Szukając niedawno informacji na temat konfliktu pomiędzy Koreą Północną a Koreą Południową, natknąłem się na ciekawą informację, która bardzo mnie zaskoczyła. Dotyczyła ona Ronalda Reagana.
Prezydent Reagan przez wielu słusznie uznawany jest za architekta upadku Sowietów, które nie wytrzymały rozpoczętego przez niego wyścigu zbrojeń, tzw. „Wojen Gwiezdnych”. Jeśliby Stany Zjednoczone wypracowały system obrony przed rosyjskimi rakietami balistycznymi, stałyby się panem sytuacji. Mogłyby wystrzelić swoje rakiety, zniszczyć dowolny cel w Rosji, a Rosja nie mogłaby odpowiedzieć. Taki system jest dużo bardziej kosztowny niż system niszczenia, dlatego Rosja poddała się, gdy okazało się, że nie jest w stanie sprostać temu wyścigowi.
Tę historię oczywiście wszyscy znamy. Słyszeliśmy też o jej początku, kiedy prezydent Reagan nazwał imperium sowieckie „imperium zła” - co było ideową zapowiedzią wojny na poziomie politycznym i militarnym (rozumianym jako wyścig zbrojeń, a nie bezpośredni konflikt). Niewielu z nas jednak wie, gdzie Ronald Reagan wypowiedział słowa o „imperium zła” i do jakiego audytorium je skierował.
Okazało się, że powiedział je na dorocznym spotkaniu chrześcijan ewangelicznych (czyli takich, którzy wierzą, że Jezus oferuje zbawienie każdemu człowiekowi jako prezent, który można przyjąć od Niego tylko osobiście) należących do Narodowego Stowarzyszenia Ewangelikanów (NAE).
Historyczny rozwój wolnych kościołów ewangelikalnych związany jest z powstaniem Stanów Zjednoczonych Ameryki. Są to kościoły zupełnie oderwane od instytucji państwa, niezależne, odpowiedzialne tylko przed Bogiem. Kościoły reformacji luterańskiej (ewangelickie) związane były dość sztywno z władzą państwową. Dopiero zbudowane w duchu wolnościowym państwo amerykańskie zapewniło przestrzeń dla faktycznego funkcjonowania wolności religijnej. Dzięki temu w ciągu kilkudziesięciu lat powstał prężnie rozwijający się ruch biblijny, który swoje apogeum osiągnął w XIX i XX wieku. Bez wielkiej przesady można powiedzieć, że właśnie takie chrześcijaństwo stanowi dziedzictwo kulturowe USA i jest (a raczej było) podwaliną duchową tego imperium.
Widzimy więc, że prezydent Reagan nieprzypadkowo wybrał miejsce do wypowiedzenia słynnych słów o imperium zła. Doroczny zjazd wolnych kościołów 83’ przeszedł w ten sposób do historii.
Zwróćmy uwagę na dwie obserwacje wypływające z tego faktu. Po pierwsze, prezydent Stanów Zjednoczonych odwiedza doroczne zgromadzenie chrześcijan z całej Ameryki. Po drugie, rozmawia z nimi na tematy ściśle polityczne! Oczywiście te tematy miały poważny związek ze sprawami duchowymi - Prezydent podkreślił przecież ideologiczny aspekt przyszłej wojny. ZSRR to nie tylko wrogie imperium, które zagraża celom politycznym czy strategicznym USA, ale to imperium zła, imperium złej ideologii (w domyśle wrogiej chrześcijaństwu). Prezydent państwa swoją ideologiczną, polityczną i militarną ofensywę rozpoczyna na spotkaniu z przedstawicielami kościołów chrześcijańskich! Uderzyło mnie to szczególnie, ponieważ dość mocno leży mi na sercu sprawa politycznego i obywatelskiego zaangażowania chrześcijan, głównie protestantów. W naszej kulturze agentura esbecka, wmówiła chrześcijanom, że mają się zamknąć jedynie w swoich religijnych gettach, zajmować się sprawami czysto religijnymi (liturgią, działalnością charytatywną), lecz absolutnie nie powinni mieszać się w sferę walki ideologicznej, w którą zaangażowana jest jedynie słuszna partia.
Obecnie również zbliżamy się do modelu jedynowładztwa, przynajmniej jeśli chodzi o politykę. Ideologia jest ujednolicona i przekaz medialny lansuje tylko jedną wersję polityczną. W tym sensie wróciliśmy do PRL-u. Kościoły protestanckie w swej masie trzymały się z daleka od zabierania głosu w sprawach istotnych dla przestrzeni publicznej i raczej starają się dbać o poprawne relacje z władzą. Dla części z nich także korzyści materialne nie są bez znaczenia...
W Stanach Zjednoczonych jest całkowicie inaczej. Prawie każdy porządny protestant z wolnych kościołów za punkt honoru stawia sobie angażowanie się w sprawy obywatelskie. Stąd prezydent Reagan, wychodząc z przesłaniem początku wojny ideologicznej i politycznej z imperium zła, z komunizmem, zaczyna właśnie od soli amerykańskiej ziemi, od ewangelicznych chrześcijan, od nowo narodzonych wierzących w Chrystusa. To pokazuje, jak daleko jesteśmy w zrozumieniu misji chrześcijan we współczesnym świecie od naszych braci w wierze ze Stanów Zjednoczonych…
Niech ten przykład z 1983 roku będzie dla nas inspiracją do przemieniania złego, postkomunistycznego myślenia o roli chrześcijan we współczesnym świecie.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)