Dzisiejszy artykuł Piotra Semki z "Rzepy" zbiegł się dokładnie z myślą, która mi towarzyszy od kilku dni. Po 1989 roku prawica zwyciężała dwukrotnie - i traciła władzę w dwojaki sposób. Istnieje więc najpierw doświadczenie rządu Olszewskiego: zejście ze sceny w atmosferze heroicznej klęski, po krótkim antykomunistycznym "powstaniu", z poczuciem moralnego zwycięstwa. A drugie jest doświadczenie AWSu: technokratyczna "chytrość" i mityczne "budowanie instytucji" w duchu "prostych wartości", zakończone podłym gniciem, tworzącym z byłych bojowników Sprawy zastępy zdegenerowanych "upiorów pierścienia".
Tak wyglądają dwa przetarte szlaki prawicy w nowoniepodległej III RP. Którą drogą pójdzie dziś drużyna IV RP ? Możliwe, że koniec tej walki jest jeszcze daleko przed nami - lecz ostatnie dramatyczne wydarzenia znów przypomniały tę fatalną alternatywę: albo schodzić ze sceny w zbroi rycerza (ale z opinią niezguły), albo trwać przy władzy na coraz bardziej nieznośnie śmierdzącym gnoju (za to z przekonaniem, że jednak ten czas to także czas osłony wielu porządnych inicjatyw).
Nie takiej alternatywy chcieliśmy i chcemy. Więcej: wiele wskazywało na to, iż Kaczyńscy są wolni od sprzecznych wad, które zniszczyły prawicowe rządy za Olszewskiego i za AWSu. Ale Kaczyńscy i cały obóz IV RP znaleźli się w potrzasku. Wariant "gnicia" jest zupełnie realny w uściskach z Samoobroną, natomiast na wariant heroicznej klęski właściwie nie ma miejsca (PiS jest - wciąż - za silny, by go zmiotła jakaś "nocna zmiana").
Czy jest jeszcze trzecie rozwiązanie? W sytuacji, gdy na trwałą koalicję reformatorskiej większości wyraźnie nie ma szans (bo jest szansa tylko na sytuacyjną "koalicję trwania"), jest jeszcze wyjście ryzykowne i męskie: odejść samemu od władzy, przejść w ten czy inny sposób do opozycji, przygotowując swój powrót z większą mocą i z kapitałem wierności zasadom. Na takie wyjście PiS jeszcze byłoby stać dzisiaj, gdy jest wciąż mocną partią, gdy hasła nie zostały do końca zużyte - a przede wszystkim dopóki gangrena "stania się jednym ciałem" z Samoobroną nie doszła do rdzenia PiSu.
Jednak to trzecie rozwiązanie nie przyjdzie samo, na zasadzie jakiegoś fatalizmu. Trzeba by je wybrać samemu, osobiście je zaplanować i przeprowadzić. Nie zazdroszczę nikomu sytuacji, w której musi ważyć racje za i przeciw takiej decyzji. Gdzieś w jej zapleczu (na tak czy na nie) jest jedna z dwóch opcji: albo wiara, że silna wola zwycięstwa odmienia w końcu zawsze fatalną sytuację (a więc że należy zawsze iść wbrew wszystkiemu) - albo przyjęcie do wiadomości faktu, iż czasami najlepszym rozwiązaniem jest rezygnacja, gdyż silna wola nie zmienia rzeczywistości, tyleż przypadkowej co objętej Opatrznością). To ostatnie może mieć ponadto wersję stoicką (z gotowością "samobójstwa", gdy nie ma możliwości zrealizowania obowiązku gry swej roli) lub chrześcijańską.
Tak to sobie rozważam - ale domyślam się, iż wybór już został podjęty, i że jest nim zachowanie w rękach instytucji władzy za cenę spółki z "jednym ciałem" (LPRu i SO). To mi pachnie źle - ale to wcale nie znaczy, że znamy już zakończenie.



Komentarze
Pokaż komentarze