13 obserwujących
226 notek
219k odsłon
15967 odsłon

Św. Maksymilian Kolbe i bomba zrzucona na Nagasaki

Fot. Archiwum Ojców Franciszkanów w Niepokalanowie, za www.niedziela.pl
Fot. Archiwum Ojców Franciszkanów w Niepokalanowie, za www.niedziela.pl
Wykop Skomentuj5

Ojciec Kolbe miał inne zdanie, ale przede wszystkim był posłuszny przełożonym. Mimo to namówiony przez braci udał się na plac w pobliżu katedry w Urakami. Po obejrzeniu powiedział do nich pamiętne słowa: „Tu nie możemy zbudować klasztoru. Wkrótce spadnie tu ognista kula i wszystko zniszczy”. Niewiele z tego zrozumieli, ale już więcej nie sprzeciwiali się swemu przełożonemu.

Dlatego w dniu 11 lutego 1931 roku św. Maksymilian, mając zgodę Prowincjała, podjął ostateczną decyzję, co do zakupu placu pod klasztor[6]. „W sprawie terenu pertraktacje są już na ukończeniu. Właściciele (jest ich 16) boją się o spłaty, więc aż zaproponowałem warunek, że jeśli do sześciu miesięcy wszystkiego nie zapłacimy, to i pierwszą ratę w kwocie 1500 jenów i budynki, które postawimy, zabiorą, ale termin upływa w trzech miesiącach. Gdyby się spłaciło wcześniej, lub zaraz, to jeszcze by można coś z ceny urwać – ale i tak się zrobi…”[7].

Plac obejmował powierzchnię 4 ha, zakupiony został za 6800 jenów, zlokalizowany na przedmieściach Nagasaki, w dzielnicy Hongochi, u stóp góry Hikosan[8]. To tam zbudowano klasztor-wydawnictwo, który nazwano Mugenzai no Sono, czyli Ogród Niepokalanej.

Jak sam pisał z Nagasaki kilka miesięcy później w dniu 23 kwietnia 1931 roku do ojca prowincjała Kornela Czupryka[9] i wcześniej, bo w dniu 2 kwietnia 1931 roku do ojca Floriana Koziury[10]:

„… albo Niepokalana chce, albo nie, żeby było to, co wymaga wydatków. Jeżeli nie chce, to i my nie możemy chcieć, a jeżeli chce, to przecież jest też rzeczą logiczną, a właściwie najlogiczniejszą, więc i o pokryciu kosztów pomyśleć musi.

Więc jest tak: plac „kupiony”, tj. zadatek (1500 jenów) dany, no i na dalsze spłaty 2000 jenów […] oddałem. Jeszcze drugie tyle, a będzie 7000 jenów, czyli cała cena. Jeżeli zaś do końca maja czy raczej czerwca nie wykończy się wpłat, właściciele obecni schowają jeszcze głębiej do kieszeni owe 1500 i pokażą nam figę, bo prawnie wszelkie nasze pretensje do tego placu ustaną. Chciałbym więc jak najprędzej uskładać to, co im się należy i mieć z nimi spokój. Umowa jest do końca maja”.

Dlaczego to robił? Dla kogo to robił? Pozostawił polskie Niepokalanów i udał się na koniec świata. Odpowiedź znajdujemy w jego listach. On sam pisał m.in. w dniu 4 sierpnia 1931 roku[11]:

„A projekty na przyszłość? Ni mniej, ni więcej, jak tylko wykonać to, co głosi dyplomik MI [Zyskać wszystkie dusze i każdą z osobna, co są i będą, Niepokalanej, a przez Nią Przenajświętszemu Sercu Jezusowemu - przyp. PJ], tj. zdobyć całą Japonię, wszystkie dusze i każdą z osobna, które są i będą, Niepokalanej, a przez Nią Przenajświętszemu Sercu Pana Jezusa i to … jak najprędzej. Mamy obecnie 30 000 nakładu, a trzeba by było w najbliższej przyszłości choćby 100 000, a gdyby 200 lub 300 tysięcy, albo i więcej […]  Oczywiście, że i dachu nad tymi maszynami by trzeba, bo obecnie ciasno tak, że śpimy dosłownie na strychu i uważać trzeba, by przechodząc, głową nie rozbić wiązania dachu, ale – dzięki Niepokalanej – już jednak pierwszy budynek Niepokalanowa japońskiego stoi.

Dzielnica, w której mieszkamy, jest czysto pogańska. Biedni ci ludzie! Boga prawdziwego nie znają! Gdyśmy jechali na nowe miejsce, spotkaliśmy procesję duchownych pogańskich w wielkich jak koszyki kapeluszach, chodzących od sklepu do sklepu i zbierających ofiary […]

Jakie projekty na przyszłość?... Pytamy samych siebie: Czemu to Niepokalana dała swemu „Rycerzowi” tak obszerny plac? I to tu, w Japonii, gdzie wobec przeludnienia trudno o ziemię. I to za stosunkowo niską cenę, bo o 5 tylko minut bliżej miasta, gdzie chcieliśmy początkowo kupić, był za tę samą cenę plac siedem razy mniejszy i nie było drogi. I zdaje się nam, że Ona ma tu podobne plany jak w Niepokalanowie polskim, więc zwiedzającym mówię bez ogródek o tysiącu braci Japończyków, pracujących nad „Rycerzem Niepokalanej” o nakładzie 5 000 000 egzemplarzy itd., itd. – Więc miejsce pod seminarium Niepokalanowa na tym placu (stoku góry) już „upatrzone” i przyjemnie marzyć o grupach ojców z Niepokalanowa japońskiego, o skośnych oczach, rojących się po całej Japonii od Sachalinu po Fromozę z odczytami, kazaniami, rekolekcjami, dysputami itd. […] Cześć Niepokalanej za wszystko, bo i tak szybko i silną dłonią rozwija swego małego „Rycerza””.

I w korespondencji z 25 września 1931 roku do współbraci  z Athol Springs w stanie Nowy York, uzupełnił relację z Japonii: „… Tutaj Niepokalana tak dziwnie sprawami pokierowała, że mimo nieznajomości języka, w miejscu Jej poświęconym, w maju zeszłego roku wyszedł pierwszy numer Jej „Rycerza” w języku japońskim. Dużo byłoby tu do opowiadania. Może kiedyś, jak się czasy nieco poprawią, przelecę Ocean Spokojny i przyjdę Wam to wszystko osobiście opowiedzieć, bo pisaniem to wypełniłbym kilka numerów „Kroniki””.

Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale