Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz w trakcie posiedzenia rządu
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz w trakcie posiedzenia rządu

Z ustawy "o Airbnb" zniknęły kluczowe zapisy. Ministra mówi o lobbingu

Redakcja Redakcja Rząd Obserwuj temat Obserwuj notkę 0
Rada Ministrów przyjęła wyczekiwany projekt ustawy porządkującej rynek najmu krótkoterminowego, ale w ostatniej chwili zniknął z niego najostrzejszy element. Gminy nie dostaną prawa do wyznaczania stref wolnych od turystycznego wynajmu, choć właśnie tego zapisu domagały się samorządy i ruchy miejskie. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zgłosiła zdanie odrębne i oskarża autorów zmian o uległość wobec lobbystów. Lewica i Polska 2050 uzależniają poparcie ustawy od przywrócenia wyciętych przepisów w Sejmie.

Tego dowiesz się po przeczytaniu artykułu:

  • Rząd przyjął nowelizację tworzącą Centralny Wykaz Turystycznych Obiektów Noclegowych i kary do 50 tys. zł.
  • Autopoprawką ministra Jakuba Rutnickiego wykreślono prawo gmin do wyznaczania stref zakazu najmu krótkoterminowego.
  • Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz jako jedyna zgłosiła zdanie odrębne i mówi o "esencji uległości wobec lobbystów".
  • Wspólnoty i spółdzielnie zyskają prawo do wnioskowania o urzędową kontrolę uciążliwych lokali.

 Rejestr i kary zamiast zakazów

Mieszkańcy największych polskich miast od lat płacą cenę za turystyczny boom. Wykupywanie lokali pod inwestycje i masowy wynajem przez platformy rezerwacyjne windują ceny nieruchomości i wyludniają historyczne centra. Długoterminowy najem staje się dla wielu osób nieosiągalny, a młode rodziny i studenci szukają lokum na odległych obrzeżach. Z dzielnic znikają piekarnie i osiedlowe sklepy, które przegrywają walkę o przetrwanie z kawiarniami i stoiskami z pamiątkami. 


Europejskie metropolie od dawna skutecznie ograniczają działalność platform wynajmu, by chronić rynek mieszkaniowy i komfort stałych mieszkańców. Polska miała pójść tą samą drogą. Przyjęty we wtorek projekt nowelizacji ustawy o usługach hotelarskich oraz usługach pilotów wycieczek i przewodników turystycznych tworzy Centralny Wykaz Turystycznych Obiektów Noclegowych. Najem krótkoterminowy zdefiniowano jako usługę hotelarską trwającą nie dłużej niż 30 dni. Każdy zgłoszony obiekt otrzyma numer identyfikacyjny, który będzie musiał widnieć we wszystkich internetowych ofertach wynajmu.

 Platformy rezerwacyjne dostaną obowiązek weryfikacji numerów i usuwania ogłoszeń niespełniających wymogów. Właściciele obiektów będą musieli stosować zasady bezpieczeństwa małoletnich, co ma przeciwdziałać wykorzystywaniu seksualnemu dzieci. Na rejestrację i dostosowanie się do obostrzeń przedsiębiorcy mają czas do 1 stycznia 2030 r. Za działalność bez wpisu do ewidencji grozi administracyjna kara pieniężna do 50 000 zł, a notoryczne łamanie prawa może skończyć się rocznym zakazem świadczenia usług hotelarskich w danym lokalu.

Autopoprawka ministra Rutnickiego wycięła strefy zakazu

 Na papierze wygląda to na rewolucję. Sęk w tym, że z ostatecznej wersji projektu zniknął zapis, na który władze lokalne czekały najbardziej. Autopoprawką zgłoszoną przez ministra sportu i turystyki Jakuba Rutnickiego wykreślono przepis pozwalający radom gmin wyznaczać strefy zakazu najmu krótkoterminowego. To właśnie to narzędzie dałoby miastom realną możliwość ograniczenia liczby turystycznych apartamentów w przeciążonych dzielnicach. Branża turystyczna przyjęła decyzję z ulgą, strona społeczna nie kryje rozczarowania.


W zamian ustawodawca proponuje miękkie narzędzie nacisku. Mieszkańcy sąsiednich nieruchomości, wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe zyskają prawo do wnioskowania o urzędową kontrolę lokali wynajmowanych turystom. To odpowiedź na rosnącą falę skarg na nocne imprezy, hałas i niszczenie klatek schodowych przez gości. Dotąd poszkodowanym pozostawały wezwania policji, które kończyły się drobnymi mandatami za zakłócanie ciszy nocnej i szybkim powrotem problemu.

"Esencja uległości wobec lobbystów"

Wycięcie stref wywołało otwarty kryzys w koalicji. Podczas wtorkowych obrad Rady Ministrów Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zgłosiła formalne zdanie odrębne wobec ostatecznego kształtu regulacji. Jako jedyna przy stole.

"Zero praw dla samorządów w ustanawianiu stref wolnych od Airbnb. Zgłosiłam wobec tego projektu formalne zdanie odrębne. Jako jedyna. To jest esencja uległości wobec lobbystów. I zero słuchania potrzeb zwykłych ludzi. Dokładne przeciwieństwo tego, co powinniśmy dziś robić, by wygrać przyszłoroczne wybory" napisała minister funduszy na platformie X.


 Pełczyńska-Nałęcz zakpiła też z języka pomysłodawców, którzy nadanie numerów rejestrowych mieszkaniom nazywają "ucywilizowaniem rynku". Jej zdaniem autorzy tych słów spędzili zbyt dużo czasu na odbieraniu telefonów od przedstawicieli branży, a zdecydowanie za mało na słuchaniu obywateli. Dodała, że jej formacja musi stanąć po stronie mieszkańców, a nie wielkich platform. 

Lewica stawia twarde warunki 

Losy ustawy rozstrzygną się w Sejmie i wcale nie są przesądzone. Lewica i Polska 2050 zapowiedziały poprawki przywracające samorządom, wspólnotom i spółdzielniom decydujący głos w sprawie wynajmu turystycznego na ich własnym terenie.

"My takie poprawki złożymy w Sejmie i od tego, czy Sejm przyjmie te poprawki, uzależniamy poparcie tej ustawy" zadeklarował Łukasz Michnik. Polityk doprecyzował, o co toczy się gra: "Chcemy także, by rady gminy mogły przyjmować uchwały o ograniczeniu terytorialnym i czasowym najmu krótkoterminowego na ich terenie. To dla nas kluczowe, jeśli chodzi o poparcie tej ustawy".

 Rząd przyjął więc ustawę, która zapowiadała porządki na rynku, ale w decydującym momencie straciła zęby. Jeśli koalicjanci nie dogadają się podczas prac parlamentarnych, spór o strefy wolne od Airbnb może położyć cały projekt.

 red.

Fot: Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz w trakcie posiedzenia rządu/East News

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka