasami i wyszły z wypadku cało - poobijane.

Wg oficjalnych komunikatów: DZIEWCZYNA STRACIŁA PANOWANIE NAD POJAZDEM.

W tej całej tragedii pojawia się również element, który bezpośrednio wpłynął na powstanie niniejszego wpisu.

Dziewczyna miała prawo jazdy od 3 miesięcy i zrobiła je tu, w Nowym Sączu.

Ta informacja zmieni zupełnie obraz / wrażenie jakie powstanie po usłyszeniu o tym wypadku, jeśli odbiorca będzie świadomy tego co opiszę poniżej. Wypowiedzi - komentujące opis wypadku, dostępny w wielu internetowych serwisach - typu „głupia baba zabiła dzieci" będą  zdecydowaną mniejszością - tak mi się wydaje. Przyjdą wam pewnie do głowy pytania podobne do tych jakie zadam na końcu postu.

Więc tak, po Nowym Sączu, codziennie, „kursuje" (nomen omen) około 240 „L-ek". Podobno trwają starania by dało się ich wcisnąć koło 300. To będzie oznaczało koło 40 aut z „L" na dachu w każdej godzinie dnia roboczego. Żeby uświadomić „postronnym" co oznacza dla Sącza taka ilość dodam, że skrzyżowań z sygnalizacją świetlną (WSZYSTKICH) mamy ze 20,  a całe centrum  można przejść  na nogach w jakieś 30 minut Zatem widokiem codziennym na „światłach" ( co swoją drogą niezmiernie „łagodzi" obyczaje za kółkiem ) jest 5-7 „L-ek" w rzędzie - czytaj: 5-7 „zmian" świateł jeśli instruktor karze skręcić w lewo - a to niesamowicie popularny manewr.

Warszawa to stolica kraju, Łódź hipermarketów, Poznań targów, a Sącz jest chyba  stolicą „L-ek". Powstał u nas przemysł kierowcowy.  Jeśli przeliczyć wg wymaganych 30 godzin kursu, to po zwiększeniu, jak wyżej wspomniałem,  liczby „kursów", dziennie produkować będziemy 30-stu  „kierowców". Daje to skromne 600 szt. miesięcznie czyli jakieś 7200 sztuk rocznie.

Specjalnie piszę sztuk, bo wrażenie i uzasadnione podejrzenia są  takie, że chodzi  o towar a nie ludzi. Wystarczy przeliczyć: jeden kurs, jedna sztuka kierowcy to jakieś 1000 PLN czyli powstał „rynek" roczny na poziomie 7,2 MILIONA. Chętnych do podłączenia się jest wielu.

W tamtym roku na terenie Sącza i powiatu było ponad 50 „szkół" jazdy. Do tego dochodzą okolice i razem jest ponad 130 „szkół", które w pogoni za „kursantem" (czytaj jego kasą) potrafią tak:

Postój Taxi pod hotelem, zaraz obok skrzyżowania /świateł. Zatrzymuje się „L-ka". Dokładnie równolegle ze stojącą na postoju taksówką. Instruktora nie widać - leży. Panowie z Taxi nawołują się - choć zobacz jak skur..syn uczy jeździć. Instruktor nie dość, że leży to jeszcze ma super nowoczesny wynalazek dla znudzonego przedsiębiorcy - MP3 na, a raczej w uszach.

Zmiana świateł, uczeń rusza, auto zrywa i gaśnie. Uczeń zapala, rusza i znów gasi silnik. Sprawnie zapala i tym razem bardzo delikatnie stara się ruszyć. Z krainy muzyki i snu przybywa instruktor. Przechyla się, łapie za kluczyki i w zapalonym już dawno aucie „kręci" rozrusznikiem,  masakrując koło zamachowe. Taksówkarze nie wytrzymują, dopadają do drzwi i „grzecznie" tłumaczą  debilowi w słuchawkach, że błądzi.

 Albo tak:

Światła z „prawoskrętem". Jadę za „L-ką'. Czerwone. „L-ka" dojeżdża i ustawia się genialnie do osi jezdni, tak żebym mógł ją minąć i skręcić w prawo. Jestem mile zaskoczony i delikatnie pasuję się w lukę. 3 metry za „L-ką" widzę jak „instruktor" łapie za kółko i szarpie w prawo zajeżdżając mi drogę i stawiając auto na środku pasa. Bez szans na wyhamowanie uciekam na szczęśliwie niski krawężnik. Staję okno w okno z instruktorem. Sugeruję mu, żeby zamienił się miejscami z uczniem.....

Musicie uwierzyć na słowo - te numery to jakiś ułamek tego, co można usłyszeć lub samemu przeżyć w kontaktach z „L-ką".

Wrażenie powstaje takie, że ktoś tu zapomniał, że samochód w rękach niedouczonego lub źle nauczonego kierowcy to zagrożenie nie tylko dla niego samego ale i dla jego pasażerów czy innych uczestników ruchu. W pogoni za kasą, bo kurs na instruktora to też pieniądz, produkuje się dzieci uczące dzieci.

Niektórzy w naszym mieście traktują  „popularność L-kową" jako kolejny powód do dumy, zaraz po Optimusie, Fakro, Wiśniowskim czy Koralu. Pewnie stąd pomysł, żeby dobić do tych 300 aut dziennie. Mało tego, właśnie podpisano porozumienie na mocy którego Policja będzie pozyskiwać materiał video od „jazdy egzaminacyjnej" (wyposażonej w kamery) z zarejestrowanymi wykroczeniami kierowców - czyli „wkur..ć" na maksa, a jak podskoczą to nagrać i ukarać. Ja nie wiem czy taka prowokacja jest zgodna z prawem, ale, to są pierdoły, bo mnie zastanawia parę innych rzeczy.

Zastanawiam się czy ten cały przemysł nie odpowiada za „utratę panowania nad kierownicą".

Zastanawiam się czy nie jest uzasadnione podejrzewać, że poziom wyszkolenia w sądeckiej fabryce kierowców jest odwrotnie proporcjonalny do popularności.

Zastanawiam się czy jakość nie poległa w starciu z ilością.

Zastanawiam się czy instruktor nie powinien być weryfikowany również w oparciu o statystykę stłuczek czy  wypadków uczniów.

Zastanawiam się czy szkołę jazdy może mieć syn egzaminatora i czy ojciec powinien egzaminować uczniów syna.

Zastanawia mnie na przykład dlaczego „L-ek" nie widać na drogach „przelotowych", dlaczego nie uczą się wyprzedzać TIR-a,  radzić sobie z koleinami, oceniać szybkość z jaką zbliża się na przelotówce inne auto itp.

Zastanawiam się ile osób rozwaliło auto ratując się przed niedouczonym „kursantem"

 

Zastanawiam się też, czy kto z naszego ośrodka MORD zastanowił się choć raz nad tą fabryką strachu, bo jak mają "L" na dachu, to straszą tylko w połowie. Gorzej jak trzeba kombinować kto tą fabrykę właśnie opuścił - tych się można bać na całego.  

 

Dawno temu instruktor wypędził mojego ojca z ciężarówki, kazał wleźć pod auto i dotknąć dyfra.

- Pamiętaj, taka ma być temperatura dyfra jak wszystko jest w porządku.

Mi ojciec kazał dotykać felg, żebym wiedział jaka ma być ich normalna temperatura. 

Takie podejście to historia, a szkoda, wielka szkoda.

 

Parakalein
O mnie Parakalein

Materiały zawarte na blogu są moją własnością. Mogą być dowolnie wykorzystywane przez innych wyłącznie w celach niekomercyjnych. Komercyjne wykorzystanie jest możliwe wyłącznie po uprzednim poinformowaniu mnie via mail oraz podaniu w cytowanym tekście źródła.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (21)

Inne tematy w dziale Polityka