Z okazji kolejnej rocznicy wybuchu wojny, jaką Jaruzelski wypowiedział własnemu narodowi, Instytut Pamięci Narodowej wydał publikację pt. "Solidarność 1980-1989. Dekada nadziei". Autorem jest poseł PiS, historyk, profesor Ryszard Terlecki. Wyraża on opinię, że przywództwo „Solidarności” zlekceważyło przygotowania władz PRL-u do stanu wojennego. Po różnych symptomach można było rozpoznać, że władze komunistyczne dążą do jakiegoś ostatecznego rozwiązania, do militarnej, zdecydowanej i ostatecznej rozprawy z tym karnawałem wolności, jakim cieszyliśmy się przez około rok po pamiętnym sierpniu 80’.
Akurat w tamtym czasie wraz z Żoną byliśmy na strajku Politechniki Krakowskiej i atak na naszych kolegów z Warszawy podziałał wtedy na nas przygnębiająco. Widzieliśmy brutalną akcję milicyjnych komandosów, którzy wtargnęli ze śmigłowców na dach budynku, gdzie trwał strajk i ze studentami (którzy też podlegali resortom siłowym) rozprawiali się w sposób naprawdę brutalny. Czuliśmy, że sprawa zmierza do jakiegoś złego rozstrzygnięcia, jednakże władze „Solidarności” nie zrobiły nic, by się do tego przygotować.
Autor, co zdarza się rzadko szczególnie po prawej stronie sceny politycznej, przypomina dwuznaczną rolę kościoła katolickiego w tamtym czasie.
W jego ocenie [Terleckiego – red.] Jaruzelski cynicznie wykorzystywał wezwania Kościoła, aby nie przelewać bratniej krwi, choć sam nie zamierzał ich stosować. Onet.pl
Co to znaczy „cynicznie wykorzystywał”? Albo te wezwania były, albo ich nie było. Historii nie zmienimy– kościelne wezwania, by nie wystawiać rachunku komunistycznym zbrodniarzom, były. Nawet sam prymas Wyszyński w sierpniu 1980 roku wzywał do zachowania spokoju i nieeskalowania konfliktu. Później oczywiście mówiono, że to propaganda komunistyczna w jakiś sposób zmanipulowała jego słowa.
Tu rodzi się problem: jak nieporadnie kościół przemawia, jeśli jego słowa można cynicznie wykorzystać albo zmanipulować. Kościół powinien wyrażać się jasno i zdecydowanie. Jeśli wychodzi zeń przekaz, który daje się wykorzystać do różnych okazji, to znaczy, że nie spełnia on podstawowego kryterium, które Jezus dał Kościołowi. W Ewangelii Mateusza czytamy:
Niechaj więc mowa wasza będzie: Tak – tak, nie – nie, bo co ponadto jest, to jest od złego (Mat. 5:37).
Apostoł Paweł w Liście do Koryntian tłumaczy, używając terminologii militarnej:
A gdyby trąba wydała głos niewyraźny, któż by się gotował do boju? Tak i wy, jeśli językiem zrozumiale nie przemówicie, jakże kto zrozumie, co się mówi? Na wiatr bowiem mówić będziecie (1Kor. 14:8-9).
Tu kontekst dotyczy mówienia cudownymi językami, ale przekaz jest jasny: jeśli kościół chrześcijański ma być komunikatywny, musi przemawiać zrozumiale, inaczej mówi na darmo, na wiatr. Jeśli więc dzisiaj kościół katolicki lub jego obrońcy tłumaczą, że „jego słowa zostały cynicznie wykorzystane albo zmanipulowane” to znaczy, że nie był to prosty i jasny przekaz. Znaczy to, że przekaz był kunktatorski! Kościół zdecydował się siedzieć okrakiem na barykadzie – jednocześnie puszczał oko do narodu, że jesteśmy z wami i przeciwko komunistom, a z drugiej strony puszczał oko do komunistów, mówiąc: oprzyjcie się na nas, to na pewno lud wam krzywdy nie zrobi.
I rzeczywiście – lud nie zrobił władzy komunistycznej krzywdy. Biskupi wzięli udział w zmowie Okrągłego Stołu, nawet niedawno jeden z nich otrzymał Order Orła Białego razem z Michnikiem za udział w zmowie Kiszczaka. Ale władza - zbrodniarze komunistyczni - narodowi krzywdę zrobili, a mogło być zupełnie inaczej…
Warto przy tej kolejnej tragicznej dla nas rocznicy pamiętać, jaka była wtedy rola episkopatu. Warto też zadać sobie pytanie – czy dzisiaj hierarchowie katoliccy, którzy jawią się jako pasterze narodu, rzeczywiście przedstawiają narodowi jasne wskazania?
Zaraz po katastrofie smoleńskiej z Watykanu i od rodzimych hierarchów rozległy się na uroczystościach pogrzebowych nawoływania do pojednania z Rosją. Wmawiano nam, że właśnie ta katastrofa i żałoba to najlepszy czas i najlepsza okazja, żeby pojednać się z bratnim narodem rosyjskim. Do zwykłych Rosjan nic nie mam, ale te wezwania miały wymiar polityczny. Jeden z czołowych dyżurnych biskupów, który realizuje linię zwodzenia narodu, lubelski arcybiskup Życiński, zaraz po tych wydarzeniach, 9 maja - w dzień sowieckiego zwycięstwa - ogłosił, że to wspaniała okazja, by uczcić poległych krasnoarmiejców przez zapalanie zniczy na ich grobach. Później było jeszcze gorzej; później była kolaborancka postawa przy krzyżu na Krakowskim Przedmieściu; jeszcze później odznaczenie Michnika, później Jaruzelski został zaproszony na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego…
Wszystkie te zdarzenia stanowią jeden ciąg zwodzenia narodu i trzymania go w ryzach, żeby się nie zerwał ze smyczy, kiedy nastąpił ogólnonarodowy przełom, przebudzenie. Tak jak w sierpniu 80’ zatrzymano naród w drodze do uzyskania niepodległości, tak samo teraz, po 10 kwietnia, hierarchia katolicka zatrzymała naród, by czasem nie pokrzyżował interesów władzy, która kolaboruje z Moskwą.
Żeby nie było wątpliwości – hierarchia katolicka niech się układa i zwodzi, jak chce – ja powiem jasno: dzisiaj każdy, kto w jakikolwiek sposób kolaboruje z Platformą Obywatelską, zwraca się przeciwko własnemu narodowi. Kropka!


Komentarze
Pokaż komentarze (7)