Takie hasło pojawiło się dziś na Onecie. Od siebie mógł bym dodać Polaku nie kupuj tam gdzie sprzedają książki ZNAK-u. Wydawnictwo to słynie z wydawania i promocji książek które budzą kontrowersję głównie z tego powodu, że się mijają z prawdą i to na ogół w tą samą stronę.
Jak widać już ostatni hit ZNAK-u wywołał reakcję – wydawca skarży się na niewybredną akcję spamerską, która utrudnia im funkcjonowanie. Ale może to żaden spam, a po prostu np.: 1000 osób wysłało na adresy wydawnictwa swą dezaprobatę związaną z polityką wydawniczą? W końcu każda skrzynką ma jakąś pojemność a ściągnięcie poczty i przefiltrowanie zjada cenny czas.. Wydawca nic nie wspomina czy linia telefoniczna się blokowała od telefonów osób chcących spytać czym się kierują w swej polityce ani czy faks od zapytań im się nie zapchał.. dobrze, że nie zaczęto składać fikcyjnych zamówień w ich sklepie bo koszty mogły by ich doprowadzić do bankructwa..
Podobne akcje są typowe w krajach o dłużej działającej demokracji niż u nas i na podobnych zasadach odbywa się np. coroczne pisanie listów w obronie „więźniów sumienia” etc.. Zasypywanie skrzynek senatorów których wypowiedzi się nie podobają urasta do narodowego sportu w USA.
Rzecz w tym by pokazać się, że na takich hitach się nie zarobi i marki nie wyrobi.
Oczywiście wątpię w masowość takich akcji jak bojkot wydawnictwa i punktów które nim handlują patrząć na Gazeta Wyborcza i jej portal które królują w rankingach popularności.. ale ponoć ziarnko do ziarnka, a uzbiera się miarka?
W końcu czy Polacy muszą sponsorować opluwanie ich?


Komentarze
Pokaż komentarze (26)